piątek, 24 marca 2017

33/2017 Wiktoria, Daisy Goodwin, Marginesy, 2017

Daisy Goodwin - Wiktoria
Wydawnictwo - Marginesy
Data wydania - 22.02.2017
Liczba stron - 432
kategoria - historyczna
Moja ocena - 7,5/10 - bardzo dobra

Polecam przede wszystkim:
- wielbicielom historycznych romansów,
- czytelnikom zainteresowanych historią Anglii,
- czytelnikom lubiącym książki o rodzinach królewskich,
- wielbicielom historii o Królowej Wiktorii,
- wielbicielom serialu pod tym samym tytułem.





Zdecydowanie nie mogłabym przejść obok tej książki obojętnie. Wiktoria to dla mnie jedna z ciekawszych kobiecych postaci w historii Wielkiej Brytanii. Mam do niej sentyment odkąd w szkole oglądałam  film "Młoda Wiktoria", przedstawiający jej młodzieńcze losy. Produkcja była w oryginalnej wersji językowej, niewiele z niej zrozumiałam, ale i tak zdążyła mnie zaintrygować na tyle, bym bliżej przyjrzała się historii tej niezwykłej Królowej. 

W powieści poznajemy pierwsze dwa lata panowania Królowej Wiktorii. Patrzymy jak młoda niedoświadczona kobieta, nabiera ogłady, doświadczenia i kompetencji do tego by rządzić swoim krajem. To trudny czas w historii kobiet, które z założenia traktowane są mniej poważnie. Trudny również dla młodej Królowej, która próbuje wyswobodzić się spod całkowitej kontroli i nacisków swojej matki i jej towarzysza Conroya. W końcu, nie mając trochę wyjścia, ulega sugestiom lorda Melbourna. - charyzmatycznego, wpływowego premiera rządu. Nie ma wątpliwości co do tego, że lord wywarł na młodziutką dziewczynę ogromne wrażenie, stając się dla niej przyjacielem i wiernym towarzyszem w pierwszych latach jej panowania. Ku rozpaczy członków rządu opozycyjnej partii, rodziny i części dworu, Królowa nieprzerwanie słucha (a raczej bierze pod uwagę) zdanie swojego ministra, aż do pojawienia się ponownie w jej życiu Księcia Alberta. Tu zaczyna się kolejny ważny wątek powieści, pełen dyplomatycznych zabiegów, starań, politycznych podchodów. Trudne próby ułożenia stosunków między księciem i Królową, stanowią do tego piękne uwieńczenie historii. Jak zakończą się te starania? Ci, co znają ta historię wiedzą, Ci co jej nie znają, dowiedzą się czytając książkę do końca. :)

Niezmiernie jestem ciekawa jak dalej autorka przedstawi losy Królowej Wiktorii. Informacje na temat drugiego sezonu serialu zostały już potwierdzone. Mam więc nadzieję, że i kontynuacja książki zostanie napisana. 

Niestety, powieść posiada pewne niedociągnięcia, szczególnie w drugiej części. Jednak z uwagi na to że nie przeszkadzały mi w jakimś znacznym stopniu, nie będę się na ich temat rozpisywać.
Podsumowując. To dobra, lekka i ciekawa powieść. Choć raczej dla kobiet.

A tak na marginesie. Telewizja Polska publikowała niedawno serial o tym samym tytule, którego twórczynią jest autorka powieści. Co prawda nie po drodze mi z tą produkcją, głównie ze względu na godziny emisji. Ale słyszałam o nim wiele dobrego.

Tak, czy inaczej gorąco polecam.

Za przekazanie egzemplarza do recenzji, serdecznie dziękuje Wydawnictwu Marginesy




wtorek, 21 marca 2017

32/2017 Każdy jej strach, Peter Swanson, Marginesy, 2017

Peter Swanson - Każdy jej strach
Wydawnictwo - Marginesy
Data wydania - 15.02.2017
liczba stron - 344
kategoria - thriller/sensacja/kryminał
moja ocena - 8/10 - rewelacyjna



Książkę polecam:

Wielbicielom thrillerów, szczególnie psychologicznych,
miłośnikom kryminałów Patrici Highsmitk. 






