poniedziałek, 29 grudnia 2008

i po świętach

Jak to szybko zleciało, ten cudny czas, rozciągany, w kapciach, domowo, spokojnie, nieśpiesznie i rodzinnie, z choinką zieloną, białym opłatkiem, siankiem z karpiem maminym. I wreszcie to co dostaje na święta a co kocham najbardziej: CZAS!! Czas na uściski, na gry z córką, na zabawy, czas na śpiewanie (czasem wycie :(…) czas na ganianie się po pokojach, przewalanie :) czas na rozmowy te poważne i te mądre inaczej… czas na bycie sobą taką która lubię najbardziej. Podobno każdy w swoim życiu odgrywa jednocześnie przynajmniej dwie role… ja tą domową w kapciach i z wielkim uśmiechem dookoła głowy kocham najbardziej. Przeciągałam te święta jak się da. Bo weekend, bo opieka nad dzieckiem i jutro znów wir wydarzeń których nie znam. I  jutro znów mój spokój zamieni się w walkę ze światem o swoje racje, o swoją dumę, o najlepszą dla mnie rolę w teatrze życia… i oby tylko świąteczny odpoczynek został we mnie jak najdłużej.

środa, 24 grudnia 2008

Wesołych świąt

Zdrowych, wesołych, rodzinnych, ciepłych i magicznych Świąt Bożego Narodzenia.
Niech to co najpiękniejsze w Nas zjednoczy się przy Wigilijnych stołach, niech oswoi, pogłaszcze po głowie. A Mikołaj, Dziadek Mróz, Papa Smerf albo jeszcze kto inny niech przyniesie nie tylko prezenty… ale i marzenia, wiarę, nadzieję i miłość. Bo tego tak naprawdę nam wszystkim potrzeba.

wtorek, 16 grudnia 2008

promień słońca

mój najwierniejszy kochanek…
nie może być ze mną ciągle
ale powraca od czasu do czasu
zcałowując z moich ust tęsknotę
powraca pieszcząc dłońmi mój kark
i znów odchodzi
pozostawiając samej sobie
pozostawiając ramionom księżyca…

niedziela, 7 grudnia 2008

bajka

za siedmioma górami
za siedmioma lasami
za siedmioma morzami
żyła księżniczka
wcale niezaklęta
przez złą Królową
wcale nie zamknięta
w wierzy ze swoich lęków
królewna miała córkę
maleńką
uśmiechniętą
iskierkę nadziei
pewnego dnia
poznały Księcia
który wcale nie był marudą :)
i żyli sobie spokojnie
w świecie w którym nie ma zła
nie ma przemocy
nie ma zawiści
w którym nikt nikomu nie robi
na złość
nikt na nikogo nie krzyczy
nikt nikogo nie obraża
nikt nikogo nie krzywdzi…
była taka księżniczka
była taka królewna
i był taki książę
i nawet świat taki był
tylko gdzieś po drodze bajkopisarzowi
pomieszały się wątki
i teraz królewna, księżniczka i książę
muszą to składać wciąż i wciąż na nowo
ale jak ułożą będę żyli długo i szczęśliwie
wszystkim na złość
i wszystkiemu na przekór
pozwólcie mi w to wierzyć…
-zielonooka nadzieja-

piątek, 5 grudnia 2008

zakupy!!!!!

No dobrze, przyznaje się…
od czasu do czasu i ja lubię zakupy :)
szczególnie jak czegoś potrzebuje :)
i mój Narzeczony zapłaci za połowę
np. moich nowych bucików na zimę
w kolorze czerwonym :)
Szkoda tylko że w drodze powrotnej
jechaliśmy z Arkadii do Janek ponad 3h :(
ale i tak warto było…

poniedziałek, 1 grudnia 2008

ps

dokończyliśmy definitywnie
choć pewnie znając mnie
nie ostatecznie przemeblowania
i tylko nie wiem
który pokój piękniejszy
mój czy córy :)

no i do mnie

dotarła melancholia…
zastukała w drzwi
weszła
rozsiadła się
wypiła herbaty
gadałyśmy jak stare
dobre znajome
chciała zostać na dłużej
ale chyba za bardzo lubię
swoje jesienne „samotne” wieczory
z córką u boku
i wyczekiwaniem
na Mojego Marudę :)
by jej na to pozwolić…

piątek, 28 listopada 2008

oglądałam i polecam :)

