środa, 13 grudnia 2017

154. Święta Tupcia Chrupcia, Eliza Piotrowska, Wilga, 2017


Święta Tupcia Chrupcia
Eliza Piotrowska
Cykl - Tupcio Chrupcio
Wydawnictwo - Wilga
Data wydania - 18.11.2017
Liczba stron - 24
Znacie przygody Tupcia Chrupcia? Jeśli macie w domu młodsze dzieci zakładam, że tak. Tupcio Chrupcio, to mała sympatyczna myszka mieszkająca z rodziną w domku na skraju lasu. Jego przygody można poznać dzięki serii książeczek, których jest głównym bohaterem, jak również z bajek emitowanych w telewizji. W każdej z części mała myszka musi zmierzyć się, ze zwykłymi dziecięcymi problemami i poprzez ich rozwiązywanie, poznaje otaczający ją świąt. Najnowsza część przygód Tupcia osadzona jest w czasie świąt. Dzięki temu jest to też idealny pomysł na prezent choinkowy. 


W tej części Tupcio Chrupcio, przystroił już dom i odświętnie ubrał swojego misia Tediego. Do świąt zostało jednak trochę czasu. Mama przypomina Tupciowi o liście do świętego Mikołaja. I dobrze, bo Tupcio Chrupcio chciał prosić między innymi o szalik i czapkę bo nie znosi chłodu. Niestety mała myszka nie jest przekonana czy zasługuje na prezent. Tupcio spotkał bowiem podczas zabawy na dworze małego, zziębniętego ptaszka, ze złamanym skrzydełkiem i nie udzielił mu pomocy. Mama wyjaśnia myszce, że nigdy nie jest za późno na to by pomóc i że zawsze jest odpowiedni moment, by naprawić swoje błędy. 



Książeczka skierowana jest dla dzieci w wieku 3-6 lat. Jest pięknie wydana. Posiada twardą, gąbkowatą oprawę, piękne i kolorowe ilustracje oraz duże litery do samodzielnego czytania. Tak jak pisałam, to idealny pomysł na prezent pod choinkę. Szczególnie, że przekazuje istotne wartości, jak te o potrzebie pomocy, naprawianiu błędów a także o oczekiwaniu.



Polecam. Choć fanów przygód małej myszki chyba nie trzeba przekonywać do sięgnięcia po tą ciekawą i mądrą lekturę :)

My za swój egzemplarz serdecznie dziękujemy wydawnictwu Wilga.


153. Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą, Videograf, 2017

Czas cudów, czyli opowieści pod jemiołą
Wydawnictwo - Videograf
Data wydania - 22.11.2017
Liczba stron - 338
Kategoria - opowiadania



Przyznam szczerze, nie za często czytam opowiadania. Okres przedświąteczny, jest jednak zawsze wyjątkowym czasem i wtedy sięgam po wiele świątecznych pozycji wydawniczych, w tym również właśnie po te w krótszej formie, która z uwagi na deficyt czasowy odpowiada mi zdecydowanie bardziej. 

Książka „Czas cudów, czyli opowieści po jemiołą” to zbiór dziesięciu magicznych historii napisanych przez Joanne Dorotę Bujak, Małgorzatę Falkowską, Annę Harłukowicz-Niemczynow, Joannę Jax, Patrycję May, Carle Mori, Joanne Pypłacz, Dianę Rose, Beatę Schenmakers oraz Łucję Wilewską. Te autorki, głównie kojarzą się polskim czytelnikom z powieściami obyczajowymi, choć nie tylko. 

Co znajdziemy w tej publikacji? Wspaniałe, świąteczne opowiadania. Wszystkie z ważnym przesłaniem. Jedne można określi jako bardziej wzruszające, inne trochę bardziej śmieszne, jeszcze inne zmuszają niemalże do tego, by zastanowić się nad własnymi uczynkami. Bohaterami utworów są osoby samotne, rodziny, osoby zagubione i te które właśnie mają szansę by odnaleźć swoje szczęście. W końcu święta to najlepszy czas do tego by wyczekiwać cudu. 

Jednym z moich ulubionych opowiadań z tej publikacji jest „Niecicha noc” Patrycji May. Nawet teraz na jego wspomnienie się uśmiecham. Uwielbiam takie historie. Na kilka dni przed Wigilią, dzieci przebywające na emigracji, informują rodzinę o swoim przyjeździe. Okazuje się, że do tej wyjątkowej kolacji zasiądą więc rodzice, troje dzieci, japońska przyszła synowa, zięć, wnuk i niedosłysząca ciotka. Czytając tą historię, miałam trochę wrażenie, że jest to instrukcja na perfekcyjnie nieidealne święta, które w sumie wielu z nas choć raz miało okazję przeżyć. W tym przypadku był to lekki świąteczny Armagedon. :)

Drugim opowiadaniem jest „Bieda bogactwem zwana” Małgorzaty Falkowskiej. Poznajemy tu historię mężczyzny, który w wigilię, w wypadku samochodowym stracił swoją żonę. Traumatyczne wydarzenia spowodowały, że stał się nieczułym i zimnym człowiekiem, który nie obchodzi świąt, bo uważa, że bez jego żony nie mają one sensu. W wigilijny dzień, sześć lat po wypadku poznaje samotną kobietę z małym synkiem. To spotkanie ma szansę odmienić nie tylko ich święta, ale również całe życie, w tym na pewno zamrożone serce Karola, zwanego również Mikołajem :). 

