czwartek, 21 marca 2019

Winne Wzgórze. Nadzieja, Dorota Schrammek, Szara Godzina, 2019





Zdarza się Wam, że czasem zaczynacie książkę, jesteście gdzieś na piątej do dziesiątej stronie i już wiecie, że bardzo Wam razem po drodze? Ja miałam tak gdy zaczęłam czytać pierwszą część trylogii „Winne Wzgórze. Wiara.” Doroty Schrammek. Tym chętniej sięgnęłam po jej kontynuację – „Winne Wzgórze. Nadzieja.” I zdecydowanie się nie zawiodłam.

Dokładnie jak w poprzedniej części fabuła książki podzielona jest na troje głównych bohaterów i przedstawia dalsze losy mieszkańców Winnego Wzgórza. 

Dorota nie może wybaczyć mężowi kłamstw. Czasem ma wrażenie, że tkwi w tym małżeństwie tylko z uwagi na dzieci. Nie chce i nie potrafi na nowo zaufać Arkowi, szczególnie że do ich życia na nowo z impetem powraca menadżerka. Coraz bardziej dociera do niej, że nie żyje tak jak by tego chciała.

Lilianna nadal jest na zawodowym rozdrożu, jednak powoli odnajduje siebie i wpada na genialny pomysł jak wykorzystać swój wolny czas i dom babci. Tymczasem Wiktor wciąż nie może pogodzić się ze śmiercią swojej ukochanej żony. 

Tadeusz z kolei czuje się nadal oszukany. Próbuje ułożyć sobie życie z rodziną, którą dopiero co odzyskał. Coraz bardziej jednak podoba mu się rola ojca i dziadka i coraz lepiej się w nich odnajduje. Jednak to nie jedyne role jakie szykuje dla niego los. 

Tymczasem w Winnych Wzgórzach pojawi się ktoś jeszcze i bardzo namiesza!

Książkę Doroty Schrammek czyta się niesamowicie przyjemnie i lekko. Powolna narracja, spokój, cisza, problemy, które mają szansę zostać rozwiązane, czas, który leczy rany. Tak jak w życiu autorka dla swoich bohaterów ma raz słońce raz deszcz, jednak co najważniejsze, zawsze pozostawia dla nich nadzieję.

To, co mi się nie podobało w tej książce to jej zakończenie.  Odkładając powieść miałam w głowie tylko jedno słowo ‘dlaczego?’. Poza tym niesamowicie mocno i niecierpliwie czekam na ostatnią część trylogii „Winne wzgórze. Miłość”. No bo jak można zostawić czytelników z takim zakończeniem? Jak można opuścić bohaterów w takich momentach? Mam nadzieję, że trzecia część mi to wynagrodzi… 😊
Serdecznie polecam.
************************************

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – Wydawnictwu Szara Godzina.

poniedziałek, 18 marca 2019

Inkub, Artur Urbanowicz, Vesper, 2019








Jeśli śledzicie mojego bloga orientujecie się pewnie, że właściwie jedynymi gatunkami po które nie sięgam w swoim czytelniczym szaleństwie to powieści erotyczne oraz od dość dawna powieści grozy. Jak od tej pierwszej kategorii, jeszcze nie było wyjątków, tak od drugiej już tak. W 2017 roku miałam bowiem przyjemność poznać pierwszą powieść Artura Urbanowicza pt. „Gałęziste”. Zrobiła ona na mnie ogromne wrażenie. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszą książkę tego autora „Inkub”. Powiem Wam jedno. Już dawno nie przeżyłam tak wspaniałej, choć mrożącej krew w żyłach czytelniczej przygody.


„Dwie epoki.
Dwie historie.
Jedna wioska.
Jedna czarownica.
Jedna klątwa.
Wyobraź sobie, że możesz wszystko. Nawet oszukać śmierć. „


Vytautas Česnauskis, policjant na wpół litewskiego pochodzenia, wraz ze swoim partnerem z komendy miejskiej w Suwałkach zostaje przydzielony do sprawy tajemniczej śmierci małżeństwa z małej wioski na głębokiej prowincji. Jodoziory to miejsce, do którego dobrowolnie nikt się nie zapuszcza. Szczególnie, że od kilku lat wieś słynie z ogromnego wskaźnika przestępczości i niespodziewanych śmierci. Czy przyczyną dziwnego zachowania mieszkańców może być skażenie terenu, na którym stoją ich domy? A może wpływ na to ma fakt, że za kilka dni nad Suwalszczyzną ma pojawić się zorza polarna? To w jej wyniku powstaje zjawisko burzy magnetycznej wpływającej na zakłócenia w działaniu telefonów komórkowych oraz sieci elektromagnetycznych. To zdarzenie ma również negatywny wpływ na zdrowie ludzi, wzrost poziomu ich agresji oraz nasilenie się chorób psychicznych. Śledczy dowiadują się też o trudnych do wyjaśnienia zjawiskach nadprzyrodzonych: nawiedzonym domu, niezidentyfikowanym zielonym świetle oraz dziwnych nocnych odgłosach. Te zdarzenia z zapałem i ogromną determinacją badał młody dzielnicowy, niestety niespodziewanie popełnia on samobójstwo. Śledczy odkrywają, że w Jedoziorach dochodziło już do podobnych przerażających sytuacji w latach siedemdziesiątych poprzedniego wieku. Wtedy, w jednym z domów mieszkała kobieta, którą posądzano o czary. Czy to za jej strawą w wiosce ponownie dochodzi do budzących lęk, nawet w policjantach, niecodziennych wydarzeń?

„Inkub” to genialne połączenie powieści grozy oraz kryminału z mocno zarysowanym wątkiem psychologiczno-obyczajowym. Akcja powieści osadzona jest w scenerii małej, klaustrofobicznej miejscowości niemal zupełnie odciętej od świata. Zawiera też odniesienia do legend i wierzeń. Ciekawym i myślę mocno budującym napięcie zabiegiem było podzielenie fabuły na okres współczesny oraz ten przypadający na lata siedemdziesiąte poprzedniego stulecia. Mimo ponad siedmiuset stron, tej książki nie da się czytać długo. Nie sposób jej po prostu odłożyć, nie ma na to odpowiedniego w niej momentu. I co jest naprawdę uważam wielkim twórczym wyczynem, przy takiej ilości zawartych w niej słów, żadne z nich, żaden akapit czy rozdział nie były zbędne. Konstrukcja, fabuła, bohaterowie wszystko wydaje się dokładnie zaplanowane. Jakby autor miał ułożony genialny plan i z każdym rozdziałem z premedytacją go realizował. Chyba też pierwszy raz zdarzyło mi się powracać do przed chwilą czytanych fragmentów, jednak nie dlatego, że ich nie zrozumiałam, ale że aż nie mogłam uwierzyć w to co czytam. I jeszcze jedna sprawa. W tej powieści najmocniej też odczułam zabawę autora z czytelnikiem. Nie było co naturalne śmiesznie, ale dało się zauważyć sporą dawkę poczucia humoru Artura Urbanowicza. Takie puszczenie oka czytelnikowi. No i to zakończenie! Mistrzostwo! 


Artur Urbanowicz w swoich poprzednich książkach pokazał, że jest dobry. Teraz udowodnił, że jest jeszcze lepszy. Aż się boję co wymyśli w kolejnej swojej powieści i szczerze mówiąc mam nadzieję, że już nad nią pracuje. Szczególnie że, w „Inkubie” dość mocno czuć, że pisanie sprawia mu przyjemność. 😊



Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Agencji Business & Culture oraz wydawcy – Wydawnictwu Vesper.