„Mała Moskwa„to wzruszająca historia zakazanej miłości, w czasach, w których nawet o intymnych sprawach decydowało sowieckie imperium. Film przenosi nas do świata, w którym w jednym mieście, oddzieleni murami i zakazami żyli Rosjanie i Polacy, którzy mimo strachu i wścibskich politruków kochali, cierpieli i mieli swoje marzenia.
W tym docenionym przez wielu krytyków oraz publiczność i jury 33 Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, widz znajdzie także to, czego zazwyczaj szukamy w kinie rozrywkowym: miłość, śmiech, łzy, wielkie dramaty i wielkie radości oraz wzruszenia…
Jest rok 1967. Jura, młodypilot i niedoszły kosmonauta, trafia do Legnicy, zwanej „Małą Moskwą”,ze względu na ulokowanie tam największego garnizonu wojsk radzieckich wEuropie Wschodniej. Towarzyszy mu piękna młoda żona Wiera.Zafascynowana polską poezją i muzyką, wygrywa piosenkarski „konkursprzyjaźni”, wykonując porywająco i w części po polsku „Grande ValseBrillante” Ewy Demarczyk. Wtedy właśnie poznaje polskiego oficera imuzyka – Michała. Długo broni się przed obudzonym wówczas uczuciem.Zakazana miłość Rosjanki i Polaka musi rozwijać się w tajemnicy i pokryjomu…


środa, 26 listopada 2008

dialogi przedmałżeńskie - Dzień dnia bezświętowego :)

I znów dialogi małżeńskie:
Ja: Robert a Ty mnie kochasz…
Maruda: Tak..
Ja: I nie zdradzisz mnie za trzydzieści lat?
Maruda: Nie miałbym odwagi Słoneczko…
Ja jak zwykle robię Marudzie wymówki
(głównie że marudzi)
On: no tak a Ty wspaniała jesteś i w ogóle…
Ja: no przecież wiem o tym!
i jeszcze jeden tym razem koleżeński :) z gg:
Ja: już jestem
G: Jesteś…
Ja: Jestem
G: A jaka jesteś?
Ja: wspaniała!
G: wiedziałem że nie przepuścisz okazji by to powiedzieć…

wtorek, 25 listopada 2008

dzień dni

Międzynarodowy Dzień Dzień Eliminacji Przemocy Wobec Kobiet
Dzień Kolejarzy i Tramwajarzy
Dzień bez futra
Dzień Pluszowego Misia :)
i jak tu nie świętować! :)
rozmówki małżeńskie:
Ja: wiesz w radio dziś mówili że skoro to miał być niby zamach (Sprawa sezonu na Kaczki)
to musiał to być ślepy snajper skoro nie trafił z 30 metrów w samochód…
Mój Maruda: Słoneczko to nie tak, po prostu K……. jest mały…

poniedziałek, 24 listopada 2008

oglądałam i polecam

Biliśmy dziś na spektaklu z Moim Marudą :) Świetnie zagrana rola świetnej Bożeny Dykiel przede wszystkim, dobry morał i jak zwykle w Syrenie świetnie dopracowana sztuka pod każdym względem. Gorąco polecam.

WON!
To komedia satyryczna, która jest aluzją do „Moralności paniDulskiej” skandalistki Zapolskiej. To próba odpowiedzi na pytanie jakDulscy odnaleźliby się w naszej rzeczywistości.
Jednak ci współcześni Dulscy, ci z IV RP, troszkę się zmienili.Matka szykuje się do kariery parlamentarnej, jedna córka to wojującafeministka, druga sympatyzuje z narodowcami, syn stał się bywalcemklubów gejowskich, a kuzynka prowadzi salon świadczący usługi erotyczne.
Niezmienny pozostał jedynie mąż Dulskiej, milkliwy inteligent, którynie odnajduje się w otaczającym go świecie pełnym obłudy i ciągłychprzepychanek polityków.
Wszyscy, którzy znają teksty autorstwa R.M. Grońskiego nierozczarują się, to kolejne ostre podsumowanie otaczającej nasrzeczywistości. Oglądając spektakl, rozpoznają Państwo pewnewydarzenia, pewne postaci, z którymi stykamy się każdego dnia.
 
