piątek, 29 października 2010

np. zakazane listy…

Cóż za spotkanie to było faktycznie…
Cóż za spojrzenia…
Cóż za milczenia wyszeptywane wcale nie w uszy
do tego przeznaczone…
Cóż za noc która wcale nie pożegnała świtem
świt nadszedł zbyt szybko
po prostu i nieodwracalnie
zupełnie bezwzględnie
bezczelnie wręcz
i ile goryczy przyniósł nam wtedy ten świt
a dziś? Czy dziś nasze świty ranią Cię jeszcze
zbyt bolesnym powrotem do braku złudzeń
które nadal tak bardzo kochamy??
Całuje Cię zanim jeszcze noc przyjdzie
deszczowa ja…
byłem dziś obok Twojego domu Maleńka,
tak nieprzyzwoicie blisko
patrzyłem w Wasze okna
zastanawiałem się kipiący zazdrością
co się dzieje za ścianami których nie sposób przeniknąć
zastanawiałem się jak dziś wyglądasz jak pachniesz
jak związałaś dziś włosy
jakiego koloru masz sukienkę
bieliznę
zastanawiałem się czy śmiejesz się tak promiennie
tak jak lubię, czy błyszczą Ci oczy
które tak kocham
kiedy znów mnie odwiedzisz Maleńka?
kiedy będę mógł wziąć Cię za rękę
poprowadzić na łąkę
ukryć choć na chwilę przed całym światem
schować w ramionach
tak bezczelnie niczyich bez Ciebie?
Twój samotny On
tak blisko nam do siebie,
tak daleko
to nie mogło się zdarzyć
a jednak
dwoje ludzi nie dla siebie
a z sobą
dwoje ludzi
zagubionych, szczęśliwie, nieszczęśliwych
bliskich choć obcych
gdzie kończymy się my Kochany
gdzie zaczynamy
przyjdź do mnie
ukołysz pozwól zapomnieć
Twoja Ona
a opowieść niech żyje, niech rozkwita,
niech pobudza wyobraźnię…niech trwa..
niech się kończy i zaczyna na nowo…
niech nie stwarza zagrożenia…
i będzie tak po prostu, nieprzyzwoicie obok gdzieś…
na wyciągnięcie ręki (…)
Ona
„W tej chwili brak mi już tajemnicy niepotrzebnych ubrań,
niewiele zostało na mnie do uwalniania…
bezwstydnie nie chce mi się niczego ukrywać…
chować, wprost przeciwnie,
odczuwam potrzebę nieukrywania tego co moje…
i nie będę usychać chce kwitnąć…
chce zakwitnąć w Twojej opowieści, w Twoich dłoniach…
chce zakwitnąć i stać się nieprzyzwoicie,
bezczelnie realną wśród tajemnicy Twego świata…
chce schnąć wśród pocałunków,wśród pieszczot,
niemego i bez oddechowego pożądania…
chce rodzić się jak poranek w Twoim spojrzeniu
pełnym wiedzy o moich pragnieniach…
pełnym wiedzy do czego to wszystko zmierza…
a czego ziścić niemożna…”
Tak do mnie pisałaś wtedy kiedy jeszcze wierzyliśmy
że możemy zakwitnąć nie więdnąc najpierw
Całuje Cię
spokojnej nocy gdziekolwiek teraz jesteś
Twój On.
P.s. Niecierpliwie czekam Twojego powrotu