wtorek, 12 sierpnia 2008

Bo z mężczyznami

Pragnę poinformować co poniektórych że nie życzę sobie nie traktowania
mnie poważnie tylko dlatego że jestem kobietą!
Rozmowa telefoniczna numer 1 (bardzo grzeczna) z panem
(bardzo sympatycznym zresztą)
z pomocy technicznej pewnej strony www która była mi dziś potrzebna w pracy…
Po bardzo treściwym i naprawdę konkretnym (jak na mnie)
przedstawieniu problemu usłyszałam od pana że wszystko powinno działać,
wytłumaczyłam (grzecznie) że nie może działać jak nie działa…
pan mnie spytał (bardzo grzecznie) czy może prosić do telefonu informatyka…
wytłumaczyłam że w tej chwili nie może… pan spytał czy w takim razie
może poprosić kogoś kompetentnego!!! bardzo grzecznie tracąc pomału
cierpliwość odparłam że jestem jedyną osobą w tej chwili pracującą w (mojej pracy)
która widziała tą stronę i miała determinacje by się do niej dostać…
ale oczywiście mogę poprosić kogoś innego… osoba którą poprosiłam do telefonu
przekazała temu miłemu panu dokładnie to co ja… a że była mężczyzną została
przez zaprzyjaźnionego pana zrozumiana… rady pana technicznego na nic się
jednak zdały… bo i tak nie działało… choć działać miało…
Rozmowa telefoniczna numer 2 (już mniej grzeczna z powodu wykonywania mojego
telefonu w tej samej sprawie średnio co 2 dni od 31 lipca) z równie sympatycznym
panem z pomocy technicznej zaprzyjaźnionej sieci telefonów stacjonarnych…
Pan po odebraniu telefonu zaraz załapał o jaką awarie mi chodzi i od razu zaznaczył
że oczywiście została usunięta… więc ja jak najbardziej grzecznie w tej sytuacji
kolejny raz wytłumaczyłam że absolutnie nie została usunięta…
ponieważ telefon jak nie działał tak nie działa… (znaczy linia może i działa
trzaski natomiast uniemożliwiają korzystanie z tegoż środka komunikacji)…
kolejny raz zostało mi obiecane bardzo dogłębne zajęcie się sprawą…
nie muszę chyba dodawać że z telefonu nadal nie daje się korzystać…
a internet od 2 dni (czarna zemsta sieci) rozłącza się średnio co 5 w porywach jak
śmignie co 10 minut… o ile w ogóle uda mi się wcisnąć do sieci…
I nie, wcale nie mam dziś żalu do mężczyzn… to nie prawda… i wcale mi nie przeszkadza
że dziś znów musiałam stać na ulubionej wysepce na przejściu całą wieczność bo wszyscy
się gdzieś śpieszyli… i nie przeszkadza mi wcale też że panowie od kaloryferów…
zmieniają je właśnie wtedy kiedy potrzebuje ciszy bo wszystkie dostępne sprzęty
i oprogramowania się psują kiedy potrzebuje ich użyć (czytaj ulubiona strona www… office… drukarka która notabene wg. informatyka działa…itd), i wcale mi nie przeszkadza że wszyscy
widzą kiedy wychodzę na zewnątrz bo panowie ocieplają blok naprzeciw pracy i muszę
wydłubywać białe kulki z włosów…
I wcale nie jest mi przykro że wszyscy wykupili książkę którą bardzo chciałam mieć… (założę się
że to mężowie wykupili cały nakład dla swoich żon) w księgarni której właścicielem
jest…. i tu werble oraz inne takie… tak, tak proszę państwa… mężczyzna!
Ale co by nie okazać się jędzą (a przynajmniej większą niż jestem w rzeczywistości)… i nie uogólniać:
Z powodu ostatnich nagan wzrokowych po tym jak wróciłam z Warszawy z 3 książkami
pomimo braku funduszy…(ale przecież nie mogłam przejść obok empiku nie wstępując tam… i to nic oczywiście że żeby tam dotrzeć musiałam przejść spory kawałek podziemiami i jeszcze drugie tyle ulicą) postanowiłam tym razem spróbować wykorzystać swój
kobiecy dar przekonywania… (oczywiście na moim osobistym głosie sumienia czyli R.)
przekonywanie właściwie polegało na powtarzaniu z coraz większą determinacją słów:
„po prostu muszę, muszę, muszę mieć tą książkę…” oraz obietnicy (miałam skrzyżowane nogi
palce i wszystko co się dało więc się nie liczy) że do gwiazdki już sobie żadnej książki nie kupie.
R. jakby nie patrzeć mężczyzna… wspaniałomyślnie powiedział że gwiazdkę zrobimy już teraz
i on mi ją (książkę) kupi (trochę przyznaje pomogłam mu wpaść na ten cudowny pomysł z przyśpieszeniem gwiazdki) i to przecież nie Jego wina że nakład się wyczerpał… choć przyznaje
że mógł mi wykręcić numer i wcześniej dać cynk kolegom by pośpieszyli do jedynej właściwie księgarni w mieście by wykupili tą wspaniałą książkę… zważywszy że ostatnio zwołał tym sposobem pół miasta na pocztę jak poszłam odebrać awizo… wiadomo mężczyzna…