Więcej na ten temat można znaleźć na stronie Teatru Syreny z której to też
tekst.

niedziela, 23 listopada 2008

Zaśnierzona Warszawa (notatki z zajęć)

Warszawa…
pięknie zaśnieżona, biała, czysta i mroźna…
i jak tu się skupić na zajęciach?
Jak słuchać o prawie, takim rzeczowym, skrupulatnym?
Jak słuchać o podziałach aktów prawnych?
Żeby to chociaż filozofia była albo psychologia…
a tu nic z tego…
a mój umysł za oknem
fruwa razem z wielkimi płatkami które nie zdążyły dolecieć
do ziemi i roztopić się.
Pierwszy raz z tak wysoka widzę śnieg
niesamowite wrażenie :)
Witać nawet puch na tym śniegu…

środa, 19 listopada 2008

palecam

Pomóżmy… Spadł już śnieg pierwszy u mnie tej zimy… co prawda był tylko przez kilka sekund ale i tak spowodował uśmiech na twarzach mojej i córki… bo taki śnieg to dla nas jak zapowiedź wszystkich zabaw zimowych :) a trzeba pamiętać że nie każdy ma takie wspaniałe zimy przed sobą…

wtorek, 18 listopada 2008

przywitanie zimy

ona mi szronem po oknach i przymrozkiem w nos
a ja jej rozpromienionym uśmiechem prosto w …. uczucia :)
a co sprawiedliwość musi być!

poniedziałek, 17 listopada 2008

a mój Lew

… kupił mi dziś plecak co bym miała wygodniej się zapakować do szkoły :)
bo mi od dźwigania torby ramię odpadało :(

myśłi pracownicze

Kobieta światowa wg Łukasza C bądź Ch. :):
„Według mnie to kobieta światowa… na lewym pośladku flaga brytyjska, na prawym amerykańska…”
P.s. Od tegoż samego Łukasza dostałam dziś wyjątkowy komplement, który obiecałam tu umieścić :)
Po tym jak przechwalałam się jaka to ja wspaniała jestem i w ogóle… stwierdził że jestem „idealnym modelem, zbyt doskonałym by wprowadzić go do seryjnej produkcji” i niech ktoś mi powie że urzędnicy nie potrafią rozmawiać ze sobą w sposób intelektualny :)

niedziela, 16 listopada 2008

znamię

Zarost na mojej twarzy
nie powinien ciebie kaleczyć
tym bardziej milczenie
moje dłonie próbowały
z tobą rozmawiać
i przecież nie mogłem wiedzieć
że właśnie tam na plecach
schowałaś
jego ostatnie spojrzenie
Tomasz Jastrun

sobota, 15 listopada 2008

przerywany sen u R.

długo nie mogłaś zasnąć
zasypiałaś budziłaś się
dotykałaś mnie jeszcze nie we śnie
już nie na jawie
nie byłaś zdecydowana na nic
i nic nie było twoje
i rozczuliły mnie dłonie
które leżały obok ciebie
okryłem je pocałunkiem troskliwie i ciepło
wtedy zasnęłaś
i jak obraza zabolała mnie
obojętność twojego snu…
Tomasz Jastrun – Obraza

piątek, 14 listopada 2008

przesłanie kolejne

Miłość trzeba szanować!
Jest przecież tak ważna,,,
i ludzkie serca trzeba szanować!
tak kruche są przecież…
nie umiałam tego
- teraz zbieram popioły serc
które zranione przeze mnie spłonęły
nie potrzebną nikomu
niechcianą miłością
teraz
uczę się jak żyć
w świecie wypalonych wspomnień
wypalonych myśli
do których wstyd się przyznać
gdzieś za oknem
czyjś cień
gdzieś z zza ściany czyjś głos
którego kiedyś już słuchać
nie chciałam.
Przepraszam….

