wtorek, 19 września 2017

113/2017 Dalila, Jason Donald, Kobiece, 2017

Dalila - Jason Donald
Wydawnictwo - Kobiece
Data wydania - 21.08.2017
Liczba stron - 488
Kategoria - lit. współczesna









Książka "Dalila" Jason Donald, to jedna z tych lektur, po których musiałam chwilę zebrać myśli, by móc o niej napisać. Gdy myślę o tej historii, to głównie w kategoriach mocna, przejmująca, okrutna. Przede wszystkim jednak wzbudzająca falę wstydu, związanego z postrzeganiem imigrantów i bardzo na czasie, zważywszy na problemy z przyjmowaniem i nadal napływającą liczbą osób starających się o azyl. 

"Dalila" opowiada losy młodej kobiety, Irene Dalila Mwathi. Kenijka zmuszona jest uciekać ze swojego kraju. Trafia do Londynu. Już na samym początku wpada w kłopoty. Ludzie, którzy mieli jej pomóc okazują się niebezpieczni i nieobliczalni. Irene zamiast kończyć studnia i pracować jako dziennikarka, o czym marzyła, musi zmagać się z tym by przetrwać w kraju, który miał być dla niej domem. Ośrodki dla imigrantów i spotkania z prawnikami, są jak wyprawy przez pola minowe. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy i ciągle trzeba mieć się na baczności. Czy Dalili uda się osiągnąć w końcu swój azyl, w tym nieprzyjaźnie nastawionym do niej kraju? 

Powieść napisana jest w niezwykle wciągający i skłaniający do refleksji sposób. Już od pierwszych stron tej lektury, czuć rosnące napięcie, później jest go już tylko coraz więcej. To książka o młodej kobiecie z Kenii, a z drugiej strony o nas samych. To książka o decyzjach i ich konsekwencjach. O człowieczeństwie, a czasem o jego braku. Czy moralność i miłosierdzie, są mniej ważne, niż prawo? Kto tak naprawdę, powinien o tym decydować? Najgorsza w tej powieści jest świadomość, że takich historii jest więcej. Dużo więcej, niż może nam się wydawać...


Jeśli jesteście ciekawi jak zakończyła się ta niesamowita historia, czy Dalili uda się osiągnąć upragnione bezpieczeństwo, koniecznie sięgnijcie po tę książkę. Polecam, choć nie jest to łatwa lektura.

Za egzemplarz recenzencki, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.



piątek, 15 września 2017

112/2017 Lagom. Szwedzka sztuka życia, Linnea Dunne, Burda, 2017

Linnea Dunne - Lagom.
Szwedzka sztuka życia
Wydawnictwo - Burda Publishing Polska
Data wydania - 17.08.2017
Liczba stron - 160
Kategoria - poradniki








Na polskim rynku w ostatnim czasie pojawiło się wiele poradników, mających na celu wykazanie nam sposobów na to, jak osiągnąć szczęście. Przyznam szczerze, że ja osobiście je uwielbiam. Nie wszystkie są najwyższych lotów, już nie mówiąc o ich odkrywczości, a właściwie jej braku. Nie zmienia to faktu, że mam do nich słabość :). Więc na moim blogu na pewno znajdziecie jeszcze sporo informacji o takich książkach. Ostatnio pisałam Wam o polskim spojrzeniu na szczęście. Dziś znów kolej na Skandynawię, a konkretnie Szwecję i podejście lagom. 

Czym jest lagom? Samo słowo, nie ma odpowiednika w języku polskim, jednak można je określić: "nie za dużo, nie za mało, w sam raz". Przyznam szczerze, że dla mnie jest to najbliższy sercu sposób na szczęście dnia codziennego. Równowaga i znalezienie "złotego środka" w przeżywaniu swojego życia stała się dla mnie niezwykle ważna. Cieszę się tym bardziej, że trafiłam na tę książkę i mogę czerpać z niej nie tylko inspirację, ale również, w jakiś sposób potwierdzać słuszność swoich odczuć.

"Skoro wiadomo, ile to jest "wystarczająco",

to po co przesadzać?"