Trzecim opowiadaniem, które niezmiernie mnie urzekło, jest to publikowane jako pierwsze - „Zwyczajny cud” napisany przez Joannę Dorotę Bujak. To typowa opowieść wigilijna. Znajdziemy w niej samotną staruszkę, małoletniego złodziejaszka gałązek choinkowych i wiele dobrego serca w ludziach. W tym opowiadaniu jest wiele, dobroduszności, miłości, zrozumienia i wiele życzliwości dla drugiego człowieka. Jest to też historia o prawdziwej idei związanej z talerzykiem dla wędrowca. 

Wiadomo, że jedne opowiadania są lepsze, inne trochę słabsze, jednak wszystkie składają się na budowanie świątecznego nastroju. Gdy za oknem coraz bardziej szaro i coraz szybciej zapada zmrok, takie historie zdecydowanie ogrzewają moje serce.  Poza tym, są dowodem na to, że w ten magiczny czas, jeszcze wiele może się wydarzyć i że my jeszcze wiele możemy zrobić, by dla kogoś te święta okazały się lepsze.

Jeśli zastanawiacie się nad książkowym świątecznym prezentem, myślę że „Czas cudów, czyli opowiadania pod jemiołą” mogą być dobrym pomysłem. A jeśli Wy potrzebujecie trochę inspiracji, by zastanowić się nad sensem świąt, to takie historie są do tego wprost idealne. Polecam.  

 Za przekazanie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Videograf.
 





wtorek, 12 grudnia 2017

152. Królik w lunaparku, Michał Biarda, Novae Res, 2017


Michał Biarda - Królik w lunaparku
Wydawnictwo - Novae Res
Data wydania - 06.09.2017
Liczba stron - 318
Kategoria - lit. współczesna
Czy polecam? - Zdecydowanie TAK
 
Pisałam Wam już kilka razy o moim wielkim zamiłowaniu do rodzimych autorów. Dziś przedstawiam Wam powieść, która stanie się sztandarowym przykładem na to, że ta moja słabość jest w pełni uzasadniona. Przyznam też, że uwielbiam odkrywać nowych twórców i nawiązywać z nimi czytelnicze relacje. Poznawać ich, śledzić rozwój i podążać w kierunki, w które postanawiają wyruszyć. Za autorem „Królika w lunaparku” wyruszę w te drogi w ciemno. :). 

Michał Biarda, do tej pory pisał programy komputerowe, na szczęście dla rodzimej literatury, postanowił sprawdzić się również jako pisarz powieści. Jakich? Chyba do końca trudno to określić, ponieważ jego pierwsza książka nie do końca pasuje do jakiekolwiek kategorii. Przyznam szczerze, że bardzo mi ta niejednoznaczność gatunkowa odpowiada. 

W „Króliku w lunaparku”,  poznajemy historię, opowiedzianą z perspektywy trzech bohaterów, których na pozór nic ze sobą nie łączy. Pierwszą z tych osób jest Paweł, student z niesamowitą pamięcią. Gdy zostaje potrącony przez samochód, zapada w śpiączkę. Po wybudzeniu okazuje się, że genialna pamięć zaczyna płatać mu figle. Zaczyna odzyskiwać wspomnienia, których do końca sam nie jest pewien czy faktycznie się wydarzyły.  Drugą postacią jest Kasia – licealistka, która dzięki wypadkowi w szkole dowiaduje się, że ma guza nerki i pozostało jej zaledwie pół roku życia. Jedynym ratunkiem jest zagraniczne leczenie, które wyszukał jej ojciec. Jak wiadomo jednak, jest ono niewyobrażalnie drogie. Trzecim bohaterem jest Zbyszek – taksówkarz i podleczony alkoholik, który próbuje ułożyć sobie życie i naprawić relacje z córką. Tak jak wspomniałam, to na pozór trzy zupełnie odrębne historie. Jednak stanowią one spójną całość.



Michał Biarda, swoim debiutem, zdecydowanie podbił moje serce. Przyznaję, że uwielbiam takie powieści: świeże, ciekawe, bardzo nieoczywiste, wręcz surrealistyczne. Najbardziej intrygujące wydaje się połączenie tych trzech zupełnie różnych bohaterów i wpisanie ich w dość osobliwe wydarzenia. I jaką rolę w tych zajściach, odgrywa Królik z lunaparku? Tego dowiecie się oczywiście sięgając po tę książkę. Ja ze swojej strony mogę Wam zagwarantować, że nie będzie to czas stracony. 