środa, 12 listopada 2008

o tym jak szkoła może być stresująca

moje dziecko mało co nie pochorowało się dziś z powodu rzekomej 3 z angielskiego. Nie była na ostatnim angielskim i myślała że po prostu nie wiedziała o klasówce która była niezapowiedziana. Po sprawdzeniu przez nauczycielkę co napisała spojrzała do książki zobaczyła 3 i się podłamała… nie działały pocieszenia, zapewnienia że poprawi, nawet gilgotanie nie pomogło. Z drugiej strony się nie dziwie czuła się pewnie z tego, siedzą po kilka godzin w tygodniu z Lwem i uczą się, powtarzają słówka, chodzi na lekcje dodatkowe, a tu trója… dopiero ten nasz racjonalny Lew wpadł na pomysł by zajrzeć do tej książki co tam źle niby napisała… a tak wielka uśmiechnięta buźka że bardzo dobrze i podpis nauczycielki u której B wygląda jak 3 :) i jak ręką odjął i ból głowy i zmęczenie ehhhh :)

wtorek, 11 listopada 2008

pomysłowość dzieci

jedliśmy popcorn ja Lew i Anna gdzieś koło południa, potem już oczywiście nikt o tym popcornie nie pamiętał… moja córa jak miała iść spać wyciąga swoją portmonetkę magiczną i okazało że w środku ma jeszcze zachomikowanego całą garść tego jej smakołyku… jak się przyznała na „czarną okazję” „) a że nadeszła noc to właśnie czas do spałaszować :)

poniedziałek, 10 listopada 2008

wielkie sprzątanie

Oczyszczam przestrzeń wokół siebie, sprzątam, wyrzucam, organizuje się, potrzebuje zmian, potrzebuje nowej przestrzeni, nowego sposobu na dzień jutrzejszy… a to jutro, moje upragnione, wymarzone, zielonookie nie nadchodzi, zabłądziło gdzieś, schowało się, jak je odnaleźć, jak wypatrzyć w świecie marnych złudzeń? no jak?

niedziela, 9 listopada 2008

powrót do domu

Warszawa mnie męczy… i mimo że lubię te swoje zjazdy, lubię chłonąć wiedzę :) nawet od 8.00 do 20.00 z tylko 10 minutowymi przerwami… to i tak po prostu po dwóch dniach padam na tzw. pysk. Tam jest tak tłoczno, tak głośno, tramwaje pełne, dworzec pełny, przy metrze tłok, Marszałkowska nie tylko przysłowiowo zakorkowana :( wszyscy gdzieś biegną, a ja mam wrażenie ciągłego spóźnienia, mam wrażenie że wszyscy zostawiają mnie w tyle, że nie nadążam, mam wrażenie że zagubiłam się. I tak strasznie jakoś mi tęskno do ciszy mojego miasteczka nawet zakorkowanego i do mojego Lwa który tez jest cichy i do małej Lwicy cudownie nagłośnionej śmiechem :)
P.s. Kolejny dzień ludzi którzy zaskakują dobrem nawet w przyśpieszonej Warszawie…
W tramwaju ustąpiłam miejsca starszej pani… a owa pani zapytała tak po prostu a co ze mną… powiedziała to zwykłe dziękuje (a to niestety nie rzadko się zdarza – nie żebym ustępowała miejsca bo chce usłyszeć dziękuje :) ale zawsze to miło), pani wytłumaczyła mi jeszcze że czekała jak mężczyzna któryś ustąpi jej miejsca (niestety chyba nie doczekałaby się) i że przykro jej że na mnie padło… niestety jednak kultury nie da się uczyć w tramwajach… i taka w sumie moja myśl… pewne zachowania nie tylko mogą być wyniesione z domu, można ich nabyć, jeżeli zobaczymy że ktoś ustąpił miejsca starszej pani w autobusie, tramwaju, metrze może warto by było powtórzyć to samo? Spróbować. Podobno człowiek uczy się przez całe życie, uczy się obserwując też innych. Dajmy przykład, uczmy tym przykładem. Z ludźmi dorosłymi jak z dzieckiem. Jak moja córka widziała że w kościele ustąpiłam miejsca starszej osobie, na następnej mszy podeszła do obcej jej osoby i mimo nieśmiałości zaproponowała swoje miejsce. Jeśli ja dziś ustąpię miejsca, może jutro zrobi to też moja koleżanka? To nie musi być nawet bezinteresownie… jeśli pomogę nieść siatkę z zakupami jakieś pani, spełnię dobry uczynek, a to spowoduje lepsze samopoczucie nie tylko tej pani, ale mi samej. Zróbmy więc coś dobrego dla innych, zróbmy coś dobrego dla nas samych…
I druga sprawa… na dworcu zasłabła kobieta… poza wszystkimi którzy odwrócili się bo pijana, znalazły się też osoby które zainteresowały się, zadzwoniły po karetkę… poczekały, próbowały cucić… kurcze to naprawdę idiotyczne uczucie zachwycać się tym co powinno być naturalne. Ale w dzisiejszym świecie coraz częściej to jest coś żadkiego, wyjątkowego w pewien sposób. Ale jest.