"Każdy jej strach", to moje pierwsze spotkanie z literaturą autora. Okładka i tytuł powieści, zaintrygowały mnie do tego stopnia, że niemal od początku wiedziałam, że sięgnę po tę powieść. Zdecydowanie, swojej decyzji nie żałuję.

Kate, młoda dziewczyna, przeprowadza się na pół roku, z bezpiecznego dla niej i pełnego rodzinnego wsparcia Londynu, do kamienicy swojego kuzyna w Bostonie. Po przyjeździe na miejsce okazuje się, że w sąsiednim mieszkaniu, dokonano morderstwa kobiety. Ta zbrodnia, bardzo komplikuje życie Kate, która od dzieciństwa cierpi na różne lęki i fobie. Jej lęk, jest uzasadniony, po tym jak przeżyła traumę, po wydarzeniach które zgotował jej poprzedni chłopak. Tymczasem jej kuzyn Corbin, staje się głównym podejrzanym. Policja co jakiś czas nachodzi dziewczynę, przeszukuje mieszkanie. W czterech ścianach w których teraz żyje Kate, zaczynają się dziać niewyjaśnione rzeczy.
Czy jej kuzyn jest w tą zbrodnię zamieszany, a jeśli tak to w jakim stopniu? Najważniejsze pytanie, czy jest mordercą? Jaka rolę odgrywa w tej historii lokator z naprzeciwka? Jak realne jest ciągłe zagrożenie, które odczuwa bohaterka? Czy Kate może czuć się bezpiecznie? I co jeszcze złego się wydarzy?

Czytając tę książkę miałam wrażenie, że z każdą stroną ta historia jest coraz bardziej niepokojąca. Że narracja oczami znerwicowanej Kate jest równie przerażająca, jak rzeczowa opowieść mordercy. W książce głos, autor oddał bowiem kilku postaciom. Różne punkty widzenia dostarczają kolejnych elementów do układanki i dają odpowiedzi, na pytania jakie stawia przed nami autor.

Co jeszcze mogę powiedzieć o książce?
Dostałam w niej, wszystko to, czego szukam w thrillerach. W dodatku poczułam przyjemne uczucie literackiego przeniesienia w lata młodzieńcze :) i moich fascynacji thrillerami niesamowitej Parici Highsmith. Nie bez powodu pojawiają się opinie o podobieństwach do filmów Hitchocka. To ten sam klimat. Przynajmniej ja tą książkę, tak odbieram. Bardzo chciałabym zobaczyć ją na ekranie. Mam nadzieję, że tak jak w przypadku poprzedniej powieści autora, moje potrzeby zostaną zaspokojone i książka doczeka się ekranizacji.

Żeby nie było tak genialnie...

Największym minusem tej książki, jest to że trudno ja przerwać. Akcja historii tak bardzo zazębia się w sobie, że nie da rady jej tak po prostu odłożyć. :)

Ja kończyłam czytać późno w nocy, w wichurę, przy świetle czytelniczej latareczki ponieważ wiatr zerwał linie i nie mieliśmy światła. Mój maż już spał, a ja.... się bałam. To był idealny klimat dla tej powieści :)
Polecam.

 Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Marginesy

czwartek, 16 marca 2017

31/2017 Czerwone gardło, Jo Nesbo, Dolnośląskie, 2010

Jo Nesbo - Czerwone gardło
Cykl - Harry Hole (tom3)
Seria - Ślady zbrodni
data wydania - 2010
liczba stron - 423
kategoria - thriller/kryminał/sensacja
moja ocena 7/10 - bardzo dobra












"Czerwone gardło" to  moje trzecie spotkanie z kryminałami Jo Nesbo. Niestety mam spore zaległości w tym temacie, ale z drugiej też strony, myślę, że jest co nadrabiać :)
Muszę jednak przyznać, że dwie pierwsze części, nie zrobiły na mnie, aż takiego wrażenia. W tej wyraźnie czuć rozwój kunsztu pisarskiego autora. Wszystko w tym tomie, wydaje się bardziej zaplanowane i dopracowane zarazem. Akcja, bohaterowie, tło powieści oraz co najważniejsze główne wątki.

Tym razem, w trzeciej części cyklu o uwielbianym przez czytelników Harrym Hole, autor zaprasza nas na kryminał, z akcją osadzoną w czasach zarówno współcześnie, jak i podczas drugiej wojny światowej. Obie te historie, okazały się równie wciągające. Opowieść przebiega szybko i sprawnie, jest rozbudowana, ale nie do przesady. Skutecznie zmierza, do celu, aż po pełne napięcia zakończenie.

Jedną z bardziej interesujących części tej książki, to kwestie wstydliwych i niechlubnych momentów  współpracy w czasie wojny, części obywateli norweskich z III Rzeszą, połączone z tematem neonazizmu, w czasach współczesnych. To trudne zagadnienia i wciąż wzbudzające wielkie emocje. Nie oszukujmy się, to idealny temat na dobry kryminał.
Kolejnym wątkiem, tej powieści który bardzo mnie zainteresował, to rozdziały dotyczący głównego bohatera, kwestie miłośne i elementy jakie wnoszą do opowiadanej historii. Było ich w sam raz. Nie za dużo, nie za mało. Idealnie też zostały wplecione w pozostałe wydarzenia. I co najważniejsze, okazały się istotne.
Na plus powieści Jo Nesbo, przemawia również, profil głównego bohatera, jaki wykreował autor.  Pisałam już o tym wielokrotnie. Mam słabość do sponiewieranych życiowo postaci. Ten jest taki w stu procentach. Harry Hol, to zniszczony przez los i alkohol, radzący sobie w każdej sytuacji policjant. Jak dla mnie ideał tragicznego bohatera we współczesnej literaturze. :)

Po przeczytaniu "Czerwonego gardła" jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu że powieści Nesbo trzeba lubić. No cóż... ja je lubię. :) Choć muszę przyznać, że zdecydowanie nie było mi łatwo czytać tę książkę. To jedna z tych powieści, które wymagają od czytelnika skupienia, ciszy, w pewnym sensie poświęcenia. 

Tak czy inaczej, to bardzo dobra powieść, którą serdecznie polecam. Szczególnie tym co tak jak ja lubią dobre kryminały i mają zaległości w książkach Jo Nesbo. Polecam ją również tym, co chcieliby sobie przypomnieć jego losy, przed premierą najnowszej części. 

Ja "Czerwone gardło" przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Dolnośląskie (Grupa wydawnicza Publicat), za co serdecznie dziękuję.





poniedziałek, 13 marca 2017

30/2017 [Przedpremierowo] Prom, Ove Logmansbo (Remigiusz Mróz), Dolnośląskie, 2017

Ove Longmansbo (Remigiusz Mróz) - Prom
Cykl - Vestmanna
Seria - Ślady zbrodni
Wydawnictwo - Dolnośląskie
Data wydania - 15.03.2017 
Liczba stron - 344
kategoria - thriller / kryminał / sensacja
moja ocena - 8/10 - rewelacyjna











