sobota, 10 listopada 2018

Nieodnaleziona, Remigiusz Mróz, Filia, 2018



Trochę wstyd się przyznać, jednak pomimo całej mojej wielkiej i niemal nieograniczonej sympatii dla rodzimych autorów „Nieodnaleziona” jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Remigiusza Mroza po którą miałam sposobność sięgnąć. Nie licząc cyklu Vestmanna, wydanego pod pseudonimem, jednak on mam wrażenie, odbiegał stylowo od tego co tworzył autor pod swoim nazwiskiem.


Jakie były moje odczucia? Niezwykle mieszane. Z jednej strony historia zaciekawiła mnie, wciągnęła i pochłonęłam ją dość szybko i sprawnie. Z drugiej popularność autora chyba za bardzo rozbudziła moje oczekiwania i trudno było tym oczekiwaniom sprostać.


Damian i jego narzeczona zostają napadnięci tuż po jego oświadczynach. On trafił do szpitala, ona zostaje uznana za zaginioną. Po dziesięciu latach od tego zdarzenia Werner trafia na ślad swojej ukochanej. Ktoś zamieścił fotografię dziewczyny w Internecie z prośbą o pomoc w jej odnalezieniu. Chłopakowi trudno w to uwierzyć, jednak do sieci trafia kolejne zdjęcie jego narzeczonej. Tym razem fotografia została zrobiona przez samego Daniela tuż przed zaginięciem Ewy. Nie byłoby to tak bardzo szokujące, gdyby nie fakt, że Werner nigdy nikomu tej fotografii nie pokazał.


Mężczyzna, próbuje odkryć co stało się z jego narzeczoną. Czemu nie odezwała się do niego przez te dziesięć lat? Czemu ktoś nagle jej szuka? Kim tak naprawdę jest Ewa? Tego długo ani bohater, ani czytelnik nie może być pewien.


„Nieodnaleziona”, pomimo tego, że jest thrillerem psychologicznym, posiada również mocno rozbudowany wątek społeczny dotyczący zagadnienia przemocy wobec kobiet. Mam wrażenie, że dla mnie to stanowiło najważniejszy aspekt tej powieści. Poza tym uważam, że książka jest na wysokim poziomie, to fakt. Może nie jest arcydziełem gatunku, ale zdecydowanie jest dobra, choć jej zakończenie mnie niestety mocno rozczarowało.


Tak czy inaczej, zachęcam Was szczerze do sięgnięcia po tę książki i wyrobienia sobie o niej swojej opinii.

Polecam.

piątek, 9 listopada 2018

Pod prąd, Robert Biedroń, Edipresse, 2016





Niewielu jest polityków, którzy wzbudzają moją sympatię. Niewielu jest też takich, którym jestem gotowa poświęcić swoją uwagę, by wysłuchać tego co mają do powiedzenia. Wyjątkiem dla mnie jest Robert Biedroń.


Polityk pochodzi z Krosna, choć wielu ludziom kojarzy się bardziej ze Słupskiem, którego jest włodarzem od 2014 roku. Od wielu lat działa na rzecz walki o prawa człowieka, czy równouprawnienia płci. Angażuje się też w wiele inicjatyw dotyczących ochrony praw kobiet. Niejednokrotnie udowadniał, że nie jest mu obojętny również los zwierząt. Poza tym dał się poznać jako niezwykle pracowity i kulturalny polityk. Były poseł wielokrotnie był nagradzany przez środowiska LGBT, został laureatem Nagrody Różnorodności Kongresu Kobiet, dwukrotnie został wybrany jednym z najlepszych prezydentów miast a w 2014 roku tygodnik Polityka wymienił go wśród dziesięciu najlepszych posłów.


Książka „Pod prąd” stanowi zapis rozmowy polityka i Magdaleny Łyczko. Jest to rozmowa szczera, mądra, pełna otwartości i niezwykłej życzliwości, charakterystycznej dla Roberta Biedronia. Nie brakuje w niej też ogromnego dystansu do życia i siebie samego oraz sporej dawki poczucia humoru.


Czego dotyczą poruszane w wywiadzie tematy? Częściowo najważniejszych wydarzeń z życia polityka, począwszy od jego dzieciństwa, po czas współczesny. Prezydent Słupska nie omija w niej trudnych tematów, również tych związanych ze swoją orientacją seksualną, jak i coming autu. Poza tym wiele miejsca w książce co oczywiste zajmuje polityka, ale i opis relacji z kobietami w jego otoczeniu.


Książka zawiera sporo fotografii z prywatnego archiwum byłego posła. Całość zamyka 60 faktów o Biedroniu, które w ciekawy sposób podsumowują to co polityk chce przekazać swoim czytelnikom.


„Pod prąd” to nie tylko autobiografia. Moim zdaniem, to niezwykle ważna społecznie książka o życiu powszechnym i politycznym. Zdecydowanie warto poświęcić jej chwilę na przeczytanie i kilka dodatkowych na przemyślenia. Polecam.


czwartek, 8 listopada 2018

Rywalka, sandie Jones, Otwarte, 2018




„Rywalka” to książka, po którą miałam sięgnąć dopiero za jakiś czas. Los jednak zadecydował inaczej. I dobrze! Otworzyłam ją, zaczęłam kartkować, przeczytałam kilka zdań i nie mogłam się już od niej oderwać.


Powieść Sandie Jones w głównej mierze opowiada o relacji między Emily, ukochanej Adama, a jego matką Pammie. Przyszła teściowa dziewczyny, jest zaborcza i lekko pisząc trudna w obyciu. Pisząc za to dokładniej, zamienia życie swojej przyszłej synowej w piekło. Konflikt zaczyna się dość niewinne, pozostawieniem niby przypadkiem fotografii poprzedniej miłości syna na widoku, oraz „nieporozumieniem” związanym ze świąteczną kolacją u Pammie. Na domiar złego, Emily odkrywa, że poprzednia narzeczona zmarła w niezwykle tajemniczych okolicznościach i że to właśnie przyszła teściowa znalazła jej ciało. Do dziewczyny dociera fakt, że znajduje się w niebezpieczeństwie. Co wydarzyło się przed laty? Na co jeszcze zdecyduje się Pammie by zrujnować związek Emily i swojego syna? Tego oczywiście dowiecie się z lektury tej książki. Jednego możecie być pewni. Zdecydowanie będzie się działo!

To co podobało mi się w tej książce, to portret psychologiczny postaci. Szczególnie matki Adama. Mam wrażenie, że to właśnie na jej cechach charakteru zbudowana jest ta powieść. Bezwzględność, zaciekłość, przebiegłość, oraz doskonała gra taktyczna aż wysypują się z kart tej powieści. Niestety, emocjonalność tej historii lekko rozjechała się dość płaskim, choć może i lekko zaskakującym zakończeniem.  Może jednak zbyt dużo thrillerów w moim czytelniczym świecie i już nie robią na mnie takiego wrażenia? Nie wiem.

Tak czy inaczej zdecydowanie warto sięgnąć po tę książkę. Ja pochłonęłam ja w jeden dzień. Polecam.