sobota, 8 listopada 2008

szkoła

Z filozofii:
„Filozof zatem to nie tylko ten, kto świat poznaje, ale i ten, kto świat – całościowo pojęty, a więc i drugiego człowieka – kocha”
I jak tu tej szkoły nie lubić  hahaha

piątek, 7 listopada 2008

dzień życzliwość

Bardzo miły dzień, choć obchodzony zdecydowanie za rzadko… i niestety zbyt mało rozgłoszony jak sądząc po zachowaniach niektórych napotkanych ludzi… :( ale cóż można poradzić na wyjątkowo roszczeniowych petentów na przykład? Ano nic właściwie, ale można uśmiechnąć się do nich, a oni zdziwią się wielce, zagubią… a nam przynajmniej przez chwile będzie przyjemniej…

***********

„Człowiek starający się kontrolować czas jest zawsze skazany na porażkę, czy chce go obejść, wyminąć czy wpija w niego paluchy, kurczowo stara się przytrzymać. Bo jeśli chce wyprzedzić ten czas, to właśnie dlatego że po nim ma nastąpić czas lepszy z którym nie będę umiała się rozstać, ale wtedy to on mnie wyminie i jeszcze wypnie tyłek”
Marta Bogacka…

neurolog

Zastanawiam się jak to możliwe że w mieście gdzie jest szpital, ze cztery przychodnie, dodatkowo kilka innych punktów przyjęć gabinetów lekarskich nie było neurologa który przyjmuje w czwartki, już nie mówiąc o neurologu dziecięcym który przyjmuje raz w miesiącu i to za jakieś 3 tygodnie :( jak koło pierwszej wyszłam z dzieckiem od chirurga tak się pałętałam aż pod wieczór po tych wszystkich gabinetach ze skierowaniem w ręku i oczywiście nic, a w szpitalu to się okazało że jak czaszka jest cała to i na oddział nie trzeba brać… paranoja po prostu…
A tak na marginesie… niestety mentalność nas ludzi ciągle jednak pozostawia wiele do życzenia… nie oszukujmy się córa moja wyglądała dość paskudnie… limo, zapuchnięte oczy, wielki fioletowy guz z przecięciem na środku, przysypiająca  i tylko jedna młoda dziewczyna nas przepuściła w kolejce do chirurga :( reszta była tak zabiegana, tak śpiesząca się gdzieś że nawet nie chcieli o tym słyszeć :(

