poniedziałek, 25 sierpnia 2008

dla niego, bez niego

teraz jesteś u innej
a w radio słychać
Twoją ulubioną piosenkę
właściwie już naszą piosenkę
i cóż z tego że cię tu nie ma
i tak czuję cię
wtulając usta
w twą wczorajszą koszulę
pachnącą Tobą
… dobranoc…
<melpomene>
czekam na ciebie już czwarty rok
ty jednak wciąż nie wracasz
czy zrobiłam coś źle
że ciągle milczysz
nie odbierasz telefonów
nie odpisujesz na listy
te wciąż nie napisane…
<melpomene>
wokół ciebie
tak wiele wspaniałych kobiet
jak mogłam choć przez chwile
łudzić się
że wybierzesz mnie
tą która zawsze
siedziała w twoim cieniu…
<melpomene>
powiedziałeś że kochasz
nie kochałeś
powiedziałeś że będziesz
nigdy cie nie było
mówiłeś nie zostawię
opuściłeś
mówiłeś nie skrzywdzę
skrzywdziłeś
powiedziałeś nie zdradzę
zdradziłeś
czemu zawsze kłamałeś?
<melpomene>
przychodzisz dziś do mojego łóżka
taki obcy
pachniesz damskimi perfumami
nie chce ich czuć
uciekam na kanapę
w tak bardzo nie naszym dziś salonie
czuję się winna
że nie potrafię dać Ci tego co one
wybaczam
ale nigdy nie zapomnę…
<melpomene>
nie chce
tych wszystkich klejnotów
nie chce tego pięknego domu
który budujesz
nie chce mieć wszystkiego
co możesz mi dać
skoro i tak
nie potrafisz
dać choć odrobiny siebie…
<melpomene>

Do zakochanych nieszczęśliwie

„Znam ludzi, którym w sercach zgasło,
lecz mówią: ciepło nam i jasno,
i bardzo kłamią, gdy się śmieją
Wiem jak ułożyć rysy twarzy
by smutku nikt nie zauważył.
<Wisława Szymborska>

niedziela, 24 sierpnia 2008

ps

Postanowiłam (nie bez powodu niestety)
zrezygnować z wieczornego raczenia się kawą…
racze się teraz przed snem Inką :)
a dziś dodatkowo deszcz będzie śpiewał mi do snu…
dobranoc

700 lat czekał na swoją miłość

  „Walle”
Byliśmy w kinie… bardzo, bardzo melancholijna bajka. Pozbawiona niemalże w zupełności dialogów, skupiająca się za to na uczuciach. Taki właściwie animowany romans komediowy :). Oczywiście nie omieszkałam się popłakać ku zawstydzeniu mojej córki, która tylko ściskała kciuki by się wszystko udało…
Samotny Walle 700 lat czekał na swoją miłość… doczekał się. Kosztowała go dużo opieki, walki, cierpliwości… by na koniec mogli żyć długo i szczęśliwie. Widać wszystko gdzieś ma swój sens

piątek, 22 sierpnia 2008

a gdy odszedłeś...