„Królik w lunaparku” to niebanalna i nieoczywista historia. Dodatkowym plusem powieści okazał się dla mnie styl, w którym została napisana. Pan Biarda pisze lekko,  czytelnie, w sposób barwny i niezwykle plastyczny. Z drugiej zaś strony robi to po męsku, rzeczowo, tak, jak należy. W umiejętny sposób manipuluje swoimi czytelnikami, co mnie osobiście urzekło, ale wzbudziło też jakiś podskórny niepokój. Przyznaje, że trochę obawiałam się tych zapowiedzianych elementów fantastycznych. Niepotrzebnie. Bowiem to właśnie te momenty zafascynowały mnie najbardziej i to one wzbudziły najwięcej emocji, ponieważ uderzyły w moje lęki, umiejscowione pomiędzy rzeczywistości a jej brakiem. 

Żeby nie było tak słodko. Jak na mój gust „Królik w lunaparku” ma jedną zasadniczą wadę. Jest zdecydowanie zbyt krótki. Mam tez nadzieję, że na kolejną powieść autora, nie będzie trzeba zbyt długo czekać. Ja będę wyglądać jej z niecierpliwością.
Zdecydowanie polecam.



Za możliwość zapoznania się z tą niesamowitą lekturą i za zaufanie, serdecznie dziękuję autorowi. 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

151. Świąteczne marzenie, Amanda Prowse, Kobiece, 2017


Amanda Prowse - Świąteczne marzenie
Wydawnictwo - Kobiece
Data wydania - 22.11.2017
Liczba stron - 336
Kategoria - lit. obyczajowa
Czy polecam? -Oczywiście :)
 
 
Nie ma dla mnie nic lepszego, od grudniowej lektury książek Bożonarodzeniowych. Przedświąteczna gonitwa, sprzyja wieczornemu leniuchowaniu w ulubionym fotelu, pod kocem, z kubkiem ciepłej herbaty i świąteczną powieścią w dłoniach. „Świąteczne marzenie” Amandy Prowse, to idealna pozycja na ten okres.

Główna bohaterka Meg, wychowywana była w rodzinach zastępczych. Od dziecka marzyła o świętach pełnych światła i domowej miłości. Niestety te, które sama zapamiętała odbiegały od ideału. Teraz jako samotna matka, po przejściach, robi wszystko, by Boże Narodzenie jej syna Lukasa było najwspanialsze na jakie tylko może sobie pozwolić i by mały wspominał je jako wyjątkowe wydarzenie. Kobieta dodatkowo stara się zapełnić pustkę po ojcu chłopca. Mężczyzna zmarł, gdy Meg była w ciąży. Tuż po jego śmierci okazało się, że nie był jej wierny. Ten podwójny cios, wyryty w sercu Meg, jak również rozstanie z kolejnym partnerem niezbyt pozytywnie nastrajają ją w ten wyjątkowy czas. W dodatku tuż przed świętami Meg musi wyjechać do Nowego Jorku, w sprawach służbowych. Tam poznaje architekta imieniem Edd. Między tym dwojgiem, wybucha silne uczucie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie przeszkody, które stają im na drodze. Nie bez znaczenia jest fakt, że ich domy dzieli ocean...
Czy mimo przeciwności losu, Meg pójdzie za głosem swojego serca? Czy temu dwojgu uda się pokonać przeszkody, które nie oszukujmy się, nie nalezą do błahych? Tego oczywiście dowiecie się sięgając po tę książkę. 

„Świąteczne marzenie”, to powieść, która idealnie wpisuje się w nurt lektur przedświątecznych. Jest, ciepła, poruszająca, pełna nadziei, cudownych splotów wydarzeń i magii, która prowadzi swoich bohaterów, przez różne koleje losu. Dodatkowego smaku tej powieści dodają opisy Nowego Jorku.
Bardzo polubiłam też główną bohaterkę tej historii. Daleko jej do spłoszonych, wiecznie zasmuconych, niezmiernie nieszczęśliwych kobiet, którym brak odwagi na spełnianie marzeń. To zdecydowanie nie jest taka kobieta. I dobrze. Meg, to przykład na to, że mimo kiepskiego początku w życiu i wielu wydarzeń, które ją skrzywdziły, można próbować funkcjonować normalnie i że rozpacz, kiedyś trzeba zakończyć. Meg, to kobieta zaradna, inteligentna ale również niezwykle urocza. Co prawda, niektórych momentach powieści jest trochę zbyt cukierkowo, ale z drugiej strony właśnie tego oczekiwałam po tej książce. Czyta się ją niezwykle przyjemnie i sprawnie. Bardzo serdecznie, Wam polecam jej lekturę. 

Powieść Amandy Prowse to idealna propozycja na grudzień i doskonały prezent. Dla bliskiej kobiety, w tym dla samej siebie :). 

Za otrzymany egzemplarz recenzencki, serdecznie dziękuję wydawnictwu Kobiece.