czwartek, 6 listopada 2008

prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Proste. Banalne. Oklepane. Prawdziwe. Dopiero w kryzysowej sytuacji dowiadujemy się kto nam pomoże. Godzina przedpołudniowa dostaje telefon ze szkoły że mam odebrać córkę bo miała wypadek i trzeba ją zawieść do szpitala… jeszcze nie zdążyłam się dobrze zorganizować, zwolnić z pracy itd. jak kolega z pokoju zgodził się zawieść mnie do szkoły a potem do szpitala, zaproponował że jakby co pomoże znieść córkę do samochodu i jakby co zaczeka pod szpitalem. To cudowne jak ludzie potrafią nas zaskakiwać taką nieinteresowną dobrocią :)
P.s. Jak pisała Szymborska… znamy się na tyle na ile nas sprawdzono… jak miałam się wypisać zapomniałam po prostu jak się nazywam… stałam nad listą wyjść w panice, z czarną dziurą w głowie… stałam i próbowałam sobie przypomnieć jak mam na nazwisko, dopiero koleżanka mi powiedziała… kiedyś był moment w moim życiu że modliłam się o święty dar zapomnienia… dziś chce pamiętać wszystko, jakim to wszystko by nie było… nie chce więcej czarnych, przerażających dziur mojego umysłu… po prostu nie chce…

środa, 5 listopada 2008

dialogi domowe

- mama czego się uczysz?
- filozofii
- a o czym to jest?
- dlaczego jest coś a nie nic np.
- mamo! (pełne oburzenie) Bóg tak stworzył i tak ma być!!

wtorek, 4 listopada 2008

dla M.C. w pierwszą rocznicę śmierci

nadal nie wierzę że Cię nie ma
nadal bardzo tęsknie
choć wiem że dopiero teraz
będziesz wiecznie
cokolwiek napiszę
cokolwiek powiem
to będą tylko słowa
odbiją się echem
od zimnej płyty
która nie daje mi
już wejść
do Twojego domu
spadł śnieg tego dnia
gdy się żegnaliśmy
po raz ostatni
i było tak strasznie zimno
i tylko Twoje serce
nadal tak ciepłe od miłości
rozgrzało nasze dłonie
złożone do modlitwy
dziękuje że byłeś zawsze
dziękuje że zawsze będziesz
mamy o czym pamiętać
każdy z nas
ma najlepszą cząstkę Ciebie
w swoich sercach
nigdy nie będziemy sami
wiem i dziękuje
spoczywaj w pokoju wiecznym
Amen…
minął już rok cały
a ja
wcale nie tęsknie mniej
wcale rzadziej nie łapię się
na myśli że wypiłabym z Tobą kawy
że pogadałabym o niczym
i o wszystkim
ciągle tak samo brakuje mi
Twojej wiosny
zieleni i kwiatów
i wcale nie czuje się lepiej
z pustką po Tobie…
jeżeli Ty który nigdy mnie nie zawiodłeś
Ty który zawsze stałeś mimo wszystko
za mną murem
Ty który potrafiłeś z krzykiem
walczyć o mnie
o moją dumę, gdy mi ją odebrano
nadal patrzysz na mnie
to wiesz to wszystko
na co zabrakło nam czasu
to znasz każde słowo wypowiadane
do Ciebie
to znasz każdą łzę która spadła
z moich powiek
jeżeli patrzysz
to wiesz że wywalczyłam sobie
wreszcie ten kawałek szczęścia
że stanęłam na nogi
podniosłam się
jeżeli patrzysz na mnie nadal
to mam Twój uśmiech w nagrodę
tak bardzo w to wierzę…

poniedziałek, 3 listopada 2008

dopadło mnie

choróbsko jakieś wstrętne,
biegało za mną cały dzień
i dogoniło :(
Robuś kupił leki
położył Monisie do łóżeczka
pozajmował się Anią,
Monisia spała jak zabita
Robuś wyszedł
Ania obudziła Monisię
bo nie mogła znieść
samotność…

sobota, 1 listopada 2008

zaduma nad przemijalnością

zaduma nad tymi co byli i odeszli, choć są
zaduma nad uśmiechami, które żywe tylko w naszej pamięci,
nad głosem i sposobem mówienia, który nadal w naszych uszach,
wieczorem na cmentarzu:
- mama patrz ile zniczy
- tak, słoneczko, a każdy znicz to pamięć
cmentarz jest jasny od pamięci…
p.s. nie ważne jak ciepło, futro i tak pierwszego listopada panie włożą :)
p.s.2… po prostu niesamowite moje miasto pierwszy raz poradziło sobie z korkami przy cmentarzu! Policjanci na każdym rozdrożu, wskazywali miejsca do parkowania w dodatku był zorganizowany dodatkowy parking na który byli oddelegowywani ludzie… żadnego korka, ruch płynny :). Proszę, jak jednak można wszystko zorganizować!