kiedyś przyrzekłam
nie zaufam
nigdy i nikomu
a potem
poznałam Ciebie
i znów boli
i znów płacze
i znów zaklinam
siebie i miłość
i znów przyrzekam
<melpomene>
płacze kolejną noc
za Tobą
nie mogę spać
nie mogę jeść
nie potrafię zrobić
najprostszych rzeczy
myśl o Tobie przysłania
mi świat…
tak pusty dziś…
<melpomene>
nie odrzucaj mnie
przynajmniej teraz
kiedy moja miłość
jest tak silna
że niekiedy nie potrafię
jej znieść..
przynajmniej teraz
gdy mam jeszcze nadzieję
że odnajdę siebie
przy Tobie…
<melpomene>
nauczyłeś mnie
mówić co czuję
otworzyłam się przed Tobą
za bardzo
skoro odszedłeś…
<melpomene>
magia uśmiechnęła się
do mnie
tak po prostu i bez powodu
tak łatwo też straciłam Cię
pozwoliłam odejść
nie walczyłam
milczałam obserwując
jak coraz szybciej
zapełnia się Twoja walizka
odchodząc szydziłeś
że jestem taka słaba…
<melpomene>
po poliku
spływa łza
samotna jak jej właścicielka
przyjdź
i zetrzyj ją
chociaż raz
ten ostatni…
<melpomene>
jestem taka zagubiona
nie wiem co robić
nie wiem nawet co myśleć
i tylko uczuć nie mogę zmienić
a chcę…
<melpomene>
nie mów że to koniec
bo sam zrobiłeś pierwszy krok
nie mów że to żart
przecież tyle przyrzekałeś
nie mów że nie czujesz
przecież Twoje serce
nie może być z kamienia…
<melpomene>
proszę wróć
bez Ciebie czuje się nikim
a może nawet mnie nie ma
przecież to co najważniejsze
w człowieku
zabrałeś ze sobą
bez serca nie mogę znów
pokochać…
<melpomene>
zobaczyłam dziś
twój cień na firance
zanim podbiegłam
odleciałeś
jak kolejny
skrzydlaty
czarny anioł…
<melpomene>
tyle słów
chciałabym ci powiedzieć
lecz ty każesz mi milczeć
moje usta nic nie mówią
za to serce krzyczy
woła
szeptem prosi
ty wiesz
a jednak czasem
wolisz patrzeć na mnie
jakbym była niemową…

czwartek, 21 sierpnia 2008

moje skrawki

co mam zrobić
byś był
blisko
porwij mnie
i już nigdy nie wypuszczaj
ze swoich ramion
chce w nich zasnąć
i być szczęśliwą
jak nigdy wcześniej
już do końca…
<melpomene>
leżysz obok mnie
jesteś tulisz mnie
całujesz mnie
wiem na pewno
jesteś tu
obok na mojej poduszce
czuję Cię pomimo że jesteś
tak bardzo daleko…
<melpomene>
przyjdź nasyć mnie swoimi słowami
nasyć dotykiem moje ciało
podaruj siebie
właśnie dziś…
<melpomene>
nadziejo moja
moja miłości
mój świcie w twoich ramionach
mój śnie
przyjdź ukołysz jak wczoraj
jak jutro
jak zawsze i nigdy…

no dobra

podnoszę się po wczorajszej chandrze
i łzach, otrzepuje piórka, zakładam
pancerz, wystawiam kolce
witam Cię mój dzisiejszy dniu…
P.S. Dziękuje Robercie za uśmiech
o  poranku :) a właściwie o dziki napad śmiechu
i poczucie satysfakcji… fajnie że jesteś…
i dobrze czasami nie dać się pokonać…
 hehe chyba polubię tą G… fajna jest… i miła…
robi prezenty… (dla niewtajemniczonych…
G… to postać z BF która atakuje mnie ciągle
na mojej zmianie opiekowania się kontem
i muszę uważać by mnie nie oskubała z kasy…
a ona ostatnio jeszcze mi zostawia pieniążki…)
morał z tego jaki? Nie atakować osoby które miały
wyjątkowo paskudny dzień!

środa, 20 sierpnia 2008

******

Za dużo łez dziś…
za dużo zmartwień
jak na mnie jedną
jak odnaleźć znów
stały ląd
jak znów zbudować mur
jak znów schować się
przed światem
i gdzie
tak mało
mi zostało moich miejsc
jak przetrwać noc
i nie zatopić się we złach…

(nie)napisany list (na pożegnanie)

wszystkie te nienapisane listy
wyśle Ci dziś na pożegnanie
tyle gorzkich słów we mnie
że aż wstyd
masz racje nie będzie
więcej oswajania nigdy już
i stolika w kawiarni
wcale nie na rogu
bo jak tam wejść
bez Ciebie?
nie będzie mostów
aż do nieba
nie będzie rosy na polanie
po której można boso
przejść aż do blasku słońca
za to będzie cisza potwornie
nie do zniesienia…

wtorek, 19 sierpnia 2008

melancholnik

” tam gdzie nie można kochać, tam trzeba mijać…
trzeba nauczyć się nie nienawidzić…”
Tylko tyle… bo zbyt dużo ludzi spowodowało dziś u mnie
niebezpieczne pieczenie oczu w okolicach tamy na łzy…
 P.S, czy ludzie zmawiają się ze sobą w kogo uderzają
by dowalić hurtem?

poniedziałek, 18 sierpnia 2008

A tak w ogóle…

wszystkiemu dziś na przekór i prawie wszystkim na złość… i tak KOCHAM CIĘ ŻYCIE bo tak!

Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
W każdą pogodę
potrafią dostrzec oczy moje młode
niebezpieczną twą urodę
Kocham cię życie
poznawać pragnę cię pragnę cię
pragnę cię w zachwycie
choć barwy ściemniasz
wierzę w światełko które rozprasza mrok
Wierzę w niezmienność
Nadziei nadziei
W światełko na mierzei
Co drogę wskaże we mgle
Nie zdradzi mnie
Nie opuści mnie
A ja szepnę skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Choć barwy ściemniasz
Choć tej wędrówki mi nie uprzyjemniasz
Choć się marnie odwzajemniasz
Kocham cię życie
Kiedy sen kończy się kończy się
kończy się o świcie
A ja się rzucam
Z nadzieją nową na budzący się dzień
Chcę spotkać w tym dniu
Człowieka co czuje jak ja
Chcę powierzyć mu
Powierzyć mu swój niepokój
Chcę w jego wzroku
Dojrzeć to światełko które sprawi
Że on powie jak ja- jak ja
Uparcie i skrycie
och życie kocham cię kocham cię
kocham cię nad życie
Jem jabłko winne
I myślę ech ty życie łez mych winne
Nie zamienię cię na inne
Kocham cię życie
Poznawać pragnę cię pragnę cię
Pragnę cię w zachwycie
I spotkać człowieka
Który tak życie kocha
I tak jak ja
Nadzieję ma…
sł. Wojciech Młynarski

Jakie piękne sa dziecięce pragnienia…

Podczas spaceru powrotnego do domu, rozmawiałyśmy z Anią na temat tego że każdy w życiu powinien coś robić dla innych… na zasadzie murarz buduje domy dla ludzi, piekarz piecze chleb…
w pewnym momencie zapytałam co ona chciałaby robić dla innych jak będzie już dorosła…
- Ja jak będę duża będę oddawać nadal swoje misie innym dzieciom w domach dziecka… odpowiedziało mi moje dziecko 

a kiedyś może na powitanie...

zarzucę Ci
ramiona na szyję
szepnę „dzień dobry szczęście”
ty podniesiesz mnie
jak piórko
jak mgłę
jak skrzydła anielskie
gotowe by wznieść się
wysoko
po radość rosy na łące
moja sukienka
zwiewna zielona
zatrzepoce na wietrze
w nadziei wdzięczności
w zatrzymanych skazówkach
zegara wieczności
wzniesie się w obrocie
opadnie
przystanie
zastygnie w pamięci
na zawsze
jak obraz
jak fotografia morza
jak motyl
który zasnął w bursztynie….

jestem...

„Prosiaczek wspiął się na paluszkach i szepnął:
- Puchatku…
- Tak Prosiaczku?
- Nic – rzekł Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę
- Chciałem się tylko upewnić czy jesteś…
- Jestem..
- Jesteś..”
<Kubuś Puchatek>

piątek, 15 sierpnia 2008

Nie ma mnie do niedzieli (conajmniej)

„A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść – spytał Krzyś ściskając misiową łapkę
- Co wtedy?
- Nic wielkiego – zapewnił go Puchatek – Posiedzę tu i na Ciebie poczekam.
Kiedy się kogoś kocha, to ten ktoś nigdy nie znika, tylko siedzi gdzieś i na Ciebie czeka”
<Kubuś Puchatek>

środa, 13 sierpnia 2008

Dziękuję

… za miłe słowa… i zagadkę
dla tajemniczej osoby
„po prostu ja”
i kto to może być?