"Prom" to trzecia po "Enklawie" i "Połowie" część, znakomitego cyklu z klimatem Wysp Owczych w tle. Niestety, ta część mimo że jest naprawdę genialna, podobała mi się najmniej. Może z tego względu, że wyglądałam jej z wielką niecierpliwością i miałam co do niej wygórowane oczekiwania, a może dlatego że mam wrażenie, iż w moim mniemaniu autor obszedł się ze swoimi bohaterami bardzo okrutnie i niesprawiedliwie... a może na moje odczucia miał wpływ fakt, że wcześniejsza szczera radość, z nowego ulubionego pisarza kryminałów, została ostudzona, gdyż okazało się że Ove Logmansbo i jego niesamowita historia, to pseudonim chyba najbardziej uwielbianego polskiego pisarza młodego pokolenia? Sama nie wiem. 
O czym jest powieść?
Policjanta Katrine, którą znamy z poprzednich części, płynie na wyspę, by u boku Hallbjørna Olsena, spędzić ostatnie lata swojego życia. U Ellegaard, jakiś czas temu zdiagnozowano bowiem raka piersi. Mimo poddania się przez nią mastektomii, rak nie daje za wygraną. Lekarze szacują, że duńskiej detektyw pozostało około 5 lat życia. Kobieta pragnie więc, przenieść się na Wyspy Owcze, by osiągnąć upragniony spokój. Podczas jej podróży promem dochodzi jednak do niespodziewanych wydarzeń. Dziewiczy rejs Morgenrode  zostaje przerwany. Początkowy brak łączności z jednostką, uruchomienie procedur awaryjnych, staje się coraz bardziej zaskakujące. Szybko okazuje się, że statek został porwany przez terrorystów, jednak ich żądania są co najmniej nie do końca jasne.
Tymczasem na wyspie zostają znalezione zmasakrowane zwłoki. Policja prosi o pomoc Olsena. Ten odkrywa wielka aferę w która zamieszane są Granlands Kommando. Sprawa dotyczy amerykańskiej tajnej bazy na Grenlandii, oraz ładunku nuklearnego, który w niej pozostał. Mimo zagrożenia rząd nie kwapi się, by przyznawać się do starych win i dopuścić do ujawnienia opinii publicznej, niechlubnej historii, w która jest zamieszany. 
Nie zmienia to jednak faktów, iż na promie znajduje się 1500 pasażerów a każda sekunda zwłoki, może coraz bardziej narażać ich na chorobę popromienną i śmierć. A na pokładzie, znajduje się ukochana Olsena. Nie ma więc innej możliwości, niż ta, by wyruszył jej i innym zakładnikom na ratunek...Sprawy komplikują się jednak coraz bardziej a wydarzenia przybierają coraz szybszy obrót. 

Ta część cyklu, zdecydowanie równi się od poprzednich. Głównym nurtem "Enklawy" i "Połowu" było dochodzenie. "Prom" to ociekająca wydarzeniami akcja. Ciągle coś się dzieje. Jest intensywnie, z rozmachem i mocno. Jak dla mnie czasem za mocno i drastycznie. Nie spodziewałam się tego. Nie przeszkadzało mi to jednak, by całkowicie wsiąknąć w tę historię. Jak również by cieszyć się jej czytaniem.

Gorąco polecam. Szczególnie miłośnikom kryminałów z akcją. Jako kontynuację "Enklawy" i "Połowu", ale jak nie chcecie powracać do poprzednich części (choć gorąco do tego zachęcam) to również jako oddzielną historię.

 Za udostępnienie egzemplarza do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu Dolnośląskie (Grupa Wydawnicza Publicat)





piątek, 10 marca 2017

Spektakl - Old Love


Autor Norm Foster
Przekład Mirosław Połatyński
Reżyseria Andrzej Chichłowski
Scenografia Krzysztof Kelm
Opracowanie muzyczne Andrzej Chichłowski
Obsada Małgorzata Ostrowska-Królikowska, Artur Barciś, Paweł Domagała/Mateusz Banasiuk, Zuza Grabowska/Barbara Kurdej-Szatan








Old Love, jest sztuką próbującą odpowiedzieć na pytania, czy to prawda, że stara miłość nie rdzewieje i czy mamy prawo do miłości w każdym wieku. Jak brzmią odpowiedzi? Tego dowiadujemy się oczywiście zapoznając się z historią głównych bohaterów sztuki. 