Co znajdziemy w tej publikacji? Przede wszystkim, wspaniały desing, kolory i grafikę, która sprawiła mi niezwykłą radość z poznawania tej lektury. Poza tym, zostały w tej książce poruszone tematy równowagi między życiem prywatnym a zawodowym, równości w rodzinie, czasu dla siebie i jego twórczego wykorzystywania, znaczenia i celebrowania posiłków, ekologii, zamiłowania do działkowania, świętowania, dbałości o zdrowie, poczucia dobrostanu. Przede wszystkim jednak znaczenie równowagi w tym wszystkim. 

Książka "Lagom. Szwedzka sztuka życia" nie jest może jakoś super przełomowa. Ale z drugiej strony jest w duchu lagom. W sam raz, na raz, na spokojny wieczór po pracy, na niewymagającą lekturę do łóżka w czasie choroby (jak dla mnie dziś). I nie chodzi mi o brak ambicji, czy coś takiego. Raczej o to, że leżąc w łóżku, pijąc ciepłą herbatę i czytając tę książkę, pomyślałam sobie: Ok, jestem chora, czasem trzeba, dać ciału i głowie odpocząć. Byle lagom - nie za długo, w sam raz!. 

Polecam.

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Burda Publishing Polska

czwartek, 14 września 2017

111/2017 Jakoś to będzie, Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Znak, 2017

Beata Chomątowska, Dorota Gruszka
Jakoś to będzie
Wydawnictwo - Znak
Data wydania - 19.07.2017
Liczba stron - 352
Kategoria - poradnik




"Jakoś to będzie. Szczęście po polsku", to niepozorna, niewielka książeczka. Pierwsze co rzuca się w oczy, to oczywiście piękne i bardzo "polskie" wydanie, pełne kolorowych fotografii oraz biało-czerwonych i narodowych akcentów. 

Genezę powstania tej publikacji można określić pięknym staropolskim powiedzeniem "polacy nie gęsi, swój język mają". To prawda polacy nie gęsi i mają też swój sposób na szczęście. I niekoniecznie musi być nam po drodze z duńskim hygge, czy  szwedzkim lagom, już nie mówiąc o japońskim ikigai. W sumie, tak z drugiej strony po co? W końcu i tak jakoś to będzie. :)

Książka "Jakoś to będzie." zawiera wiele krótkich felietonów, podzielonych w trzy części: Jakoś to będzie czyli jak? Skąd ta pewność? i Jak pielęgnować filozofię jakoś to będzie. Każda z tych części zawiera podrozdziały dotyczące najważniejszych i najciekawszych cech naszych rodaków, wyjaśnienia niektórych zagadnień związanych z naszą kulturą, jak również wiele ciekawostek i wyników badań. Większość tekstów, mimo że jak najbardziej prawdziwych, często najlepiej czytać z przymrużeniem oka. No ale jak autorki publikacji nam przypominają my Polacy, mamy specyficzne poczucie humoru i lubimy śmiać się z samych siebie...  

Czego dowiemy się z tego wyjątkowego poradnika? My, szczęśliwi obywatele tego kraju, raczej nie dowiemy się o sobie, czegoś odkrywczego. Mam jednak wrażenie, że nie było to też celem tej publikacji. W końcu sami wiemy najlepiej jacy jesteśmy :).
Inaczej sprawa wygląda z cudzoziemcami, im wiele ta ksiażka może wyjaśnić. Tak czy inaczej, moim zdaniem to świetna lektura, by nam rodakom przypomnieć, że fajnie, że poszukujemy, jesteśmy otwarci i chcemy się inspirować, ale że również my jako naród, posiadamy wspaniałe cechy charakteru, które powinnyśmy w sobie pielęgnować. Że jesteśmy gościnni, rodzinni, zaradni, ironiczni, zadziorni, pracowici, że posiadamy ułańską fantazję, która nie tylko pozwala nam przetwrać, ale przetrwać w iście fantazyjny sposób i z przytupem.