PS

Ciekawe czemu moja córka interesuje się modliszkami… zupełnie nie mam pojęcia…

12/13.08.1961r.

podzielili na pół
miasto, ulice,
dom, rodzinę
podzielili
ich dwoje
ich życia
myśli duszę
serca
podzielili na dwoje
maleńką łzę
która spłynęła
z jej policzka
zanim jemu dane
ją było otrzeć
osuszyć
scałować…

wtorek, 12 sierpnia 2008

Bo z mężczyznami

Pragnę poinformować co poniektórych że nie życzę sobie nie traktowania
mnie poważnie tylko dlatego że jestem kobietą!
Rozmowa telefoniczna numer 1 (bardzo grzeczna) z panem
(bardzo sympatycznym zresztą)
z pomocy technicznej pewnej strony www która była mi dziś potrzebna w pracy…
Po bardzo treściwym i naprawdę konkretnym (jak na mnie)
przedstawieniu problemu usłyszałam od pana że wszystko powinno działać,
wytłumaczyłam (grzecznie) że nie może działać jak nie działa…
pan mnie spytał (bardzo grzecznie) czy może prosić do telefonu informatyka…
wytłumaczyłam że w tej chwili nie może… pan spytał czy w takim razie
może poprosić kogoś kompetentnego!!! bardzo grzecznie tracąc pomału
cierpliwość odparłam że jestem jedyną osobą w tej chwili pracującą w (mojej pracy)
która widziała tą stronę i miała determinacje by się do niej dostać…
ale oczywiście mogę poprosić kogoś innego… osoba którą poprosiłam do telefonu
przekazała temu miłemu panu dokładnie to co ja… a że była mężczyzną została
przez zaprzyjaźnionego pana zrozumiana… rady pana technicznego na nic się
jednak zdały… bo i tak nie działało… choć działać miało…
Rozmowa telefoniczna numer 2 (już mniej grzeczna z powodu wykonywania mojego
telefonu w tej samej sprawie średnio co 2 dni od 31 lipca) z równie sympatycznym
panem z pomocy technicznej zaprzyjaźnionej sieci telefonów stacjonarnych…
Pan po odebraniu telefonu zaraz załapał o jaką awarie mi chodzi i od razu zaznaczył
że oczywiście została usunięta… więc ja jak najbardziej grzecznie w tej sytuacji
kolejny raz wytłumaczyłam że absolutnie nie została usunięta…
ponieważ telefon jak nie działał tak nie działa… (znaczy linia może i działa
trzaski natomiast uniemożliwiają korzystanie z tegoż środka komunikacji)…
kolejny raz zostało mi obiecane bardzo dogłębne zajęcie się sprawą…
nie muszę chyba dodawać że z telefonu nadal nie daje się korzystać…
a internet od 2 dni (czarna zemsta sieci) rozłącza się średnio co 5 w porywach jak
śmignie co 10 minut… o ile w ogóle uda mi się wcisnąć do sieci…
I nie, wcale nie mam dziś żalu do mężczyzn… to nie prawda… i wcale mi nie przeszkadza
że dziś znów musiałam stać na ulubionej wysepce na przejściu całą wieczność bo wszyscy
się gdzieś śpieszyli… i nie przeszkadza mi wcale też że panowie od kaloryferów…
zmieniają je właśnie wtedy kiedy potrzebuje ciszy bo wszystkie dostępne sprzęty
i oprogramowania się psują kiedy potrzebuje ich użyć (czytaj ulubiona strona www… office… drukarka która notabene wg. informatyka działa…itd), i wcale mi nie przeszkadza że wszyscy
widzą kiedy wychodzę na zewnątrz bo panowie ocieplają blok naprzeciw pracy i muszę
wydłubywać białe kulki z włosów…
I wcale nie jest mi przykro że wszyscy wykupili książkę którą bardzo chciałam mieć… (założę się
że to mężowie wykupili cały nakład dla swoich żon) w księgarni której właścicielem
jest…. i tu werble oraz inne takie… tak, tak proszę państwa… mężczyzna!
Ale co by nie okazać się jędzą (a przynajmniej większą niż jestem w rzeczywistości)… i nie uogólniać:
Z powodu ostatnich nagan wzrokowych po tym jak wróciłam z Warszawy z 3 książkami
pomimo braku funduszy…(ale przecież nie mogłam przejść obok empiku nie wstępując tam… i to nic oczywiście że żeby tam dotrzeć musiałam przejść spory kawałek podziemiami i jeszcze drugie tyle ulicą) postanowiłam tym razem spróbować wykorzystać swój
kobiecy dar przekonywania… (oczywiście na moim osobistym głosie sumienia czyli R.)
przekonywanie właściwie polegało na powtarzaniu z coraz większą determinacją słów:
„po prostu muszę, muszę, muszę mieć tą książkę…” oraz obietnicy (miałam skrzyżowane nogi
palce i wszystko co się dało więc się nie liczy) że do gwiazdki już sobie żadnej książki nie kupie.
R. jakby nie patrzeć mężczyzna… wspaniałomyślnie powiedział że gwiazdkę zrobimy już teraz
i on mi ją (książkę) kupi (trochę przyznaje pomogłam mu wpaść na ten cudowny pomysł z przyśpieszeniem gwiazdki) i to przecież nie Jego wina że nakład się wyczerpał… choć przyznaje
że mógł mi wykręcić numer i wcześniej dać cynk kolegom by pośpieszyli do jedynej właściwie księgarni w mieście by wykupili tą wspaniałą książkę… zważywszy że ostatnio zwołał tym sposobem pół miasta na pocztę jak poszłam odebrać awizo… wiadomo mężczyzna…

poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Tatiana i Aleksander

” Oboje spłonęli i odrodzili się z popiołów rozpaczy jeszcze szczęśliwsi,
jeszcze bardziej namiętni. Oni, którzy ochrzcili się się kiedyś
w wodach Kamy, przeszli przez dolinę smutku, z ruin rozpaczy
wydobyli miłość, którą tam schowali i po długiej podróży nareszcie odnaleźli
drogę do domu.
Czuli się tak, jakby wędrowali przez pięćset lat,
cierpieli i opłakiwali bliskich, lecz również kochali,
bez chwili zwątpienia. Ich miłość była testamentem
i dowodem na istnienie Boga.
<Tatiana i Aleksander>

niedziela, 10 sierpnia 2008

Rozmowy damsko-męskie

Temat 1: Okres (przyznaje liczyłam na odrobinke współczucia)
Ja – No i cierpimy pół życia, znosząc ból co miesiąc i to wszystko po to by urodzić wam dziecko, prać, sprzątać, gotować…
On – no ale my za to musimy was całe życie wysłuchiwać…

Temat 2: Nick do gry
Ja – Załóż mi konto tam
On – No dobra ale jaki ma być nick?
Ja – Nie wiem a z czym ci się kojarzę?
On – (pytająco) z Gadułą?

Temat 3: Przejście przez pasy
Ja – Pamiętaj A. że nie wolno na rowerze przejeżdżać przez pasy trzeba go przeprowadzić…
 A. – no ale inni tak robią (nienawidzę takich argumentów)
On – To że ktoś tak robi to wcale nie znaczy że to jest dobrze (i tu popieram ale nie musiał już nic dodawać)… spójrz Twoja mama dużo gada, a to nie zawsze jest dobre…
(Jak by nie było rada poskutkowała… w drodze powrotnej nie trzeba było upominać mojej latorośli by zsiadła z roweru przy ulicy)

I jeszcze jedna właściwie dziewczyńsko-męska: temat zabawa w piaskownicy:
On – M. to nie piach na plaży (że niby nie ta sama jakość)
A. – No a mama kopie i kopie
On – bo ma nadzieje że się do morza dokopie!

piątek, 8 sierpnia 2008

Niespodziewana awaria systemu, której można się było spodziewać…

Boli… boli… boli
moje ciało znów ma problemy techniczne
przepraszamy za usterki
jednak….
reklamacji nie przyjmujemy
jak wszystko i ten problem
ma jednakże drugą stronę medalu
przez całe popołudnie
zawijam się w kocyk
wchłaniam słowa i…
popijam kawą…
(pozbawiona głosu rozsądku…
który najprawdopodobniej już śpi
w łóżeczku i nakazałby mi uczynić
to samo i nie pić tyle kawy!)
ale ja po prostu MUSZĘ się dowiedzieć
co będzie dalej… na następnej stronie
i jeszcze następnej…
a kawe po prostu lubie
poza tym wciąż nie mogę nadrobić braku czytania
podczas naszego wyczerpującego
pobytu nad morzem :)
tak więc to nie moja wina…
P.S. Słowa które pochłaniam zostały napisane przez Paulline Simsons w „Tatianie i Aleksandrze” (Idealna książka na samotny wieczór, ogrzany kocykiem, może troche mniej jak ma się poziom dobrego nastoju na minusie i bliżej nie zlokalizowanego szkodnika bóla pożerającego ciało ale i tak polecam)

