piątek, 21 lipca 2017

88/2017 Nadwiślańskie serca, Katarzyna Archimowicz, Czarne, 2017

Katarzyna Archimowicz - Nadwiślańskie serca
Seria - Black Publishing
Data wydania - 21.06.2017
Liczba stron - 424
Kategoria - lit. obyczajowa i romans
Moja ocena - 7/10


Polecam w szczególności:
- lubiącym polskie romanse,
- lubiącym ambitniejsze książki z romansem w tle,
- lubiącym książki z widokami w tle ( w tym Warszawy i Kazimierza Dolnego)







Jeśli szukacie, lekkiej, urokliwej i wciągającej książki na wakacje… to najnowsza powieść Katarzyny Archimowicz jest idealną propozycją dla Was.  Poza ciekawą i intrygująca treścią, znajdziemy tu również dobry warsztat, dojrzałe słownictwo. A tego przyznaję było mi trzeba. Takiej porządnej polszczyzny. 

„Nadwiślańskie serca” to lektura, która od momentu ujrzenia w zapowiedziach przykuła moją uwagę. Nie czytałam poprzednich publikacji tej autorki, wiem już jednak, że pewnie po nie sięgnę w najbliższym czasie. 

Katarzyna Archimowicz, przedstawia nam w swojej powieści skomplikowane i trudne losy Marty Żmigrodzkiej i Janusza Bilskiego. Para po raz pierwszy spotyka się w Kazimierzu Dolnym, gdzie oboje odwiedzają swoje rodzinne strony. Marta jest wtedy w nierokującym przyszłości związku. Janusz tuż przed ślubem z Dorotą, matką kilkuletniej Julii, którą przysposobił i pokochał jak własną. To właśnie za sprawą dziewczynki oboje ponownie spotykają się w Warszawie, choć od kilku dni funkcjonują obok siebie jako sąsiedzi. Nic nie jest jednak proste. Martę i Janusza w jakiś niewyobrażalny sposób ciągnie do siebie. Od mężczyzny odchodzi długoletnia partnerka Dorota, w dodatku zabiera ze sobą Julię. A małżeństwo rodziców Janusza wisi na włosku. 

Bardzo istotnym elementem powieści jest wątek niepełnosprawności przyjaciółki Marty – Agaty. Dziewczyna jest niewidoma. Żyje jakby jej ciało nie miało barier, jednak pracodawcy i osoby z którymi ma kontakt widzą jej defekt i najzwyczajniej ją dyskryminują. 

Czy Marta i Janusz mają szansę na szczęście? Jak potoczą się losy dziewczynki? Czy przyjaciółka Marty Agata ma wreszcie prawo do szczęścia? By znaleźć odpowiedz na to pytanie, trzeba przeczytać tę książkę. Nie będzie to dla Was czas stracony. Zaręczam. 

Czytanie tej powieści, sprawiło mi dużo przyjemności. Z chęcią sięgnę po inne publikacje tej autorki. „Nadwiślańskie serca” to idealna lektura na lato! Polecam. 

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Czarne



czwartek, 20 lipca 2017

87/2017 Projekt: życie. Nie zatrzymuj się, Michał Kociołek, WAM, 2017


Projekt: życie. Nie zatrzymuj się - Michał Kociołek
Wydawnictwo - WAM
Data wydania - 19.06.2017
Liczba storn - 184
Kategoria -
Moja ocena -

Polecam w szczególności:
- osoba zmagającym się z chorobą,
- tym, którzy potrzebują inspiracji, w radzeniu sobie z trudnościami
- tym, którzy lubią iść naprzód.


Książkę możecie kupić tu: Wydawnictwo WAM




Książka – drogowskaz. Tak określiłabym tą publikację. Michał Kociołek, daje nam swój specyficzny i bardzo uniwersalny kodeks drogowy. Warto po niego sięgnąć. Szczególnie że przed nami drogi w wiele ciekawych, ale i trudnych miejsc. Warto wybrać, te dla siebie najlepsze.

Autor książki, dzieli się z nami doświadczeniami. Zarówno związanymi ze swoją największą pasją, czyli jazdą samochodem i motoryzacją, ale także przeżyciami związanymi z chorobą, dzięki której inaczej spojrzał na otaczającą go rzeczywistość. To człowiek energiczny, uśmiechnięty, zawsze w ruchu. Jest niemal zrośnięty ze swoim rowerem, na którym przemierza dziesiątki kilometrów. 

Książka składa się z 13 rozdziałów, stanowiących niejako biografię autora. Między wierszami znajdziemy jednak uniwersalne prawdy na temat życia. Szczególnie że Michał, mój rówieśnik kilka lat temu usłyszał diagnozę, które wstrząsnęła jego dotychczasowym zżyciem.

