środa, 18 kwietnia 2018

195. Krótka historia o długiej miłości, Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze , Znak, 2018

Krótka historia o długiej miłości
Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze
Wydawnictwo - Znak
Data wydania - 12.02.2018
Liczba stron - 192
Kategoria - literatura faktu
Moja ocena - Polecam

„Cóż za radość szalona – otrzymałem dwa listy od Ciebie.

Dwa nowe strumienie otuchy…”.


„Krótka historia o długiej miłości” Angeliki Kuźniak i Eweliny Karpacz-Oboładze to niezbity dowód na to, że najwspanialsze i najbardziej niesamowite historie pisze samo życie. Muszę przyznać, że mi samej wciąż trudno uwierzyć w to, że ta miłość wydarzyła się naprawdę.  

Prezentowana książka opowiada historię niesamowitej miłości Wiesławy Pajdak i Jerzego Śmiechowskiego. Ona była łączniczką, on żołnierzem Polski Podziemnej. Za swoją działalność niepodległościową po II wojnie światowej zostali osądzeni i skazani na wiele lat stalinowskiego więzienia. Wylądowali w sąsiednich celach. Początkowo rozmawiali ze sobą za pomocą alfabetu Morse’a, używając do tego knykci i kawałków metalu. Mała chciała w ten sposób zdobyć jakieś informacje o świecie zewnętrznym. Szybko jednak odnalazła za ścianą swoją wielką miłość. Bowiem Mała i Ju mimo dzielących ich ścian i krat zakochali się w sobie. Gdy ich rozdzielono na dobre, pisali do siebie listy. Bezpośrednio, lub poprzez ojca Ju. Pierwszy raz zobaczyli się– bez krat i innych odgrodzeń – dopiero na swoim ślubie. 

Miłość. Najtrudniejsze do opisania uczucie. Czasem przychodzi nie wiadomo kiedy, ani skąd. Czasem łączy na chwilę, czasem na całe życie. Tak też było i w tym przypadku. Ponieważ Mała i Ju, mimo przeciwności losu, byli ze sobą do końca życia. Ich najpiękniejsze lata, odebrało im więzienie, straszliwe warunki, okropne czasy. Dzięki tej miłości, nie były to jednak dla nich lata do końca stracone. Dzięki tej miłości przetrwali tortury stalinowskiego terroru.

„Krótka historia o długiej miłości” to trudna, miejscami trochę drastyczna i depresyjna książka. Przede wszystkim jednak jest to piękna, wzruszająca, mądra, dająca nieopisaną nadzieję historia, którą wymyśliło życie.  


Angelika Kuźniak i Ewelina Korpacz-Oboładze w swojej publikacji oddały decydujący głos państwu Śmiechowskim i ich niesamowitej historii. Dzięki temu autorkom udało się uchwycić i opisać wszystkie trudne i najpiękniejsze emocje, które targały tą niesamowitą parą. Przyznam, że i mi udzielał się ich lęk, niepewność, strach, beznadzieja, przeplatana wielką, niezachwianą miłością, pewnością, wiarą i nadzieją. 


Publikacja, sama w sobie jest niewielka, szybko się ją czyta. Za to będzie się o niej pamiętać długo. A na pewno ja będę ją długo wspominała. W końcu to opowieść o miłości, która zrodziła się w sposób wyjątkowy i przetrwała mimo przeciwności losu. Miłość Małej i Ju bowiem nie tylko przetrwała, ale również zwyciężyła stalinowskie więzienie, dając świadectwo swojej siły.
Zastanawiam się jedynie czy słusznym było zamieszczanie w tak niewielkiej publikacji wszystkich tych listów które przesyłali między sobą Mała i Ju. Oczywiście rozumiem ich wagę i wartość jaką stanowią szczególnie dla ich autorów. Jednak przy 192 stronach zawierających również fotografie, kalendarium te listy zdają się zlewać w jeden, ten sam. 


Tak czy inaczej gorąco polecam Wam tę niewielką, ale o bogatej treści książkę o miłości w mrocznych czasach, której nic nie jest w stanie pokonać. Nawet stalinowskie więzienie. Nawet to, że para się nie widziała, przez wiele lat. To niezwykle poruszająca, romantyczna i niesamowita historia warta poznania.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak

wtorek, 17 kwietnia 2018

194. [PRZEDPREMIEROWO] Po prostu misja, Maz Evans, Wydawnictwo Literackie, 2018


Po prostu misja - Maz Evans
Seria - Kto wypuścił bogów (tom 2)
Data wydania - 18.04.2018 
Liczba stron - 364
Kategoria - lit. młodzieżowa
Moja ocena - zdecydowanie polecam
 
 
Na jasnego groma Zeusa! Zakrzyknęłam zamykając tę książkę.
Co się stanie, gdy pewien niesforny dwunastoletni chłopiec wypuści greckich bogów? Powiem Wam. Epicka i niezwykle nieoptymalna (albo właśnie nieziemsko optymalna) draka :)

Tym bardziej cieszy mnie fakt, że powieść „Kto wypuścił bogów” bardzo szybko doczekała się swojej kontynuacji pod postacią „Po prostu misja”. Jeśli podobała się Wam pierwsza cześć, mogę Wam zdradzić, że druga jak obiecuje wydawca również wymiata.