Molly, jest żoną szefa Buda. Bud, mimo że jest w związku małżeńskim, jest zafascynowany Molly od pierwszego momentu, w którym się poznali. Kobieta skupiona jest jednak, na swoim nie do końca szczęśliwym życiu i zdaje się początkowo nie zauważać istnienia mężczyzny.  Los, co jakiś czas daje tej parze szansę, do spotkania się i niezobowiązujących rozmów. Do czasu... Mija 25 lat. Bud jest rozwiedziony, Molly właśnie chowa swojego męża. Oboje spotykają się właśnie na pogrzebie. Właściwie, nie ma gorszej sytuacji, do zaczynania historii miłośnej, a jednak...

Bud postanawia wykorzystać szansę i zawalczyć o względy wybranki. Robi to, na przekór sytuacji, ale także na przekór samej Molly, której wydaje się, że straciła swoja szansę na miłość, że już nie wypada poddawać się temu uczuciu i pragnieniom, że już nie ma w niej, na to odwagi...  Bud na szczęście jest innego zdania. :)

Trudno jednoznacznie ocenić mi ten spektakl. Spodziewałam się wesołej komedii, dostałam dramat z jej elementami. Miałam zdecydowanie inna potrzebę na ten wieczór. Nie znaczy to jednak, że sztuka nie jest wartościowa. Jest. Daje do myślenia, każe zastanowić się, nad problemem miłości, nad szansami, które tracimy, nad postrzeganiem miłości osób starszych, nad naszymi osądami, nad prawem do szczęścia każdego człowieka, w każdym wieku. Wychodząc ze spektaklu, miałam w głowie wiele zagadnień do obgadania ze swoim mężem, a takie sytuacje lubię najbardziej.

Najmocniejszą stroną sztuki, jest Artur Barciś grający Buda. Przez cały spektakl czaruje nie tylko Molly, ale i publiczność. Bawi dowcipem, rozsiewa swój niepowtarzalny urok. Idealnie pasuje do tej roli i widać że dobrze się w niej czuje.

Old Love, to przyjemny spektakl i dobra propozycja na ciekawe spędzenie wieczoru, choć wydaje mi się, że głownie dla ludzi w starszym wieku niż ja :) Młodzi jednak, także mają szansę wiele z niego wynieść. Choćby morał jaki niesie ze sobą ta historia... Pozwólmy sobie na to, by być szczęśliwymi. W każdym wieku. Miejmy odwagę pozwolić sobie na to szczęście.
Tak czy inaczej, tej odwagi Wam wszystkim i sobie życzę :)

środa, 8 marca 2017

Belle Epoque - moje rozczarowanie....

Belle Epoque (2017-) serial TV

Sezon - 1

moja ocena - 3,5/10


"Belle Epoque" to 10-odcinkowy serial kostiumowo-kryminalny, którego akcja toczy się w Krakowie w 1905 r., w okresie tzw. pięknej epoki. Ten wyjątkowy czas, który od lat zachwyca swoim urokiem, postępem technicznym, naukowym i rozwijającym się życiem kulturalnym, miał także swoje tajemnice. Przy dźwiękach muzyki wytwornych balów, budzących zachwyt dam i eleganckich dżentelmenów dochodziło do okrutnych wydarzeń. Brutalne morderstwa, wyrafinowane intrygi oraz podwójne standardy to drugie, nieznane oblicze tej pięknej epoki.

