piątek, 18 stycznia 2019

Żyj 120 lat! czyli moc mikroodżywiania, Anna Augustyn-Protas, Marta Mieloszyk-Pawelec, Pascal, 2018


Czy gdybyście znali sposób na długowieczność skorzystalibyście z niego? Pewnie tak! Któż by nie chciał w zdrowiu i radości dożyć choćby setki. Nie znam też osoby, która na własne życzenia byłaby gotowa zrezygnować z aktywnego życia. Czemu więc tak wielu z nas prawie wcale nie dba o swoje zdrowie? Żyjemy w pedzie każdego dnia poddając się niezbyt rozsądnym i bardzo niezdrowym nawykom. Najwyższy czas to zmienić!

Inspiracją do tych zmian, może być zarówno dla mnie jak i dla Was publikacja o mocy mikroodżywiania. 

Co w niej znajdziemy? Pakiet kluczowych rad dotyczących odżywiania ale również codziennego dbania o swoje zdrowie zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Książka ma na celu zachęcenie do zmian niezdrowych nawyków- gorąco wierzę, że na te zmiany nigdy nie jest za późno. Poza tym jej rolą jest również budowanie w czytelniku świadomości na co zwrócić uwagę, czego unikać. Jak rozplanowywać swoją codzienność by rozplanować w niej również nowe podejście do życia, diety, aktywności fizycznej. 

Całość publikacji rozpoczyna ankieta, składająca się z ośmiu niewielkich testów mających wskazać nasze pięty Achillesowe. Kolejne rozdziały z kolei podpowiedzą nam jak przeciwdziałać schorzeniom na które możemy w przyszłości zostać narażeni, bądź na które już cierpimy. 

W książce znajdziemy też przykładowe propozycje menu oraz przykładowe przepisy, które w tej walce o długowieczność mogą nam pomóc.

Dla kogo jest ta pozycja? Przede wszystkich dla tych czytelników, którzy chcieliby dokonać lub pogłębić zachodzące już w świadomości zmiany. 

Problem natomiast z tego typu publikacjami jest taki, że czytelnik musi być na te zmiany gotowy. Ja uważam, że warto sięgnąć po tę książkę, chociażby po to by poszukać w niej inspiracji. Gotowość może przyjść z czasem. W końcu od czegoś trzeba zacząć :)

Polecam


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawcy - wydawnictwu Pascal.

czwartek, 17 stycznia 2019

Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu, Jakub Ćwiek, Adam Bigaj, Marginesy, 2018


Jakub Ćwiek to jeden z ciekawszych współczesnych rodzimych autorów. W swoim dorobku ma wiele powieści i opowiadań. Spróbował także swoich sił w tworzeniu komiksów. Teraz postanowił również współtworzyć publikację z kategorii literatura faktu. 

Adam Bigaj z kolei był wieloletnim podinspektorem wrocławskiej policji, obecnie w stanie spoczynku. Swoją służbę rozpoczynał jeszcze w Milicji Obywatelskiej. Później przez prawie czterdzieści lat uczestniczył w wielu czynnościach procesowych, także w przy głośnych sprawach, którymi w tamtych okresach żyła cała Polska. 

W książce "Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu" Adam Bigaj opowiedział Jakubowi Ćwiekowi o kulisach tych spraw oraz o swojej codziennej, niełatwej choć często niezwykle wciągającej pracy. 


"Na początku mojej drogi wszystko mi mówiło,

że powinienem zostać przestępcą, a ja wybrałem psią służbę." 

Ta książka to niezwykle szczera, ale także bardzo gorzka relacja z pracy gliniarza. "Bezpański" to opowieść o codzienności podczas której walka ze złem przeplata się z bolączkami policji, które trawią je od wielu dekad. Braki kadrowe, braki sprzętowe, ciągłe problemy z dostępnością podstawowych narzędzi pracy. Z drugiej strony "Ballada o byłym gliniarzu" jest to opowieść o polskich policjantach, o ich wyborach, trudnej egzystencji. To opowieść o uwikłaniu, decyzjach na najwyższych szczeblach, które nijak mają się do rzeczywistości w jakiej funkcjonują i o absurdalnych statystycznych słupkach, które rządzą ich pracą. 

"Psy rzadko bywają dobre albo złe.
Najczęściej są takie, jak zostaną wychowane."

Książkę "Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu" czyta się szybko i z wielkim zaciekawieniem. Trochę tak jakby czytało się kryminał osadzony w surowych polskich realiach. Z drugiej strony przeraża fakt, że te realia są faktem i że niewiele przez te wszystkie lata się zmieniło. Dla mnie ta publikacja okazał się lekturą frapującą i dającą do myślenia. Zdecydowanie uważam że warto po nią sięgnąć. Polecam. 

