sobota, 11 października 2008

AAAAAAAAA!!!!!!!!!!!

Kto wymyśla śluby o godzinie 15.00 w dodatku 50 kilometrów od miejsca mojego zamieszkania?? Oczywiście jak to u mnie wszystko na ostatnią chwilę… nie ma przy mnie Mojego Lwa który na pewno by mi powiedział „Słoneczko ogarnij się” a ja ze skruchą bym posłuchała. Naprawdę. A tak nie mam motywacji, jestem w proszku i wszystko się rozpada! Latam po mieszkaniu jak w jakimś dreszczowcu w dodatku w niekompletnym ubraniu, lakier do paznokci nie wysycha choć napisali że wysycha i to szybko. Dlaczego ja zawsze wierze w to co napisali? Szczególnie jak kłamią?? Włosy wywijają się w drugą stronę… w dodatku moja córka z bratankiem uparli się by „posprzątać” mój porządek. No cóż udało im się… przynajmniej im… wszystko leci mi z rąk… a mojej mamie w dodatku ciągle przypomina się że coś zapomniała kupić i latam do sklepu naprzeciwko w celach zakupu a to z jedną pomalowaną dłonią a to z drugą… są tam już na bieżąco w moich postępach „uszykowania się” znając moje zezowate szczęście tusz też mi się rozleje albo inne ustrojstwo. Ja się tylko zastanawiam… jak niektóre kobiety to robią że np. nerwowo wytrzymają by się malować 2 godziny, i szykować około 6? Wykopyrtłabym na zawał jakiś! AAAAAAAA!!!!!! A to wszystko przez Roberta! Wychował mnie sobie Lwi Dranik jeden no! Normalnie faceci czekają na swoje kobiety 2 godziny bo te szykują się, a oN przyjedzie po mnie o 13.00 i mam być gotowa! Co naprawdę nie jest łatwe uwzględniając fakt posiadania w domu uroczej ośmiolatki, która co pięć minut przypomina sobie o ważnych rzeczach do wykonania na już! Która od 7.00 łzi za mną ze swoimi końmi podtykając je pod moje nogi, w rezultacie czego cięgle się o nie potykam. I która nawyciągała wszystkie moje buty w celach mierzenia i pozostawiła je w różnych częściach mieszkania. Ale on gotowy mnie nie zabrać, albo znaganić wzrokowo… Dobra tylko spokój może mnie uratować, napije się kawki, (udało mi się ją odratować zanim wylała ją córka) i dalej do boju, w końcu i tak jestem piękna…!