Główny bohater serialu, Jan Edigey-Korycki (Paweł Małaszyński), wraca do rodzinnego Krakowa, by rozwikłać zagadkę wstrząsającego zabójstwa ukochanej matki. Pomaga mu w tym dawny przyjaciel Henryk Skarżyński (Eryk Lubos) oraz jego siostra Weronika (Anna Próchniak), którzy prowadzą pierwsze laboratorium kryminalistyczne w Galicji. W Krakowie Jan spotyka także swoją wielką i nieszczęśliwą miłość - Konstancję (Magdalena Cielecka). [oficjalny opis prod. telewizyjnej]

No cóż... 

Dawno nie czekałam tak bardzo na jakąś produkcje telewizyjną, jak właśnie na ten serial. Genialna historia, z wielkim potencjałem, ciekawym tłem historyczno-społecznym. Jedna z lepszych obsad aktorskich, wspaniałe kostiumy. Mroczna historia, w stylowym wydaniu...Wydaje się, że nie może być lepiej...

Co więc w takim razie poszło nie tak?

Mam wrażenie, że właściwie wszystko. :( Wydaje mi się, że twórcy gdzieś po drodze zgubili konwencję, bo niby nowoczesny, mroczny, serial kryminalny, a z drugiej strony czuję, że zostałam potraktowana jako mało ambitny widz, oczekujący kolorowych i raczej płaskich treści. W tym serialu właściwie nie ma akcji... Wszystko wydaje się mimo rozmachu, zatrzymane w pół gwizdka. Jakby autor chciał, a nie mógł... 

Jeżeli ktoś, nawet raz na jakiś czas, zagląda na mój blog, wie że zazwyczaj, nawet książki, na których autor się lekko potknął, chce choć trochę wybronić, starając się znaleźć mocne strony tych utworów. Mam wrażenie jednak, że Belle Epoque nie da się wybronić zbyt mocno.
Można przyznać scenografia, kostiumy, stylowość jest genialna. Muzyka w zasadzie ok. Nawet gra aktorska, trochę uznawana za teatralną i sztuczną, jest w zasadzie do przyjęcia zważywszy na epokę, w której dzieje się akcja. I żeby nie było, generalnie nie lubię brutalności... no ale żeby nie było jej wcale? W kryminalnym serialu? Obejrzałam 3 odcinki. Myślę, że mi wystarczy. Dziś wieczorem, raczej nie będę oglądać, najbardziej rozreklamowanej produkcji TVN. Poczytam dobrą książkę, o której niebawem Wam napiszę.

wtorek, 7 marca 2017

29/2017 Gdy mrok zapada, Jorn Lier Horst, Smak Słowa, 2016

John Lier Horst - Gdy mrok zapada
Seria - Mroczny zaułek
Cykl: William Wisting (tom 11)
Wydawnictwo - Smak Słowa
Data wydania - 7.12.2016
Liczba stron - 206
kategoria - thriller/kryminał/sensacja
moja ocena - 6/10 - dobra










"Gdy mrok zapada" to moje pierwsze spotkanie z literaturą J.H. Horsta. Ciężko mi w takim razie, jednoznacznie ocenić tę książkę. Mam bowiem, świadomość jej wartości dla miłośników twórczości autora, jak również sensu, jaki nadaje całej serii. Jeżeli jednak planujecie, swoją przygodę z Horstem, tak jak ja zacząć właśnie od "Gdy mrok zapada", mogę tylko powiedzieć nie zrażajcie się i dajcie tej niepozornej (dwustu stronicowej) książce szansę. Potem natomiast, sięgnijcie po pozostałe części cyklu. :)

Jedenasta część serii o detektywie Williamie Wistingu, jest właściwie początkiem historii i drogi zawodowej głównego bohatera. Wydarzenia mają bowiem miejsce w roku 1983r. Młody Wisting jest  nieopierzonym posterunkowym, jeżdżącym na patrole. Jego zawód jest wymagający, ale dający mu spokój i czystą głowę po zakończeniu dyżuru. Praca w patrolu, daje mu też możliwość brania nadgodzin i co za tym idzie zarabiania dodatkowych pieniędzy. Te z kolei, świeżo upieczonemu ojcu bliźniąt są niezbędne do utrzymania rodziny. Układ niemal idealny. W pewnym momencie jednak, za sprawą prywatnego śledztwa, dotyczącego tajemniczej zbrodni sprzed lat i starego zaginionego auta,  detektyw  otwiera sobie drzwi do kryminalnego świata i bycia śledczym, który się w nim budzi.W tej książce, detektyw Wisting spotyka swoje przeznaczenie.