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawcy - wydawnictwu Marginesy. 

czwartek, 10 stycznia 2019

Pielgrzym, Terry Hayes, Rebis, 2018




Mam świadomość, że to co za chwilę napiszę, będzie brzmiało dość dziwnie w przypadku książki, która została wydana w Polsce w 2014 roku, jednak "Pielgrzym" jest zdecydowanie moim literackim odkryciem 2018 roku. 

Autor powieści Terry Hayes w kulturze masowej znany jest jako scenarzysta takich filmowych hitów jak: "Z piekła rodem", "Godzina zemsty", "Granica wytrzymałości" czy "Plan lotu". "Pielgrzym" to jego debiut literacki, teraz przypomniany za sprawą drugiej książki "Rok szarańczy". 

Tytułowy Pielgrzym, to człowiek, który tak właściwie nie istnieje. Przed laty pracował w wywiadzie. Realia jakie nastały skłoniły go do wycofania ze służby i zapadnięcia się pod ziemię. Zanim zniknął na dobre, pod pseudonimem wydał podręcznik kryminalistyczny. Niestety opisanymi w nim przypadkami zainspirował mordercę młodej kobiety. Szybko okazało się, że to nie jedyna zagadkowa śmierć, z którą podczas śledztwa będzie się musiał zmierzyć były agent, który jednocześnie niezamierzenie został pomysłodawcą zbrodni doskonałej. Sprawy przybierają drastyczny obrót, tym bardziej przerażający, że na jaw wychodzą fakty dowodzące wielkiemu spiskowi, który jako akt terrorystyczny zagraża całej ludzkości. Czy agentowi uda się zapobiec katastrofie?

"Pielgrzym" to niesamowicie wciągająca, intrygująca, mocna i rzetelnie napisana powieść, która wciąga od pierwszej strony. Autor z każdym niemal rozdziałem podnosi poziom napięcia aż po spektakularny finał. W powieści znajdziemy wątki sensacyjne, szpiegowskie, terrorystyczne ale również psychologiczne. 

Książka Terrego Hayesa to osiemset stron pełnych akcji, zaskakujących odkryć i wielu wątków połączonych ze sobą w niezwykle ciekawy i frapujący sposób. To absolutnie jedna, z lepszych książek, które miałam przyjemność czytać w ostatnim czasie. Już z wielką niecierpliwością czekam na kolejną książkę tego autora. Tymczasem zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po "Pielgrzyma".

Zdecydowanie polecam.  

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuję wydawcy - wydawnictwu Rebis

piątek, 28 grudnia 2018

Wodecki. Tak mi wyszło, Wacław Krupiński, Kamil Bałuk, Agora, 2018




Muzyka Zbigniewa Wodeckiego towarzyszyła mi od najmłodszych lat. „Pszczółka Maja”, potem piosenki z lat młodości moich rodziców: „Zacznij od Bacha”, „Lubię wracać tam, gdzie byłem”, „Z Tobą chcę oglądać świat”, czy „Znajdziesz mnie znowu”. Te utwory również i mi towarzyszyły niemal przez całe doroślejsze życie. Wracałam do nich co jakiś czas i nieustannie kochałam za ich magię. Ponad rok temu krajem wstrząsnęła informacja o śmierci tego niezwykłego instrumentalisty. Wraz z odejściem Wodeckiego, skończyła się w jakimś sensie pewna muzyczna epoka. Przynajmniej w moim odczuciu.

„Trzeba robić to, co człowiek ma w sercu i czekać na swój czas.”

Książka „Wodecki. Tak mi wyszło.” To druga biografia, o której chciałabym Wam opowiedzieć w tym tygodniu. To również druga biografia o niezwykłej osobie, która odeszła zbyt wcześnie.
Publikacja podzielona jest na dwie części. Pierwsza opowiada o muzycznych początkach Zbigniewa Wodeckiego, jego współpracy z Mitch & Mitch. Ta część zawiera też wiele wspomnień i anegdot związanych z życiem artysty. „Żył z szybkością światła, pełen energii”, ciągle w pracy. „Zdążył pokazać, że w życiu zdarzają się nieoczekiwane zwroty akcji, że inna wersja własnej historii jest możliwa.” Tak między innymi tego wielkiego muzyka wspominają przyjaciele.