Książka "Jakoś to będzie. Szczęście po polsku." stanowi piękny album o polskości, z miejscami, które warto odwiedzić, z daniami, których warto skosztować, z polskością we krwi, i cechami, które warto pielęgnować.

Jeśli macie więc chwilkę, a najlepiej kilka chwil w podróży na przykład pociągiem, serdecznie Wam polecam tą publikację. To ciekawa lektura. A jeśli macie znajomego obcokrajowca, który planuje u nas zatrzymać się na dłużej, macie już dla niego gotowy pomysł na prezent. Pewnie będzie zachwycony i może czasem łatwiej będzie mu się poruszać między naszymi wiecznie narzekającymi minami? i odkryje jak wspaniale potrafimy być szczęśliwi. Bo chyba potrafimy co?

Serdecznie polecam. 

Za egzemplarz przekazany do recenzji, dziękuję Wydawnictwu Znak

wtorek, 12 września 2017

PRZEDPREMIEROWO 110/2017 Córki Wawelu. Opowieść o jagiellońskich królewnach, Anna Brzezińska, Wydawnictwo Literackie, 2017

Anna Brzezińska
Córki Wawelu - Opowieść o jagiellońskich  królewnach
Wydawnictwo - Literackie
Data wydania - 14.09.2017 
Liczba stron - 840
Kategoria - powieść historyczna


"Polska Jagiellonów oczami kobiet"



„Córki Wawelu” to moje pierwsze spotkanie z Anną Brzezińską, mimo że autorka znana jest szerszej publiczności za sprawą powieści z gatunku fantasy, z którym w zasadzie nie było mi do tej pory po drodze. Tym razem pisarka opublikowała powieść historyczną, dotyczącą Dynastii Jagiellonów. Czy ta zmiana jest korzystna? Ciężko mi to określić. Jednak zdecydowanie mogę polecić jej lekturę. Myślę, że głównym adresatem tytułu są czytelniczy lubiący książki historyczne, choć inni też znajdą w tej publikacji wiele ciekawych wątków. 

Książka „Córki Wawelu” opowiada losy ostatnich Jagiellonów, niekiedy nazywanych Polskimi Borgiami. W szczytowym okresie byli jedną z najpotężniejszych dynastii w Europie. Anna Brzezińska w swojej najnowszej publikacji poświęciła przede wszystkim miejsce dla spisania losów kobiet związanych z tym rodem. Przyznaję, że to właśnie ten mocny kobiecy akcent w powieści zafascynował mnie najbardziej. 

Wydarzenia z Wawelu za czasów Królowej Bony, Anna Brzezińska opisuje z perspektywy Doroty, córki służącej. Dosia zostaje powiernicą i służącą Katarzyny Jagiellonki. Służki jak wiadomo potrafiły być dobrymi obserwatorkami dworskiego życia, jego wzlotów i upadków, skandali i intryg, czasem również upadków. 

W książce znajdziemy wiele ciekawych informacji dotyczących Zofii, Katarzyny i Anny, młodszych córek Zygmunta i Bony, a także Izabeli i Jadwigi. Księżniczki to tylko niektóre z kobiecych postaci, o których losach dowiemy się z wielu stronic książki. Wszystkie są niezmiernie ciekawe. Na niektóre z tych kobiet, można spojrzeć w zupełnie inny sposób, niż powszechnie się je przedstawia. Dzięki tej książce, czytelnik ma szansę nadrobić lub poszerzyć szkolne wiadomości i to z rozmachem, na ponad ośmiuset stronach. Oczywiście nie wszystkie wydarzenia mają potwierdzenie w materiałach źródłowych, część z nich to fantazja autorki, chociaż kto wie :)

Jak już pisałam, wcześniej nie miałam do czynienia z publikacjami Anny Brzezińskiej, ma ona jednak dość specyficzny styl pisarski, który mnie urzekł. Z jednej strony jest prosty i łatwy w odbiorze, z drugiej natomiast, ma w sobie coś bardziej złożonego, jakby z szerszą perspektywą i umiejętnością budowania wspaniałego klimatu. Polecam. Warto poświęcić tej książce swój czas :)

Za egzemplarz recenzencki, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie.