Jakie przygody czekają Was w drugiej części tej nieziemskiej serii?

Przede wszystkim Elliot Hooper i jego boscy znajomi, nadal próbują uratować świat przed zagładą z rąk Tanatosa, demona śmierci. Jest to o tyle trudne, że dwunastolatek ma na głowie nieoptymalnie funkcjonującą mamę, chorą na Alzhaimera i popadającą w niebyt swojej świadomości. Do tego musi zmagać się z bolesną historią swojej rodziny, a także ze wstrętną i szukającą zemsty sąsiadką, która na dodatek jednoczy się z dręczącym chłopca nauczycielem. Tymczasem do odnalezienia zostały pozostałe kamienie chaosu. To one zaważą nad tym czy zwycięży dobro czy zło. Eliot poddawany jest więc wielu próbom. Czy uda mu się nie ulec pokusie wykorzystania kamieni do uratowania swojej mamy? Nawet  gdy po drugiej stronie jest straszna wizja zagłady znanego mu świata?

Poza tym, Eliot wraz z przyjaciółmi znów odwiedzi Królową i pozostałych mieszkańców pałacu Buckingham. Jak powita ich rodzina królewska? Oj będzie się działo! Mogę Wam jedynie zdradzić, ze pociski będą latały tam i z powrotem, a najgroźniejsze z nich będą niezwykle twarde bułeczki księżnej Camilli.

Ważną cechą tej serii, jest przedstawienie bogów, nie od powszechnie znanej strony ich bohaterstwa i męstwa, ale ukazanie ich jako posiadających ziemskie wady i słabości istot, niezwykle podobnych do śmiertelników. To trochę tak, jakby poznawać ich na nowo i odkrywać ich tajemnice. Zaśmiewając się przy tym do łez.

W drugiej części, nie brakuje też wielu momentów wzruszeń. Chyba nawet jest ich więcej niż w części pierwszej. Bowiem w „Po prostu misja” Eliot ma szansę odkryć wreszcie prawdę o swoim ojcu i jak się pewnie domyślacie, nie będzie to prawda łatwa ani przyjemna. 


Seria Maz Evans o dwunastoletnim niesfornym chłopcu z epicko dobrym sercem, to zdecydowanie jedna z moich ulubionych serii powieści dla młodszej młodzieży. Obie części śledziłam z zapartym tchem. W obu kibicowałam Eliotowi i jego boskim przyjaciołom z ich zmaganiami nie tylko magicznymi, ale i tymi zwyczajnymi, ludzkimi, na które nawet czary nie jest w stanie pomóc. 


„Po prostu misja” jest kolejnym przykładem na to, że autorka ma wyjątkową umiejętność do wplatania trudnych wątków, pomiędzy te rozbrajająco zabawne. Dzięki temu mimo wielu smutnych momentów, nie jest to książka przygnębiająca. Wprost przeciwnie. Mam wrażenie, że jest to opowieść ku pokrzepieniu serc. Bo Eliot zmaga się w niej z tragiczną historią taty, nieuleczalną chorobą mamy, obawą przed utratą domu. Zmaga się też z izolacją, brakiem przyjaciół, problemami w szkole. To zdecydowanie zbyt dużo jak na jednego chłopca, nawet jeżeli jest bohaterem. Mimo to Hooper radzi sobie, całkiem nieźle. Nie zawsze jest tak silny jak by chciał, ale z każdym dniem uczy się, a przy okazji także swoich czytelników, jak pokonywać trudności, walczyć z problemami a przede wszystkim, tego, że czasem każdy może mieć po prostu dość.


Czy bohaterom misji uda się odnaleźć brakujące kamienie chaosu i nie dopuścić Tanatosa do władzy nad światami? I czy Hooperowi uda się przy okazji rozwiązać wszystkie piętrzące się w jego życiu problemy? Tego oczywiście dowiecie się z książki.

