czwartek, 6 listopada 2008

prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie

Proste. Banalne. Oklepane. Prawdziwe. Dopiero w kryzysowej sytuacji dowiadujemy się kto nam pomoże. Godzina przedpołudniowa dostaje telefon ze szkoły że mam odebrać córkę bo miała wypadek i trzeba ją zawieść do szpitala… jeszcze nie zdążyłam się dobrze zorganizować, zwolnić z pracy itd. jak kolega z pokoju zgodził się zawieść mnie do szkoły a potem do szpitala, zaproponował że jakby co pomoże znieść córkę do samochodu i jakby co zaczeka pod szpitalem. To cudowne jak ludzie potrafią nas zaskakiwać taką nieinteresowną dobrocią :)
P.s. Jak pisała Szymborska… znamy się na tyle na ile nas sprawdzono… jak miałam się wypisać zapomniałam po prostu jak się nazywam… stałam nad listą wyjść w panice, z czarną dziurą w głowie… stałam i próbowałam sobie przypomnieć jak mam na nazwisko, dopiero koleżanka mi powiedziała… kiedyś był moment w moim życiu że modliłam się o święty dar zapomnienia… dziś chce pamiętać wszystko, jakim to wszystko by nie było… nie chce więcej czarnych, przerażających dziur mojego umysłu… po prostu nie chce…