piątek, 31 października 2008

spisane nocą (dla R.)

nie mogę sunąć kochanie
zbyt uciążliwie czuję na ciele
każdy twój dzisiejszy
niedotyk
zbyt uciążliwie słyszę niewyszeptane
 do ucha pragnienia
boję się przymknąć powieki
by nie zobaczyć
przerażającej pustki
zimnej pościeli
be Twoich ramion…

czwartek, 30 października 2008

Agnieszka Osiecka

„nie wiedziałam że się serca tak ostudzą
uwierzyłam że umiera się parami
nie wiedziałam że się ludzie różnie budzą
jak okręty nie te same
choć w tej samej wciąż przestrzeni…”

środa, 29 października 2008

moje nonsensy

kocham Cię
jak nigdy przedtem
i nikogo potem
nie będę już z pewnością kochała
wiele bym oddała
byś był mój
przekupiłabym samego diabła
ale tak niewiele posiadam
poza miłością do Ciebie…

serce
mała cząstka każdego z nas
czy sercem kochamy?
czym jest miłość?
tęsknotą?
słodkim pocałunkiem
o świcie?
zgubieniem?
namiętnością
złudzeniem

wtorek, 28 października 2008

to co mogę powiedzieć R.

utul mnie
ramionami Twojej miłości
bo zimno tu bez Ciebie
przyjdź i powiedz bajkę
o nas
mi do snu
bo tak cicho tu bez Ciebie
przyjdź tak po prostu byś był
bo tak pusto tu…

widzisz tego gołębia
on przynosi Ci
zaproszenie na nasz ślub
widzisz tego bociana
on przynosi Ci
metrykę naszego syna
widzisz tego skowronka
on przynosi Ci
poranki tuż po
miłość i wspólne dni
przyjmiesz??

gdzie jesteś
i dlaczego tak daleko?
przyjdź
pocałuj
ma sypialnia taka pusta
bez Ciebie…

za co Cię kocham?
kocham Cię za każde słowo
które mi podarowałeś
za każdy gest
i każdy uśmiech
za marzenia i sny
za to że gdy nawet
jesteś tak daleko
to jesteś i tak najbliżej
ze wszystkich…

poniedziałek, 27 października 2008

:(

popsuło mi się oko… lewe, piękne, niebieskie i boli!!
jak ono śmie normalnie zakłócać mój spokój no? :(
i co ja z jednym okiem mogę zrobić??
jak naprawić domowym sposobem oko?
p.s. dostałam dziś kiść bananów od Lwa :)
(taki mały kiść) ale nie omieszkałam ich zjeść :)
wyjaśniam co by nie było:
dostałam je bym była ciiiiiiiiiiszej tak troszeczkę
i pomilczała przynajmniej na czas jedzenia
a nie dlatego że małpa jestem :)

niedziela, 26 października 2008

Jesienny spacer

zaprowadziłyśmy się na nasz miejski koniec świata…
gdzieś już niedaleko było słychać autostradę,
gdzieś jeszcze pola, sady…
wszystkie drogi prowadziły w nieznane
ale Ania zostawiała kamyczki byśmy wiedziały
jakimi uliczkami iść :)
czasami był to naprawdę miejski koniec świata…
 

piątek, 24 października 2008

Mój organizm…

zdecydowanie szykuje się do zimy… potrzebuje dużo ciepła, z podziałem na zewnętrzne czyt. tzw. okrycie wierzchnie, jak również wewnętrzne czyt. spowodowane czułościami :), w dodatku potrzebuje więcej odżywczych, bardziej kalorycznych posiłków jak i witaminek. Czuję tą zimę gdzieś w kościach, nadchodzi i tupa sobie do mnie, a przecież to dopiero październik :(. No dobra koniec października ale jednak wcześnie w tym roku jakoś.
P.s. Co by nie było. Jesienne długie wieczory też mają swoje uroki, nawet jak trzeba łazikować i pomarznąć trochę :)

