czwartek, 30 kwietnia 2009

przypomniane, oglądane, polecam

Elegia – Za magię nawet czasem ulotną
Świetna Penelope Cruz
Świetny Ben Kingsley
Ekranizacja znanej i kontrowersyjnej powieści Philipa Rotha „Konające Zwierzę”. Historia namiętnego związku znanego krytyka teatralnego (BenKingsley) oraz pięknej studentki (Penelope Cruz), który z pełnej erotyzmu fascynacji przeradza się w niebezpieczną miłość. Opowieść o pięknie, które potrafi zaślepić i o zazdrości, która  potrafi zniszczyć.
 
Kobiety – za morał
Opowieść koncentruje się na grupie plotkarskich kobiet z wyższych sfer,które spędzają całe dnie w salonie piękności, uganiając sie za pokazami mody.
Urocza, szczęśliwie zamężna Mary Haines odkrywa, że jej małżeństwo staje pod znakiem zapytania, kiedy dziewczyna ze sklepu -Crystal Allen zaczyna wdzięczyć się do jej męża. Oczywiście, jej sytuacja od razu staje się głównym tematem rozmów wśród złośliwych przyjaciółek Mary, szczególnie dla
głównej łowczyni sensacji SylviFowler, która w pociągu do Reno sama złapie się na tym, że też grozi jej rozwód, zaraz po Mary. Ale dzięki śmiałości i odwadze, Mary postanawia odbić swojego mężczyznę z sideł Crystal.
 
zdjęcia i opisy – oczywiście filmweeb

środa, 29 kwietnia 2009

prorok

„podążaj za miłością, kiedy Cię wzywa
chociaż jej drogi trudne są i strome
a gdy obejmie Cię skrzydłami – ulegnij
nawet gdyby miał Cię zranić miecz ukryty
gdy miłość mówi do Ciebie miej wiarę
choćby ten głos miał rozbić Twoje sny jak wiatr
północny co pustoszy ogrody”

wtorek, 28 kwietnia 2009

nie możesz...

dotknąć moich myśli
zbadać, odmierzyć
odważyć na szali
codzienności
nie możesz
otworzyć mojej głowy
jak książki
i czytać
i poznawać
możemy udawać że wszystko
jest takie jakie było
możemy udawać że wszystko
będzie takie jak być ma
ale świat płynie
czas odmierza swoje cykanie
zegara
po zawsze
po nigdzie
po kiedyś

czwartek, 23 kwietnia 2009

***********

Nie mam w sobie słów
zabrakło ich…

http://michalszpila.pl/

odszedłeś zbyt wcześnie, odszedłeś zbyt szybko,
pozostawiłeś uśmiech w pamięci…
za Tobą już cały ból…
z za obłoków wysuń tylko jeszcze dłoń,
otrzyj bliskim łzy,
daj odwagę by mogli łatwiej poradzić sobie
bez Twoich oczu
witających z nadzieją i miłością kolejne dni

środa, 22 kwietnia 2009

Mój Kraków bez Ciebie… (spisywane w zeszycie)

Do Krakowa odprowadził mnie księżyc
jak wielki uśmiech kota z Alicji w Krainie Czarów
byłam świadkiem jak rodził się dzień
nieznany, piękny, niezapomniany
wszystko wokoło było przesiąknięte
zapachem świeżości poranka
jego obietnicami…
w takich sytuacjach człowiek
od razu kocha życie
no chyba że zrywa się o 3 nad ranem
częściej niż raz do roku…
 w słuchawkach, cicho koiła Budka Suflera
pobudzając spokojem zmysły
dając nadzieję, na więcej…
a potem już tylko…
mój zachwyt
mój Kraków
mój, mój, mój
moja dusza
moja niema poezja
tam nawet nie trzeba pisać
tam cały człowiek jest poezją
jego słowa, jego myśli
jego dotyk
wszystko tam żyje, oddycha
zupełnie inaczej
człowiek jedzie pociągiem kilka godzin
a już na dworcu głównym jak wysiada
to zupełnie inny świat,
inna historia
bezsenne noce
zmęczone poranki
i ciągły głód
bo chciało się więcej…
i to niebo cudownie błękitne
nieograniczone
i te wszystkie miejsca
w których nie dało się być
i te wszystkie pobudzone zmysły
i te wszystkie myśli
których nigdy nie opowiem
bo jak opowiedzieć
swój niemy krzyk
by tam pozostać już na zawsze
w tym mieście
w tym hotelu
w pokoju który trzeba wypełniać sobą
swoimi zachwytami
swoimi marzeniami
nadziejami, obietnicami
swoim wszystkim
Rynek, Wawel…
ach spędzić tam jeszcze kilka chwil
wylegując się na słońcu
wtulając się w Twoje ramiona
pozwolić im się opleść
i milczeć o tym wszystkim
o czym nie da się na głos opowiedzieć
i oddać się w zupełności chwili
zapominając o tym
o czym nie wolno zapomnieć
ale może kiedyś
wciąż mam nadzieję…

czwartek, 16 kwietnia 2009

a ja...

znów ubrałam swoją nadzieję
w zielone skrzydełka
głowę ozdobiłam wiankiem
ze stokrotek
bratków
fiołków
konwalii
a ja…
znów rozkochanymi oczami
pokolorowałam świat
po prostu
….

na przekór wszystkiemu…

Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty x4
Dni mijały coraz dłuższe, coraz cieplej było u mnie
Coraz lżejsze miała suknie, lekko płynął wiosny strumień
Wreszcie nocy raz czerwcowej zobaczyłem ja jak śpi
Bez niczego. Zrozumiałem lato, ech ze ty
Lato, lato, lato, ech ze ty
Lato, lato, lato, ech ze ty x4
(…)
Wiosna, Ach to Ty
Marek Grechuta

wtorek, 14 kwietnia 2009

przywołany (nie bez powodu) z pamięci…

      Chociaż raz
      warto umrzeć z miłości.
      Chociaż raz.A to choćby po to,
      żeby się później chwalić znajomym,
      że to bywa.
      Że to jest.
      … Umrzeć.
      Leżeć w cmentarzu czyjejś szuflady
      obok innych nieboszczyków listów
      i nieboszczek pamiątek
      i cierpieć…
      Cierpieć tak bosko
      i z takim patosem,
      jakby się było Toscą
      lub Witosem.
      … I nie mieć już żadnych spraw
      i do nikogo złości.
      I tylko błagać Boga, by choć raz,
      choć jeszcze jeden raz
      umrzeć z miłości.
      Agnieszka Osiecka
      Umrzeć z miłości

poniedziałek, 13 kwietnia 2009