niedziela, 14 września 2008

wyrwane z kontekstu albo bez kontekstu….

rozmawia (jeszcze nie 8 letnia) moja córcia Anna
z (jeszcze nie 6 letnim) moim bratankiem Mateuszem
(obydwa osobniki mają urodziny w październiku)
Anna (grając w sieci w Mario):
- ojej jak gram to aż mi się przypomina moje dzieciństwo…
fajnie było, tęsknie za tym a Ty Mateusz??
Mateusz (z sentymentalnie rozmarzonym głosem):
- ja też tęsknie… ale cóż jest czas dzieciństwa i czas dorosłości…
Jeju jak ten czas szybko leci i nawet dzieci tak szybko się starzeją  buuu
rozmawia Nika czyli ja (nie napisze ile mam lat) ze swoim narzeczonym
czyli Robertem…
Ja: wiesz kupiłeś mi tą czekoladę a oni (Ania z Mateuszem – przypis autora)
mi ją zjedli (chlipu chlip)
Robert: no bo zbierasz te czekolady… (to fakt czekolady, i alkohol odkładam na czarną godzinę do szafek…bo nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać) na święta już zbierasz czy co??
Ja: nie odkładam na czarną godzinę i właśnie teraz nadeszła…. bardzo smutny
Robert: przecież masz jeszcze w szafce…
I to właśnie współcześni mężczyźni nazywają wsparciem moralnym…. hehehe , jak tu wytłumaczyć tej drugiej połowie że tamta czekolada jest inna, poza tym oczekiwałam czegoś w stylu: „przykro mi kochanie jutro Ci kupie drugą…” i tu następuje przytulas, cmok itp. itd…. w końcu sama im tą czekoladę dałam :)… nic to trzeba będzie jeszcze nad tym popracować…
P.s. Napisze co by Robert mi notki nie wykasował…. dostałam potem upragnione banany… i nie takie tam jakieś zwykłe, to były banany chiquita!!!
dobre były :) i nie omieszkałam spałaszować ich z czekoladowym budyniem :)