środa, 22 kwietnia 2009

Mój Kraków bez Ciebie… (spisywane w zeszycie)

Do Krakowa odprowadził mnie księżyc
jak wielki uśmiech kota z Alicji w Krainie Czarów
byłam świadkiem jak rodził się dzień
nieznany, piękny, niezapomniany
wszystko wokoło było przesiąknięte
zapachem świeżości poranka
jego obietnicami…
w takich sytuacjach człowiek
od razu kocha życie
no chyba że zrywa się o 3 nad ranem
częściej niż raz do roku…
 w słuchawkach, cicho koiła Budka Suflera
pobudzając spokojem zmysły
dając nadzieję, na więcej…
a potem już tylko…
mój zachwyt
mój Kraków
mój, mój, mój
moja dusza
moja niema poezja
tam nawet nie trzeba pisać
tam cały człowiek jest poezją
jego słowa, jego myśli
jego dotyk
wszystko tam żyje, oddycha
zupełnie inaczej
człowiek jedzie pociągiem kilka godzin
a już na dworcu głównym jak wysiada
to zupełnie inny świat,
inna historia
bezsenne noce
zmęczone poranki
i ciągły głód
bo chciało się więcej…
i to niebo cudownie błękitne
nieograniczone
i te wszystkie miejsca
w których nie dało się być
i te wszystkie pobudzone zmysły
i te wszystkie myśli
których nigdy nie opowiem
bo jak opowiedzieć
swój niemy krzyk
by tam pozostać już na zawsze
w tym mieście
w tym hotelu
w pokoju który trzeba wypełniać sobą
swoimi zachwytami
swoimi marzeniami
nadziejami, obietnicami
swoim wszystkim
Rynek, Wawel…
ach spędzić tam jeszcze kilka chwil
wylegując się na słońcu
wtulając się w Twoje ramiona
pozwolić im się opleść
i milczeć o tym wszystkim
o czym nie da się na głos opowiedzieć
i oddać się w zupełności chwili
zapominając o tym
o czym nie wolno zapomnieć
ale może kiedyś
wciąż mam nadzieję…