Ja tymczasem czekam z niecierpliwością na koleją cześć serii i kolejne przygody Elliota i jego nieziemskich przyjaciół. A Wy do pioruna i olimpijczyków ruszajcie do księgarń. Do  gry znów wracają mityczni bogowie

Polecam. „Po prostu misja” to nieziemsko optymalna książka :)
Epicko!
******

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie.


czwartek, 12 kwietnia 2018

193. Cienie, Wojciech Chmielarz, Marginesy, 2018



Wojciech Chmielarz - Cienie
Wydawnictwo - Marginesy
Cykl - Jakub Mortka (tom 5)
Data wydania - 17.01.2018
Liczba stron - 480
Kategoria - kryminał 
Moja ocena - zdecydowanie polecam



„Cienie” autorstwa Wojciecha Chmielarza, to piąta część cyklu o komisarzu Jakubie Mortce. Dla mnie jednak, jest to dopiero druga powieść tego autora, którą miałam przyjemność poznać. Zdaje sobie sprawę, że od pierwszego tomu po ten najnowszy wiele się wydarzyło. Znaczna część tych wydarzeń, jest bezpośrednio powiązana z tymi w poprzednich publikacjach. Mi jednak jak wiecie nie do końca to przeszkadza. Choć mam poczucie, że muszę nadrobić zaległości. :)


W Milanówku, nieopodal Warszawy zostają zamordowane dwie kobiety, matka i córka. Na miejscu zbrodni policjanci odnajdują broń podkomisarza Kochana. Jako główny podejrzany, mężczyzna zaczyna się ukrywać a jedyną osobą z którą postanowił się skontaktować, jest Jakub Mortka. Policjant prosi kolegę o pomoc, ponieważ ktoś go wrabia. Mortka z jednej strony jest zły na Kochana, za to, co ten zrobił swojej żonie, z drugiej czuje się zobowiązany do pomocy wieloletniemu partnerowi, a na pewno jest zobowiązany do rozwiązania tej sprawy jako policjant, mimo że ją prowadzi inna jednostka. 


Tymczasem aspirantka Sucha trafia na nagranie z ukrytej kamery, na którym zarejestrowano zbiorowy gwałt na młodym chłopaku. Szybko rozpoznaje, że w tym procederze uczestniczyli wysoko postawieni ludzie, w tym także politycy. Oczywiście mogłaby zgłosić to na policji, jednak z doświadczenia wie, że  tacy sprawcy mogą łatwo się z tego przestępstwa wywinąć. Postanawia więc, przeprowadzić dochodzenia na własną rękę i uzbierać niepodważalne dowody ich winy.
Obojgu funkcjonariuszom nadchodzące zdarzenia, zaczynają jednak wymykać się spod kontroli.  Sucha i Mortka szybko rozumieją, że by rozwiązać sprawę, muszą sobie nawzajem pomóc. Tymczasem stare wypadki rzucają coraz dłuższe ciebie, wydarzenia nabierają niebezpiecznego tempa a czas gra na niekorzyść dochodzeniowców. 


Pisałam Wam niedawno, że „Podpalacz”, pierwsza część cyklu stała się moim objawieniem kryminalnym, tego roku. Muszę przyznać, że „Cienie” przypieczętowały moją opinię. Polski kryminał, co udowadnia skutecznie autor, ma się świetnie.  


W najnowszej części cyklu, znajdziemy gangsterów, stare trupy, znów wyskakujące z szafy by straszyć, zaskakujące zwroty akcji (choć bez szaleństwa) i mocny aspekt psychologiczno-obyczajowy wokół głównych wydarzeń i bohaterów. A to wszystko w niejednoznacznym stylu autora i na rodzimym, specyficznie funkcjonującym podwórku. Jak dla mnie to najmocniejsze składniki, polskiego w tym również i tego kryminału. 


Powieść „Cienie”, tak jak „Podpalacz” nadal fascynuje świetnie skrojonymi, wyrazistymi i niepozbawionymi wad bohaterami. Mortka, co prawda jest bardziej stateczny, jednak nadal niezwykle wnikliwy, skuteczny i niepokorny. Sucha to z kolei bezwzględna i poszukująca zemsty młoda policjanta. Oboje są zmuszeni do wspólnych działań. Czy uda im się połączyć siły, przywrócić porządek w Stolicy i złapać winnych? Tego oczywiście dowiecie się z książki. 


Całość zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Idealnie czułam się w klimacie, który w swojej historii stworzył autor. Zakończenie wprawiło mnie natomiast w osłupienie. Mam nadzieję, że powstanie kolejna część cyklu, bo nie chciałabym zostać, z tym, co autor mi jako czytelnikowi zaserwował.

Polecam tę książkę, przede wszystkim tym odbiorcom, którzy mają już za sobą lekturę poprzednich części. Choć myślę, że ich raczej zachęcać do tego nie trzeba. Polecam ją również miłośnikom kryminałów, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać twórczości Wojciecha Chmielarza. A ja tymczasem czekam na więcej. Tym bardziej, że za chwilę ukaże się najnowsza powieść autora „Żmijowisko”.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy.