poniedziałek, 20 sierpnia 2018

229. Drapieżny ród Piastów, Sławomir Leśniewski, Literackie, 2018









Co tak naprawdę wiemy o Piastach? Mam tu oczywiście na myśli takich amatorów historycznych jak ja. Choć myślę, że jeśli chodzi o pierwszych władców Polski, również naukowcy wciąż mają okazję odkrywać nowe sekrety związane z ich panowaniem i życiorysami. Źródeł na ten temat jest stosunkowo niewiele. To, co nie podlega dyskusji, to fakt, że właściwie dość nagle i w sumie niemal z niczego powstało Państwo Polskie. 


W szkole uczymy się, że pierwszym odnotowanym władcą naszego państwa był pogański książę Mieszko I. Poślubił on czeską księżniczkę Dobrawę i w roku 966r przyjął chrzest, w konsekwencji, czego w kraju Polan nastąpił kult chrześcijański. Wiemy też, że Bolesław Chrobry sięgnął po koronę, stając się pierwszym koronowanym władcą Polski. Pamiętamy też pewnie Kazimierza Odnowiciela, który odbudował Państwo po kryzysach, jakie nawiedziły kraj za jego poprzedników oraz Bolesława Krzywoustego, który swoim testamentem doprowadził do rozbicia dzielnicowego. Do tego najpewniej jeszcze w głowach został Władysław Łokietek oraz Kazimierz Wielki. Nie wiem jak Wy, ja na przykład dopiero w liceum zaczęłam się bardziej interesować historią. Przyznam jednak, że do czasów piastowskich raczej nie wracałam. Teraz dzięki najnowszej książce Sławomira Leśniewskiego „Drapieżny ród Piastów” miałam okazję to zmienić. 


Książka opowiada losy poszczególnych członków tego historycznego rodu. Jednych jak wspominałam wyżej znamy z kart podręczników szkolnych, innych mamy okazję dopiero poznać, o jeszcze innych dowiedzieć się czegoś nowego. Tak stało się dla mnie w przypadku opisu dokonań Kazimierza Wielkiego. Obraz tego ostatniego Piastowskiego Króla Polski, który miałam w głowie, zdecydowanie odbiega od obrazu, który przedstawia Sławomir Leśniewski.


To co zasługuje na szczególna uwagę, to fakt, że autor książki, mimo tego, że opisuje suche, historyczne fakty, robi to w sposób ciekawy i żywy. Co prawda powtarzalność krwawych piastowskich poczynań miejscami była nużąca, to trzeba mieć na uwadze, że takie wtedy były czasy i tak wyglądała piastowska rzeczywistość. Gra o władzę jest myślę ponadczasowa, zmieniają się tylko reguły tej gry. 

Książka zawiera wiele fotografii, rycin i kopii dokumentów, co dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.

Dla kogo jest ta publikacja? Myślę, że
 przede wszystkim dla osób amatorsko interesujących się historią. Choć miłośnicy rodzinnych intryg oraz walk o tron, znajdą w niej coś dla siebie.

Polecam

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

228. Żmijowisko, Wojciech Chmielarz, Marginesy, 2018









Jeśli miałabym wybrać jedną książkę, która byłaby hitem tego lata, dla mnie niepodzielnie byłaby nią pozycja „Żmijowisko” Wojciecha Chmielarza. Powieść ta bowiem idealnie wkomponowuje się w wakacyjny klimat. Jeśli jeszcze nie czytaliście najnowszej pozycji tego autora a chcielibyście w duchu kryminalnej historii przedłużyć sobie letnią atmosferę, prezentowana publikacja jest dla Was.

Żmijowisko. Niewielka wieś położona w przepięknym i dzikim otoczeniu lasów i jezior. Tam w niewielkim ośrodku agroturystycznym spotyka się na corocznym wakacyjnym wyjeździe grupa przyjaciół ze studiów, wraz ze swoimi rodzinami. Wszystko wydaje się przebiegać w doskonale znanym rytmie: alkohol, narkotyki, odreagowanie codziennego życia. Niestety, do głosu zaczynają dochodzić przemilczane urazy, zazdrość, dawne miłości i niewyjaśnione sprawy. Kulminacyjnym punktem tragicznego końca wyjazdu staje się zaginięcie nastolatki. Mimo poszukiwań, piętnastoletniej Ady nie udaje się odnaleźć. Nikt nie wie też, co tak naprawdę wydarzyło się tej feralnej nocy.

Rok później do agroturystyki wraca ojciec zaginionej dziewczyny. Jeszcze raz próbuje dowiedzieć się, co stało się z jego córką. Nie jest mu łatwo, od czasu utraty córki, za sprawą żony i jej przyjaciela został najbardziej znienawidzonym facetem w kraju. Tymczasem w Żmijowisku okazuje się, że jest już tam dziewczyna Roberta, który skutecznie niszczył go przez ten rok.

„Żmijowisko” to powieść, która toczy się w trzech czasach: wtedy, teraz i pomiędzy. Wszystkie trzy przeplatają się między sobą, tworząc spójną całość i rozbudzając wyobraźnię. Wszystkie trzy odkrywają przed czytelnikiem części tajemnicy, budując coraz większe napięcie, które można wyczuć już od pierwszej strony i które wybucha dopiero na ostatniej. A właściwie na ostatnim zdaniu. Jak dla mnie mistrzostwo.

O czym jeszcze jest „Żmijowisko”? Poza wątkiem zaginięcia nastolatki, to w dużej mierze powieść o rodzinie. Z jednej strony w zakresie, tego jak musi poradzić sobie z traumą, z drugiej o niewyjaśnionych uczuciach, które buzują w małżonkach, jak zazdrość, ból, rozczarowanie. I o ponoszeniu konsekwencji czynów, które popełniamy. Ale to nie jedyne wątki, które rozwija autor. Ale o tym dowiecie się już podczas lektury, do której zdecydowanie Was zachęcam.

Na marginesie:
Rozpoczynając tę powieść miałam za sobą już lekturę książki „Podpalacz” i „Cienie” z cyklu o Jakubie Mortce. Podobały mi się. Mam też jak może pamiętacie słabość do rodzimych autorów (mimo kilku ostatnich rozczarowań). Pomimo to „Żmijowisko” zaskoczyło mnie totalnie pozytywnie. Takiej książki potrzebowałam.   


Polecam!

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Marginesy.


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

227. Dwie siostry, Åsne Seierstad, W.A.B., 2018







„Dwie siostry” stanowią wstrząsający zapis losów dwóch nastoletnich norwesko-somalijskich sióstr, które postanawiają opuścić Norwegię i przenieść się do Syrii. Tam wychodzą za mąż za bojowników państwa islamskiego, rodzą im dzieci i prowadzą dom, wspierając ich w codziennej walce za religię. Z decyzjami córek nie zgadza się ich ojciec, który wyrusza do Syrii by sprowadzić nastolatki do domu.  Leyla i Ayan kategorycznie odmawiają jednak powrotu. On mimo to robi wszystko by córki odzyskać. Sprowadza przez to na siebie, ale także na nie śmiertelne niebezpieczeństwo.

Asne Seierstad opowiada historie dziewczyn na podstawie rozmów z ich rodzicami, rodzeństwem, koleżankami z klasy, ale także nauczycielami, w tym również tymi religijnymi. Doskonałe źródło informacji stanowią również rozmowy poprzez media społecznościowe, które prowadziły dziewczyny oraz informacje, które za pośrednictwem tych mediów zamieszczały.  

Przyznam szczerze, że książka „Dwie siostry” mocno mną wstrząsnęła. Z drugiej jednak strony, pozwoliła mi spojrzeć też głębiej na problem państwa islamskiego i mimo wszystko niezrozumiałych dla mnie wyborów młodych ludzi, zamieszkujących i wychowanych w Europie, którzy decydują się na wyjazd na tereny objęte wojną, z których inni uciekają. Dzięki autorce, możemy bliżej przyjrzeć się czynnikom, które do tych decyzji doprowadziły. Nie znajdziemy w niej oczywiście żadnych jednoznacznych odpowiedzi. Jednak powieść pozwala spojrzeć na problem przyciągania młodych Europejczyków do wojny i dżihadu. Na podstawie urywków z życia sióstr, możemy wyobrazić sobie, jak łatwo można zmanipulować młodym człowiekiem.

Sięgając po tę książkę (a było to trochę przez przypadek) nie spodziewałam się w zupełności, że może pozycja ta zrobić na mnie aż takie wrażenie. Ci, co mieli okazję poznać wcześniej poprzednią książkę autorki pod tytułem „Jeden z nas” opowiadającą o sprawcy masakry na wyspie Utoya oraz jej ofiarach, może mieli większe szanse być przygotowani na to, co otrzymali. Ja nie byłam i przyznam szczerze, ze ta historia trochę mnie sponiewierała.

Książkę, mimo, że opowiada o naprawdę ciężkich przeżyciach czyta się sprawnie i dość dobrze. Pewnie, dlatego, że autorka w tej publikacji połączyła dwie formy – reportaż oraz powieść oparta na faktach. Na mnie to połączenie zrobiło ogromne wrażenie i lektura mimo trudnego tematu sprawiła przyjemność.

Zdecydowanie polecam.