 "Gdy mrok zapada" jest opisem (choć, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że trochę streszczeniem) policyjnej, żmudnej pracy detektywistycznej. Nie znajdziemy, w tej książce dramatycznych zwrotów akcji, ani policyjnych pościgów, czy genialnych dedukcyjnych odkryć. Znajdziemy za to, bardzo realne w swojej monotonii śledztwo. Bez fajerwerków, ale skutecznie zmierzające do rozwikłania. 

Co prawda miałam w stosunku do tej książki inne oczekiwania, jednak na koniec poczułam spory niedosyt. Uważam, że ta historia miała większy potencjał. Jak już na dobre wkręciłam się w historię, ona właściwie się zakończyła :(. No ale, przed czytelnikami, jeszcze kolejne (wcześniej napisane) części serii. A w kwietniu na rynek polski, dzięki wydawnictwu Smak Słowa zostanie wydana pierwsza część serii Kluczowy świadek.

Polecam. 




















Za nieudostępnienie książki do recenzji dziękuje wydawnictwu Smak Słowa

poniedziałek, 6 marca 2017

28/2017 Zła waluta, Ewelina Dyda, W.A.B., 2017

Ewelina Dyda - Zła waluta
Wydawnictwo -W.A.B.
Seria - Mroczna seria
Cykl - Detektyw Jakub Rau
Data wydania - 01.02.2017
liczba stron - 256
kategoria - thriller/kryminał/sensacja

moja ocena - 7/10









Autorka Ewelina Dyda, stworzyła swoją debiutancką powieść w klimacie noir, choć nie w typowy dla tego nurtu sposób. "Zła waluta" to jednak niemalże hołd, dla starego, dobrego kryminału. Znajdziemy w niej morderstwo, śledztwo prywatnego detektywa, femme fatale, jak również kota, który mimo że nie doprowadza do rozwiązania zagadki, pełni w książce ważną rolę wprowadzającą w klimat. :)
Akcja powieści dzieje się w Tarnobrzegu i jak na powieść noir przystało, autorka dużo miejsca poświęca miastu, specyfice regionu, złożoności problemów społeczno-kulturowych.

Głównym bohaterem kryminału jest Jakub Rau, prywatny detektyw, który po życiowych zawirowaniach, powrócił do rodzimego miasta. Wynajmuje pokój u lokalnej fryzjerki Danuty i wiedzie właściwie u jej boku monotonne, jednostajne życie, głównie zajmując się śledzeniem niewiernych małżonków. Pewnego dnia, następuje przełom w codzienności bohatera. Młoda dziewczyna zostaje wypchnięta przez balkon swojego mieszkania. O morderstwo zostaje oskarżony jej chłopak, a do detektywa zgłasza się matka domniemanego sprawcy, która nie wierzy w winę swojego syna. Historia komplikuje się jeszcze bardziej, gdy giną kolejne osoby.

Detektyw prowadzi swoje śledztwo, co chwila napotykając się na znajomych z dzieciństwa, co nie oszukujmy się, wcale sprawy nie ułatwia. Mieszkańcy, tak naprawdę chcą mieć święty spokój i choć wiedzą o sobie niemal wszystko, nie zamierzają się zbyt łatwo ta wiedzą dzielić. Jednak, jak powtarza detektyw Rau: Każdego można kupić. Trzeba tylko znać odpowiednią walutę.