czwartek, 23 października 2008

niech się

już skończy ten październik!! Ja normalnie proszę bardzo ładnie… na nic nie mam czasu. Dzień rozbity na dwie części i wszystkiego się gromadzi do zrobienia i tylko czasu mniej, coraz mniej. Praca, dom, lekcji do domu moja córa znosi coraz więcej, a tu jeszcze różaniec bo do komunii za rok i na każdym ma być, dodatkowe lekcje angielskiego i bieżące, lektury, wierszyki, cała lista modlitw i wszystko na raz. A ja po prostu chce odsapnąć choć dni parę, choć dni kilka…

wtorek, 21 października 2008

przesłanie

świadomość jest rzeczą ludzką, miejmy więc świadomość, nie zamykajmy się, nie odcinajmy na to co wokół nas. Niekoniecznie musi się nam to podobać, ale wtedy nie pozostawajmy obojętnymi. Obojętność na ludzi, na sprawy które są, ciągle są obok, czy je dostrzegamy, czy udajemy że ich niema, jest gorsza niż nieistnienie.

poniedziałek, 20 października 2008

3000 odwiedzin

3000 odwiedzin… :) 3000 razy zostałam odwiedzona w tej mojej złotej kuli słów. Jedni zapukali cichutko inni pomachali łapką. Każdemu dziękuje.

Dialogi przedmałżeńskie :)

Ja: Robuś wiesz spodobała mi się ta szkoła, jak już skończę tą za 3 lata i będę już sławna i bogata to pójdę na inny kierunek…  będę się uczyć całe życie!!
Lew: hmmm to jak masz być bogata, to ja nie będę zmieniać pracy i będę po prostu twoim utrzymankiem…
Ja: No tak ,ale ja będę bogata, bo wyjdę za milionera…
Lew: To znaczy że mam grać w totka?
Ja: no może warto by było :)??

niedziela, 19 października 2008

Spisywane poza domem – 19.10.08 Warszawa i dom :)

Jeśli ktoś potrzebuje dobrej, mocnej kawy polecam kawiarenkę w budynku mojej uczelni :) jeśli ktoś chce adres to mnie znajdzie :). Z totalnego znużenia, zmęczenia i niedospania które najmocniej ujawniło się czwartego dnia pobytu w tej głośnej stolicy, ciągłymi dojazdami i czterema dniami jakby nie było wchłaniania wiedzy po wypiciu jednej filiżanki pobudziłam się normalnie jak wiewiórki od Alvina… :) w pewnym momencie miałam wrażenie że jak nie poskacze chociaż to zwariuje :) Fakt że kawa wcale nie podniosła mojego poziomu intelektualnego który spadał na łeb i na szyję z każdą minutą czego przykładem była moja rozmowa telefoniczna z kolegą, który miał mnie odebrać ze szkoły:
- Damian: gdzie jesteś?
- Ja: w sali
- D: której?
- J: nie wiem…
- D: a na którym piętrze?
- J: nie wiem, ostatnio byłam na 10 :)
- D: a co miałaś teraz?
- J: yyyyy chyba organizacje i zarządzanie…
- D: to czekaj przed salą zaraz tam będę :)
I w taki oto sposób się znaleźliśmy :)
I wróciliśmy do domu, cali i zdrowi… mój Lew (Narzeczony) oczywiście nie omieszkał mi zrobić wykładu że mamy jechać wolno (jakby o godzinie 18.30 dało się jechać szybko przez Warszawę) i spokojnie i nie szaleć i w ogóle chyba nie oddychać :). Ale to bardzo miłe jak ktoś się o mnie martwi :) I jak patrzy mi pod nogi (bo ja zawsze nie patrze i każda kałuża moja! albo i co gorszego :)) i pilnuje bym się ciepło ubierała :) przydało się to w weekendowe zimne ranki… szczególnie o 4.40 :)
A w domu… swojsko, łóżko moje i podusia i kołderka i moja Ania z mięciutkimi ramionkami :) Uwielbiam powroty do domu!