wtorek, 5 stycznia 2010

Jonathan Carroll

„W dniu jej wyjazdu celowo nie zapytał, o której odlatuje samolot, bo chciał ją sobie wyobrażać przez cały dzień w mieście, ciągle obok siebie. Nie w samolocie lecącym w południe czy o innej porze dnia, nie w długiej białej smudze sunącej na północ, którą zauważasz przypadkiem na niebie, uniówszy głowę. Gry, w które gramy sami z sobą, aby nadać życiu kształt zgodny z naszymi życzeniami. Niekończące się wysiłki, aby naciągać życie do naszej krzywej, zamiast – jak to się zawsze dzieje – ugiąć się przed krzywizną życia. „