Akcja książki, tak jak życie w Tarnobrzegu, toczy się dość leniwie, bez fajerwerków i dramatycznych zwrotów akcji. Odnoszę jednak wrażenie że tak właśnie ma być. Powoli ale do przodu.  
Sięgając bowiem po "Złą walutę" na uwadze trzeba mieć jedno. To nie jest książka typu "Kryminalne zagadki" a raczej "Ojciec Mateusz". Mój mąż, woli to pierwsze, ja i to i to, choć mam raczej sentyment do rodzimych tworów. Tak, czy inaczej chodzi mi o to, że nie ma co się nastawiać na strzelaniny, pościgi, ani wątki traktujące o nowoczesnej kryminologii. Ale to dobra książka, z mocnym aspektem małomiasteczkowych uprzedzeń rasowych.

Polecam. Szczególnie że, "Zła waluta" to lektura na jeden, do dwóch wieczorów. Czyta się ją szybko, dość łatwo, choć nie brak po niej refleksji. Puki co czekam na kolejne części cyklu o tarnobrzeskim detektywie.






















Za udostępnienie egzemplarza książki dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal. 


piątek, 3 marca 2017

27/2017 [PRZEDPREMIEROWO] Syreny, Joseph Knox, Otwarte, 2017

Joseph Knox - Syreny
Wydawnictwo Otwarte
Data wydania - 15.03.2017
Liczba stron - 440
kategoria - thriller/kryminał/sensacja
Moja ocena - 7/10












 "Syreny" to debiut Josepha Knox. Klimatem książka, przypomina mi mafijne historie, w starym "dobrym" stylu lat 80. Gangsterzy, narkotyki, piękne, młode kobiety, życie nocą w barach na ciemnych, mrocznych ulicach Manchesteru. Bilety do tych należących do Francyzy miejsc, gdzie większość ludzi, nie chce się zapuszczać, sprzedają tytułowe Syreny.  Ich głównym zadaniem jest zbieranie utargu z pubów i przekazanie swojemu szefowi.
W codzienną, niebezpieczną egzystencję dziewczyn musi wkupić się skompromitowany policjant Aidan Waits. Gliniarz, już na początku powieści wpada w tarapaty. Po jednej z akcji kradnie z magazynu kokainę i zostaje na tym złapany. To nie jedyny jego problem, bowiem od przełożonego dostaje propozycję, której nie sposób odrzucić. Waits ma zadanie, by odnaleźć siedemnastoletnią córkę ważnego polityka. Nastolatka, najprawdopodobniej ukrywa się wśród syren. Dziwnym wydaje się fakt, że ministrowi zależy jedynie na odnalezieniu, a nie natomiast sprowadzeniu z powrotem do domu, swojej zbuntowanej córki. Później, z każdą stroną, losy bohatera przybierają coraz gorszy obrót. Czym dłużej czyta się "Syreny" ma się coraz silniejsze wrażenie, że zaraz wszyscy spadną na dno, że nic nie zakończy się dobrze. To bardzo ponura, mroczna historia w zdecydowanym męskim stylu.

W tej książce, nie ma jasnego podziału na złych i dobrych. Wszystko miesza się ze sobą, niczym w laboratorium gdzie powstają dragi. Gdybym miała określić ten kryminał jakimś jednym kolorem, zdecydowanie wybrałabym - szary. Bowiem wszystko w tej książce tak właśnie widziałam, szaro z migoczącymi cieniami ludzkich ponurych losów. Do tego, nawet główny bohater, jest daleki od wizerunku dobrego, genialnego gliny. Nie stroni od alkoholu, narkotyków, przygód z kobietami. Szybko okazuje się, że sprawa syren sponiewiera go jeszcze bardziej.

"Syreny" to dobra, ciekawa propozycja wydawnicza, którą czyta się szybko, choć raczej nie łatwo. 
Polecam.Szczególnie miłośnikom gatunku :)

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu Otwarte.

Translate