Drugą część książki stanowią rozmowy składające się na wywiad rzekę. Rozmowy te ze Zbigniewem Wodeckim przeprowadził Wacław Krupiński od października 2010 do maja 2011 roku, czyli jeszcze przed wielkim muzycznym "powrotem" artysty. Muzyk opowiada w nich o swoim dzieciństwie, pracy, pasji, życiu. Czytamy w tej części to, co autor sam o sobie chce nam opowiedzieć. Ale to właśnie te rozdziały, dzięki swojej prawdziwości zrobiły na mnie największe wrażenie.

W sumie Wodecki wydał niewiele płyt, koncertował za to bardzo dużo. Stworzył kilkadziesiąt utworów, wśród nich całkiem sporo wielkich hitów. W pamięci fanów zapisał się nie tylko jako pan z Tańca z gwiazdami, ale przede wszystkim jako wielki i wszechstronny artysta.

Książka zawiera wiele fotografii, zarówno tych scenicznych jak i prywatnych.


Polecam. Nie tylko fanom jego muzyki. Szczególnie, że książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. To taka biografia w której Zbigniew Wodecki, puszcza do czytelników oko.

czwartek, 27 grudnia 2018

Ania, Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki, Agora, 2017




Wiadomość o śmierci Ani Przybylskiej kilka lat temu wstrząsnęła Polską. Nie dziwię się więc, że powstała ta książka. Nie dziwią mnie również informacje o tym, że ma powstać o aktorce film. Ania Przybylska, to jedna z tych gwiazd, o której ludzie chcą pamiętać i którą chcą wspominać.


Ania była ucieleśnieniem zwyczajnej dziewczyny z sąsiedztwa, która swoim talentem, determinacją i nieziemsko pięknymi oczami wypracowała ogromny sukces. Polska widownia pokochała ją za rolę Marylki ze Złotopolskich. To z nią w niedzielne popołudnia jadało się rodzinne obiady :). Rozpierała ją energia, wzbudzała sympatię i ogólną wesołość wszędzie tam gdzie się pojawiała. Zagrała kilka niezwykle ciekawych ról, była twarzą światowych kampanii reklamowych. Była gwiazdą, ale dla rodziny usunęła się w cień. Była niepokorna, ale nade wszystko kochała życie.


Biografia napisana przez Macieja Drzewickiego oraz Grzegorza Kubickiego przedstawia skrócony zapis życia aktorki. Znajdziemy w niej wspomnienia rodziny, przyjaciół, reżyserów, aktorów. Poznamy dzięki nim wiele ciekawych faktów z jej dzieciństwa, początków kariery w modelingu, początkach aktorstwa. Zgłębimy kulisy pierwszych wielkich miłości Ani, jej małżeństwa z Jarkiem Bieniukiem oraz kulisy macierzyństwa, które było dla niej najważniejszą rolą. Mogłoby się wydawać, że aktorka miała wszystko - rodzinę, ukochaną pracę, niezwykłą urodę. Niestety życie Ani to również walka z paparazzi, którzy na wielką skalę utrudniali jej życie i nękali ją i jej rodzinę. Życie Ani, to także jej śmierć, okrutna, bolesna, zbyt szybka. Śmierć, która jak zawsze przychodzi zbyt wcześnie i w niewłaściwym momencie.


Książkę mimo jej trudnego zakończenia, czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. Nie brakuje w niej wzruszeń, mimo to są to bardzo pozytywne i ciepłe wzruszenia, przepełnione serdecznością i delikatnością.


W publikacji znajdziemy wiele fotografii aktorki, w tym również te z prywatnego archiwum.


Zdecydowanie polecam.

sobota, 22 grudnia 2018

Pełnia życia, Agnieszka Macią, Otwarte, 2016



Musze przyznać, że nie jestem do końca obiektywna, jeśli chodzi o książki Agnieszki Maciąg. Uwielbiam bowiem jej osobę, jej publikacje i jestem od lat fanką jej bloga: (http://agnieszkamaciag.pl/). Co mnie w tej autorce tak urzeka? Droga, którą przeszła, ciepło, którym emanuje, styl, który czyta się jak listy od najlepszej przyjaciółki. Gdy poznaję jej porady, przepisy i spostrzeżenia, mam wrażenie jakbym dostawała prezent. Wyjątkowy, choć kierowany do setek czytelników. 
Publikacja "Pełnia życia" w odróżnieniu od poprzednich pozycji autorki, nie jest książką kucharską ani typowym poradnikiem. To opowieść biograficzna z opisem drogi, którą przeszła Agnieszka Maciąg w celu osiągnięcia harmonii, zdrowia i szczęścia. Książka pełna jest tego, co ma w sobie jej autorka. Dobra energia, pozytywne i pełne wiary spojrzenie na rzeczywistość wypełniają właściwie każdą jej stronę. Poza tym „Pełnia życia” to zbiór ciekawych, mądrych i godnych naśladowania inspiracji. Co jeszcze znajdziemy w tej lekturze? Sporą szczyptę cytatów, garść pięknych fotografii i kilka gramów porad na temat sztuki zdrowego i harmonijnego życia. Od nas samych zależy, co z tego przepisu przyrządzimy.  
Jeśli życie jest podróżą, to ta opisana w przedstawianej książce jest niezwykle ciekawa i sama w sobie jest piękną sztuką, którą aż chce się celebrować. W "Pełni życia" zachwyca mnie również niesamowicie pozytywna energia, którą czuć niemal na każdej stronie. Nie ze wszystkim oczywiście musimy się zgadzać, jednak warto poznać inne punkty widzenia i czerpać z nich motywację do zmian i dalszych poszukiwań dróg do rozwoju. 
Całość dopięta jest przepiękną szatą graficzną oraz cudownymi, nastrojowymi i niezwykłymi fotografiami Agnieszki Maciąg i jej męża Roberta Wolańskiego. Dzięki nim ta publikacja wygląda jak album o życiu. Pięknym, pełnym i niezwykle inspirującym.

Zdecydowanie polecam :)

****

piątek, 21 grudnia 2018

Korea Południowa. Republika żywiołów, Marcin Jacoby, Muza, 2018




Jeszcze nie tak dawno temu Republika Korei była uznawana za kraj Trzeciego Świata. W opinii publicznej najczęściej kojarzona jako sąsiad Korei Północnej. Dziś Korea Południowa a raczej jej produkty towarzyszą nam niemal w każdej chwili. Smartfony Samsunga, telewizory, lodówki czy pralki LG, samochody Hyundai czy Kia na stałe wpisały się w naszą codzienność. Korea Północna w szybkim czasie stała się nowoczesnym i innowacyjnym krajem.


Reportaż „Korea Południowa. Republika żywiołów” nie jest publikacją typowo naukową. Co nie znaczy, że informacje w niej zawarte nie są rzetelne. Wprost przeciwnie. Ta książka to można powiedzieć informacje z pierwszej (no czasem może z drugiej) ręki. Autor swoją wiedzę czerpał z naukowych źródeł, prasy, przede wszystkim jednak z relacji swojej koreańskiej rodziny i własnych obserwacji. Książka w dużej mierze zawiera osobiste spostrzeżenia autora oparte na jego wielokrotnych pobytach w tym kraju, doświadczeniach zawodowych i zdobytym wcześniej wykształceniu. Marcin Jacoby swoje relacje opisuje wnikliwie jednak z ogromnym wyczuciem, serdecznością, życzliwością i zrozumieniem.


Treść publikacji podzielona jest na trzy główne części. W pierwszej znajdziemy ogólny opis kraju, relacji społecznych i rodzinnych, opis obyczajów, religii, ceremonii ślubnych, kultury i kuchni. W drugiej części autor przedstawia sporą dawkę wiedzy na temat historii kraju i jego sytuacji politycznych. W trzeciej skupił się natomiast na gospodarce, technologiach, konsumpcji i modzie.


Bardzo ciekawe były dla mnie wątki podobieństw między historią Polski i Republiki Korei chociażby w zakresie stale zagrażających sąsiadów, dyktatury, walki o demokrację a także znany również w Polsce obraz Korei zniekształcony przez punkt widzenia Stanów Zjednoczonych.


Druga sprawa, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, dotyczy opisu wydarzeń wokół katastrofy promu pasażerskiego „Sewol” w dniu 16 kwietnia 2014 roku, w której zginęły trzysta cztery osoby, głównie uczniowie liceum Danwon. Pamiętam doniesienia o tym tragicznym wypadku. Teraz miałam okazję, spojrzeć na tę sprawę zupełnie inaczej.


Sytuacja na Półwyspie Koreańskim jest niezwykle dynamiczna. Wciąż trwają dążenia do pojednania obydwu Korei. Czy to się kiedykolwiek uda?


„Korea Południowa. Republika żywiołów.” To moje pierwsze spotkanie z twórczością sinologa Marcina Jacoby. Z wielką chęcią sięgnę po jego poprzednią publikację „Chiny bez makijażu”. Będę też z ciekawością wyglądać nowych reportaży tego autora.

Polecam.

************
Za udostępnienie egzemplarza do recenzji serdecznie dziękuje wydawcy – wydawnictwu Muza.