czwartek, 7 sierpnia 2008

Oficjalny komunikat

Oficjalny wynik dzisiejszego meczu
kung-fu kontra ninja:
3:1
do przerwy wygrywałam 2:1
po przerwie jakimś cudem
fung-fu wysunęła się na prowadzenie  hehe
niezłych „cudów” matematycznych
uczą widać  szkole…
wakacyjnie zadowolone pozdrawiamy szkołe :)
i no cóż gratuluje wygranej

środa, 6 sierpnia 2008

Troche mojej twórczości z tamtego czasu który już nie boli…

daj mi skrzydła
Aniele ty mój
bym mogła
stąpać po niebie
u Twego boku
daj nadzieję
bym mogła wzlecieć
w ramiona
Twojej rozkoszy….
ktoś zapukał do drzwi
pobiegłam otworzyć
pomyślałam że przyszedłeś
ukoić mój ból
ale to tylko samotność
przypomniała o swoim istnieniu…
po szybie jak po poliku
spływa łza
cierpienia
w sercu zadra
i uczucie
niespełnionej miłości
jakiś brak
jakaś pustka
marzenia i sny
które już nigdy się nie spełnią…
zabierz mnie
w to magiczne miejsce
pomiędzy twoimi ramionami
gdzie deszcz zamieni się w słońce
smutek w żal
w radość i śmiech
zabierz mnie
tak bardzo tego
dziś pragne…

wtorek, 5 sierpnia 2008

wieści z linii frontu

Dnia dzisiejszego Pan X powszechnie znany w naszej pracy jako ten trzeźwy inaczej, ze skłonnościami do sępienia złotówek a także resztek papierosów zaskoczył mnie niesamowicie. Podchodząc do mniej znanego Pana Y, nadal w ręku trzymając konsumowaną wcześniej na murku kanapkę zapytał czy zostanie poczęstowany papierosem. Po otrzymaniu potwierdzenia zaproponował podzielenie się kanapką, z której tak na marginesie wiele nie zostało. I niech ktoś mi powie że ludzie nie potrafią się dzielić!!! I nie żaden handel wymienny, łapówka bądź jeszcze co zupełnie innego. Czysta chęć podzielenia się z wdzięczności, z porywu chwili… Ludzie dzielący się czymkolwiek – pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Widać każdy z nas potrafi dać kawałek od siebie. <Melpomene>
P.S. Powstał PLAN NAPADU NA KALAFIORA… ale został „odcięty” przez cenzurę. Moja Cenzuro ściskam Cie i całuje mimo to…  hehe 
P.S. 2. Strasznie zimno się zrobiło…  buuu zmarzły mi stopy…. gdzie jesteś mój prywatny ogrzewaczu stópków???

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

jest (zaległe)

jest już
jest
jest
jest
moje słońce
moja radość
moje szczęście
niebo
woda
są maleńkie rączki
tulące o świcie

radości małe
i wielkie
jest moje życie
jest wszystko

P.S. witaj w domu

Warszawa dziś

tysiące kolorów obok mnie
tysiące głosów
jak echa rozbrzmiewających
w moich uszach
tysiące ludzi
samochodów
tramwajów
zapachów
i nagła cisza
wspomnień
tych sierpniowych dni
tych ludzi
tej wiary w wolność
za tą wolność dziękuję…

sobota, 2 sierpnia 2008

Tomasz Jastrun

„Dotknąłem
Pękniętą wargą
Jej ust
I nic się nie stało
Nie uderzyła mnie w twarz
Jej oczy nie zmieniły koloru
Tylko brwi
Uniosły się jak skrzydła ptaka
Który nie wie
Zostać
Czy odlecieć”
P.S. Dotknij mnie, dotknij ale tak bym przypadkiem tego nie poczuła….

piątek, 1 sierpnia 2008

Agnieszka Osiecka

„Ten kamień
który w sercu noszę
pozostaw mi panie
nie daj by czas
jak lekarz morderca
spłynął
na moje posłanie
i… kamień z serca”