wtorek, 24 listopada 2009

Miłość w czasach zarazy

„Florentino Ariza wysłuchał go bez zmrużenia powiek.
Następnie spojrzał przez okno na pełny okrąg róży wiatrów,
przejrzysty horyzont, bezchmurne grudniowe niebo,
wody żeglowne aż po kres i powiedział:
- Płyńmy prosto, prosto i prosto, jeszcze raz do La Dorada.
Fermina Daza zadrżała, bo rozpoznała dawny,
nawiedzony głos z łaski Ducha Świętego
i popatrzyła na kapitana: on był przeznaczeniem.
Ale kapitan nie widział jej, gdyż poczuł się
unicestwiony straszliwą siłą natchnienia Florentina Arizy.
- Mówi pan serio? – zapytał.
- Od urodzenia – odparł Florentno Ariza
- nie powiedziałem niczego, co nie byłoby na serio.
Kapitan spojrzał na Ferminę Dazę i dostrzegł na jej rzęsach
pierwszy blask zimowego szronu.
Następnie popatrzył na Florentina Arizę,
jego niezłomne opanowanie, nieustraszoną miłość
i poraziło go spóźnione podejrzenie,
że to nie śmierć, ale właśnie życie nie ma granic.
- A jak pa myśli, jak długo możemy pływać w to cholerne
tam i z powrotem? – zapytał.
Florentino miał przygotowaną odpowiedź
od pięćdziesięciu trzech lat,
siedmiu miesięcy
i jedenastu dni, łącznie z nocami.
- Przez całe życie – powiedział."