niedziela, 10 września 2017

Samotny weekend

Specyfika naszego małżeństwa jest taka, że spędzamy ze sobą właściwie 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Budzimy się, jedziemy razem do pracy, tam przebywamy w jednym budynku i kontaktujemy się ze sobą w sprawach służbowych bardzo i tych służbowych trochę mniej, jemy razem lunch, wracamy do domu, robimy zakupy. Czas wolny poza domem, spędzamy albo razem (spacery, wyjazdy itp), lub na spotkaniach towarzyskich z naszymi wspólnymi znajomymi. Wiele razy myślałam sobie, że gdy przytrafi mi się taki dzień bez mojego męża, ale w naszym domu, zrobię tyle fantastycznych rzeczy, na które niekoniecznie mam czas, albo sposobność gdy jesteśmy razem. Otóż kluczowe jest tu: tyle fantastycznych rzeczy"...
No i zdarzyło się. Jest sobota, około 13 mąż wsiadł do samochodu pozostawiając mi chatę wolną na dwa dni. Córka zajęta w swoim pokoju, koleżanki niedostępne, do rodziców daleko. Ugotowałam obiad, posprzątałam w domu, rozwiesiłam pranie, uprasowałam, rozglądam się po pokoju i ... co bym chciała zrobić? Ulubioną formą spędzania przeze mnie czasu, jest czytanie i pisanie. Ale to mogę zrobić z mężem na pokładzie. Miałam zapisanych kilka filmów na showmaxie, których mój mąż nie chciał oglądać, ale po przejrzeniu ich stwierdziłam, że w sumie ja również nie mam na nie ochoty. Jak tu żyć, ja się pytam? Skończyło się na tym, że obejrzałam w TV powtórki Ojca Mateusza (dla mnie bez znaczenia, że powtórki bo i tak nie widziałam tych odcinków) i wylądowałam w łóżku z ... książką. Szczytem szaleństwa było to, że w łóżku przejrzałam instastory (zazwyczaj tego nie robię, bo mężowi przeszkadza jak świece telefonem), a po drugie i najbardziej hardkorowe, uwaga trzymajcie się... wypiłam kawę nad laptopem, ponieważ mam to zabronione (niestety słusznie).  Więc mężu mój jeśli już będziesz to czytał. Po pierwsze laptop jest cały. Kawa wylała się na podłogę :) Poza tym Twój painball i męski wypad to pikuś. Ja to dopiero zaszalałam. :)

piątek, 8 września 2017

109/2017 Bezimienni, Mirosława Kareta, Wam, 2016

Mirosława Kareta - Bezimienni
Wydawnictwo WAM
Rok wydania - 2016
Liczba stron - 496
kategoria - lit. obyczajowa i romans


Książkę można zakupić tu: WYDAWNICTWO WAM





Gdybym nie miała w domu kontynuacji „Sagi rodu Petrycych”, czekałabym na tą publikację z wielką niecierpliwością. Lecz teraz po jej przeczytaniu sama nie wiem, co tak do końca o niej sądzić. Z jednej strony jestem zawiedziona brakiem konkretniejszej kontynuacji losów bohaterów z „Pokochałam wroga”. Z drugiej strony, jestem cudownie udobruchana tym samym klimatem powieści, jak również pomysłem na jej główny wątek. „Bezimienni” bowiem, to co prawda kontynuacja pierwszej części sagi, jednak może stanowić odrębną powieść. 

W „Bezimiennych” nadal dużo się dzieje, zarówno w małżeństwie Petrycych, w życiu osobistym ich córki Anny, jak również za sprawą przyjazdu ciotki Pelagii, która ma do wykonania ważne zadanie. Okazuje się, że musi przywrócić pamięć o swoim zmarłym mężu. W trakcie tych działań wszystko jednak wydaje się być innym, niż do tej pory sądzono. Czy zawsze jesteśmy pewni, przeszłości swoich bliskich, nawet jeśli wydaje się nam, że znamy ich niemal na wylot? 

