niedziela, 19 października 2008

Spisywane poza domem – 19.10.08 Warszawa i dom :)

Jeśli ktoś potrzebuje dobrej, mocnej kawy polecam kawiarenkę w budynku mojej uczelni :) jeśli ktoś chce adres to mnie znajdzie :). Z totalnego znużenia, zmęczenia i niedospania które najmocniej ujawniło się czwartego dnia pobytu w tej głośnej stolicy, ciągłymi dojazdami i czterema dniami jakby nie było wchłaniania wiedzy po wypiciu jednej filiżanki pobudziłam się normalnie jak wiewiórki od Alvina… :) w pewnym momencie miałam wrażenie że jak nie poskacze chociaż to zwariuje :) Fakt że kawa wcale nie podniosła mojego poziomu intelektualnego który spadał na łeb i na szyję z każdą minutą czego przykładem była moja rozmowa telefoniczna z kolegą, który miał mnie odebrać ze szkoły:
- Damian: gdzie jesteś?
- Ja: w sali
- D: której?
- J: nie wiem…
- D: a na którym piętrze?
- J: nie wiem, ostatnio byłam na 10 :)
- D: a co miałaś teraz?
- J: yyyyy chyba organizacje i zarządzanie…
- D: to czekaj przed salą zaraz tam będę :)
I w taki oto sposób się znaleźliśmy :)
I wróciliśmy do domu, cali i zdrowi… mój Lew (Narzeczony) oczywiście nie omieszkał mi zrobić wykładu że mamy jechać wolno (jakby o godzinie 18.30 dało się jechać szybko przez Warszawę) i spokojnie i nie szaleć i w ogóle chyba nie oddychać :). Ale to bardzo miłe jak ktoś się o mnie martwi :) I jak patrzy mi pod nogi (bo ja zawsze nie patrze i każda kałuża moja! albo i co gorszego :)) i pilnuje bym się ciepło ubierała :) przydało się to w weekendowe zimne ranki… szczególnie o 4.40 :)
A w domu… swojsko, łóżko moje i podusia i kołderka i moja Ania z mięciutkimi ramionkami :) Uwielbiam powroty do domu!