Dowiedziałem się, że mam guza mózgu, glejaka III stopnia. Bez operacji przeżyję maksymalnie kilka miesięcy, natomiast poddanie się zabiegowi nie gwarantuje niczego. Mogę żyć, mogę umrzeć, mogę być całkowicie bądź częściowo sparaliżowany, lub znaleźć się w śpiączce. Lekarze nie gwarantują niczego, a decyzja należy do mnie. Mój jeden podpis ma przesądzić o wszystkim.”

– zwierza nam się w swojej książce. Z drugiej strony pisze także:


„Nie spodziewałem się tego. Nie spodziewałem się niczego, co mnie spotyka. I to jest z życiu piękne, że nie wiemy, co niesie nam nadchodzący dzień. „


„Projekt życie” to rozważania na temat tego, że nie ważne gdzie i od czego zaczynami, i tak możemy udowodnić sobie, że jesteśmy dobrzy, że warto marzyć i nie czekać z realizacją tych marzeń, że nie tylko to co dobre się kończy, ale również to co złe, że nie ma lekko, ale i tak może być dobrze.  

Lektura tej książki, skłoniła mnie na do refleksji na temat życia i tego jak reagujemy na różne przeszkody. To dobra lektura. Czyta się ją z lekkością, napisana jest bowiem językiem zrozumiałym i ciekawym.

Serdecznie zachęcam do zapoznania się z losami Michała Kociołka. Zwykłego człowieka, z niezwykłymi myślami. 



Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM :)

środa, 12 lipca 2017

86/2017 I odpuść nam nasze..., Janusz Leon Wiśniewski, Od deski do deski, 2015





Janusz Leon Wiśniewski - I odpuść nam nasze...
Wydawnictwo - Od deski do deski
Seria - Na F/Aktach
Data wydania - 22.10.2015
Liczba stron - 220
Kategoria - literatura faktu
Moja ocena - 7/10

Polecam w szczególności:
- lubiącym serię Na F/Aktach
- lubiącym literaturę związaną z autentycznymi sprawami kryminalnymi
- lubiącym literaturę więzienną,
- chcącym poznać kryminalne oblicze książek J. L. Wiśniewskiego.



Jak pisałam poprzednio seria Na F/Aktach wydawnictwa Od deski do deski, to jedna z lepszych, z jakimi miałam do czynienia. Na cykl składają się sfabularyzowane powieści na podstawie głośnych spraw mających miejsce w powojennej Polsce, opisane przez znakomitych polskich autorów. „I odpuść nam nasze…” Janusza Leona Wiśniewskiego, przedstawia historię głośnego zabójstwa znanego barda – Andrzeja Zauchy. 10 października 1991 roku, po występie na deskach krakowskiego teatru, Zaucha i aktorka Zuzanna Leśniak zostali zastrzeleni przez męża kobiety, znanego francuskiego reżysera Yves Goulaisa. Zdarzenie miało miejsce na parkingu pod teatrem. Muzyk zginął na miejscu, kobieta w karetce.  Yves został skazany na 16 lat pozbawienia wolności – wyszedł z więzienia w 2005 roku. To była jedna z najbardziej głośnych spraw kryminalnych w powojennej Polsce. 

Niestety, muszę przyznać, że po autorze i tematyce książki, spodziewałam się bardziej „łzawej” historii. Dostałam za to dobrą, mocną i skłaniająca do refleksji powieść więzienną. Powieść o miłości, ale również potrzebie wzajemności, o dumie i honorze, o wyrzutach sumienia, o pokucie, ale także o nieskończenie wielkiej nadziei na nowy początek. Nic w tej książce nie jest do końca oczywiste i autor z żaden sposób nie chce moralizować. Przedstawia za to ludzką stronę zbrodni. 

Dużym autem książek z tej serii, jest całe tło społeczno-kulturowe w nich opisywane, jak również głęboka analiza bohaterów, złożoność zdarzeń i procesy jakie doprowadziły do tragedii.
Natomiast słabszym punktem " I odpuść nam nasze..." , były moim zdaniem zbyt obszerne dygresje. Przez to z kolei zabrakło mi głównego tematu tej powieści. No i nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że za mało Wiśniewskiego w Wiśniewskim. Z drugiej strony, w końcu to też rodzaj takiej powieści reporterskiej, więc nie będę zbytnio narzekać.   

Tak czy inaczej. Książka pozwoliła mi spojrzeć na tą sprawę z o wiele większej perspektywy. Skłoniła mnie do przemyśleń, zarówno nad siłą miłości, czy zazdrości, ale także nad poczuciem winy i żalem. Polecam. 



Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję
Wydawnictwu Od deski do deski :)