W drugiej części sagi znów przenosimy się w czasy II Wojny Światowej, do okupowanego Krakowa. Znów próbujemy razem z bohaterami odtworzyć wydarzenia, które miały miejsce w tych trudnych czasach. Ciotka Marii Petrycy – Pelagia, powraca po wielu latach emigracji do Polski. W kraju zbliżają się obchody pamięci losów załogi Liberatora – alianckiego samolotu. W wypadku tego najsłynniejszego samolotu z czasów II Wojny Światowej, uczestniczył mąż kobiety – Peter Redlich. Ranny lotnik Królewskich Sił Powietrznych trafia pod opiekę młodziutkiej wówczas Pelagii. Kobieta współcześnie podejmuje się zadania odtworzenia losów zestrzelonego samolotu i wyjaśnienia udziału swojego męża w tym locie. Czy jej się uda? Czy odkryje wszystkie karty tej tajemniczej sprawy? Tego oczywiście dowiecie się sięgając po tę książkę. 

 Co jest stałe jeśli chodzi o sagę? Styl autorki, polegający na budowaniu tajemniczości i stopniowym gromadzeniu napięcia, z równoczesnym odkrywaniem przed czytelnikami kolejnych tajemnic. Zdecydowanie jest to styl, który mi odpowiada i który powoduje, że lektura mnie wciąga i intryguje. Szczególnie, że publikacja zawiera wiele przepisów, odnoszących się do prawdziwych osób i wydarzeń. 

Pierwsza część Sagi rodu Petrycych „Pokochałam wroga” podobała mi się bardziej. „Bezimienni” jednak to również ciekawa, intrygująca i świetnie napisana książka, którą serdecznie Wam polecam.

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM



środa, 6 września 2017

108/2017 Pokochałam wroga, Mirosława Kareta, WAM, 2016

Mirosława Kareta - Pokochałam wroga
Wydawnictwo WAM
Rok wydania - 2016
Liczba stron - 436
Kategoria - lit. obyczajowa i roman

Książkę można zakupić tu - wydawnictwowam.pl





Jak napisałam już kilka (kilkanaście) razy, uwielbiam romanse z wojną w tle. Mają dla mnie jakąś magię, mimo brutalności zdarzeń, które opisują. Nie chodzi nawet o kwestie „zakazanych uczuć”, które pojawiają się w przedstawianej powieści, ale o determinację w poszukiwaniu szczęścia i ludzkich doznań, w świecie śmierci, wojny i terroru. 

Książka „Pokochałam wroga” stanowi pierwszą część Sagi rodu Petrycych. Jest to historia miłości w niezwykle okrutnych i skomplikowanych czasach, mająca swój początek w okupowanym Krakowie.

Bohaterami powieści jest rodzina Petrycych, która poprzez tajemniczy pamiętnik, zaczyna badać losy przodków i swoje korzenie. Bohaterką pamiętnika z kolei jest Jadwiga – panna z dobrego domu, patriotka, chcąca nieść pomoc. Polka zmaga się z niezwykle trudnym dylematem moralnym. Pewnego dnia spotyka na swojej drodze niemieckiego żołnierza Maxa Bayera. Nienawidzi go, w końcu jest hitlerowskim zbrodniarzem. Ale czy na pewno? Czy Polka może pokochać żołnierza z Wehrmachtu?  Czy ta relacja ma szansę przynieść szczęście? Jakie skutki będzie miało ich uczucie? Tego dowiemy się czytając tę powieść.

„Pokochałam wroga” to jednak nie jest tylko książka o miłości. To opowieść o trudnych czasach, niełatwych wyborach i decyzjach. To także lektura o tolerancji, uprzedzeniach. Napisana jest w sposób ciekawy, niezwykle emocjonujący i niebanalny.
Autorka w swojej książce, przedstawia nam realia wojny, pokazuje różne postawy na dyktaturę Hitlera, przypomina o trudnej historii. Mirosława Kareta stworzyła powieść, którą czyta się jak na faktach, tym bardziej, że sporo w niej przypisów odnoszących się prawdziwych zdarzeń, czy osób.
Czytanie  tej książki to była dla mnie wielka przyjemność. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM