czwartek, 30 grudnia 2010

spójrz

spójrz na mnie choć raz
spójrz zobacz jestem tu
i czekam żebyś odkrył
że można mnie pokochać
spójrz z ciekawością
oswój mnie
zobacz to wcale nie takie trudne

środa, 29 grudnia 2010

czas lilii

po przeciwnych stronach
stołu siedzimy
nie patrząc na siebie
nawzajem
bo za daleko
bo między nami
ona i on
bo między nami
przepaść ogromna
po przeciwnych stronach stołu
nasze domy
światy
ogrody myśli
po przeciwnych tronach
nasze miejsca w pościelach
pomiędzy nami
przepaść nie do przebycia
pomiędzy nami raj
przez który będziemy przegrani


mój grzech
znam tylko ja
i pamiętnik mój
my dwoje
jeden grzech
tak chyba łatwiej
któż to wie
jak długo
uda nam się
tę grę
prowadzić
dalej przez życie
któż to wie
ile trwać może
ta tragifarsa
moich ‚prawd”

poniedziałek, 27 grudnia 2010

mów do mnie ciągle

nie kończ zdania
tak nagle
nie milknij zbyt szybko
mów do mnie proszę
chcę cię słuchać nadal
chcę cię słuchać ciągle
opowiadaj miły
jak minął ci dzień
i czy hojny był w uśmiechy
w przyśpieszone
bicia serca
opowiadaj o zbyt długich
kolejkach
przy budce z gazetami
i o czerwonych światłach
na twej drodze
opowiedz
o tej nieżyczliwej pani
w księgarni
i o psie
którego mijałeś po drodze
o telefonie którego nie mogłeś
odebrać na zebraniu
nie kończ zdania
tak nagle
tak bardzo lubię
gdy jestem
z tobą
tam w trakcie dnia

sobota, 25 grudnia 2010

samotnie

nie było cię wczoraj
a u mnie pod poduszką
schowany przed światem
leży ten biały opłatek
symbol niewinności
symbol mojej
rozczarowanej naiwności

czwartek, 23 grudnia 2010

czas lilii

stoisz tam
samotny
choć nie sam
ona nerwowo zerka
w twoją stronę
ty poprawiasz krawat
zeszłoroczny prezent
świąteczny obrazek
w domu czeka choinka
i zapach siana
pod obrusem
i twe życzenia w mej głowie
że może w tym roku
uda się inaczej
i tylko twoja dłoń
na moim karku
poparzonym przysięgą małżeńską
zaklętą w małej obrączce
na twoim palcu
wesołych świąt

środa, 22 grudnia 2010

po kłutni

znów pozwoliłam Ci odejść
jeszcze raz
tak bez słowa
znów pozwoliłam Ci
zabrać samą siebie
pozostając tylko cieniem
na ścianie naszego
niezamieszkanego domu
….

wtorek, 21 grudnia 2010

ze starych zeszytów

znów budzi mnie
świadomość jej łez
dręczy sumienie
a jednak jutro
gdy przyjdziesz
znów zrobię to samo
znów zapomnę
o tym co poza
czterema ścianami
mojego pokoju
czuje to wina
moja
jej
twoja
nas wszystkich


twoje oczy
czterdziestolatka
po przejściach
a jednak wciąż
błyszczące
niczym u nastolatka
którym już dawno nie jesteś
twoja twarz
ostro zarysowana
choć taka niewinna
trzydniowy zarost
który potem
zostawi ślady
na moich piersiach
i blizna na czole
twój zapach
zbyt bezczelnie
mieszający się z moim
znów twoja żona
będzie musiała pytać
gdzie byłeś
znów twoje dzieci
nie usną bez bajki
na dobranoc


mówisz nie kocham już jej
mówisz pragnę być przy tobie
mówisz z nią nic już mnie nie łączy
tylko dzieci
to dla nich nie rozwiedliśmy się

a jednak co noc
wracasz
kładziesz się obok niej
opowiadasz jakieś kłamstwo
obmyślone po drodze
całujesz na dobranoc
w ten sposób oszukujesz
nas obie


znów zostawiłeś u mnie swój szalik
ten czarny jedwabny
co dostałej od żony na urodziny
znów skłamiesz
że zapomniałeś go z pracy
i znów jutro
przyjdziesz zmieszany
bo przecież to nie ten dzień
bo to nie planowane
bo żona coś podejrzewa
i znów ten twój uśmiech
i znów te moje łzy
znowu przegrałam
….

to nie tak miało być…

to nie tak miało wyglądać
dwoje ludzi
którzy przeżyli swój świat,
który ledwo zdążył się przyśnić
nie znam Cię takiego,
boję się nieznanego
:(

pomóż mi
wybacz mi
daj wiarę

chociaż nigdy nie będzie mi łatwiej…

przed świętami
nie zostawiaj mnie
zostaw mnie dopiero
po nowym roku
….

kolejny bezsenny czas
pusta noc
w niepustym łóżku
nim nastanie świt
jeszcze raz
zakuje mnie
z bólu serce
zapieką oczy od łez
za szczypie język
od tysięcy słów
których nie będę miała odwagi
wypowiedzieć
a tymczasem
przypilnuje twoich snów
śpij dobrze

piątek, 17 grudnia 2010

samotność

mój świat
świat kłamstwa
zgubnych złudzeń
przeklętych myśli
niedających spać
ukrytych pragnień
których aż wstyd
miast gdzie nikt
już nikogo nie słucha
gdzie piekło wstydliwie ukryte
czeka by mnie pochłonąć

czwartek, 16 grudnia 2010

ze starych zeszytów – czas róż

to tylko ja
nie ona
to tylko ja
pukam dziś
do Twoich drzwi
proszę nie wyrzucaj mnie
pomimo że to tylko ja
proszę nie zapominaj mnie
choć to tylko ja
proszę pokochaj mnie
choć to tylko ja

wtorek, 14 grudnia 2010

gdy jesteś

Elik Aimee:
„Tak lubię
zapach
swój
z odbiciem ciebie
tak lubię
gdy
w zgięciu dłoni
czy uda
mieszkasz wraz ze mną
w kuli zapachu
zamknięty”
P.s. Ty wiesz… :)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

cisza....

twój numer telefonu
zapisany na siedmiu kartkach
by nie zgubić
gdy wreszcie odważyłam się
zadzwonić
obcy głos
oznajmił
że nie ma (już)
takiego numeru
….

niedziela, 12 grudnia 2010

moje marzenia

Predrag Bjelosevic:
„Być człowiekiem – pozwolić wierszowi
by wyraził się w różnorodnych formach
Być formą – niewystarczającą na wiersz
niezrozumiale dla człowieka
Być wierszem – przewyższyć człowieka
wyjść z formy”

sobota, 11 grudnia 2010

Agnieszka Osiecka

„(…) sny nasze
niedośnione
tkwią równo w pudełkach
jak zimne ognie”
Obrządek

czas lilii

nie ma mnie dziś
kochany
zbieram truskawki
w zaczerwienionych
rumieńcach poranka
muskam pierś ziemi
jak kobiety
którą przez ciebie
się stała
twa żona
zbieram truskawki
jak rachunki sumienia
które po drodze
zapomniałam zapłacić
odszukaj mnie tu proszę
może bóg nam wybaczy
niewierność

dzień za dniem
jak kolejny wiersz
wykreślony
zdeptany
nadmiarem zdarzeń
ty gdzieś śpisz
w ramionach kobiety
nieśmiertelnie upadłej
rano znów
z martwym spojrzeniem
otworzę drzwi
(nie) rzeczywistości
w której tkwisz już
od bardzo dawna
i znów bezszelestnie załkasz o dom
którego dawno już nie posiadam
dobranoc
(nie) kochany (już)…

piątek, 10 grudnia 2010

Rozmowy przy kaw(f)ce

„Życie jest nieskończenie wielkie i głębokie
- jak otchłań gwiezdna nad nami.
Człowiek może spojrzeć w nią tylko
przez małe okienko
swojej osobistej
egzystencji.
Dlatego powinien dbać o to,
by to okienko zawsze było czyste”
>> Kafka w rozmowie z Gustawem Janouchem <<

<...>

byłeś mi tylko
obcym – jednym z wielu
tej chorej na rozrzutność
społeczności
nie powinnam
wpaść w twą przestrzeń
ty nie powinieneś w mej przestrzeni
pozostać
niedozwolona miłość
zbyt niedojrzała
by przetrwać
próbę bólu
który zadała
nie jeden raz
nie powinna nigdy
się narodzić
a teraz gdy
patrzysz wstecz
wspominasz
rzeczy które nie są
do wspomnień
dotykasz bólu
które nie powinno
dotykać
zostaw już proszę
zostaw
zapomnij
wybacz
….

znów bezsenne noce
tak słodkie
od twych
pocałunków
wspominanych
od twych spojrzeń
kiedyś zapamiętanych
i tych sprzed kilku godzin
tak słodkie od dotyku
który pozostał
niezmazany
z mego ciała
tak pełne goryczy
udręki i żalu
od jej piersi
zamkniętych
w Twoich dłoniach
od jej włosów
muskających
twoją pierś
szkoda już nocy dziś
na prywatne łzy
szkoda nocy
na wyrzuty sumienia
o każdą skradzioną chwilę
jej małżeństwa
szkoda dumy
mego serca
by zostać
wybacz
najdroższy
….

czwartek, 9 grudnia 2010

mój mały książę

mój Mały Książę
przybyłeś do mnie
z odległej planety
zapukałeś cichutko
do serca
w twoich oczach
było ciepło
rozproszyłeś swym
uśmiechem
zimno nocy
zmusiłeś by otworzyć serce
nie tylko jak jest źle
kocha się zachody słońca
byłam ci obca
stałam się Różą
tylko z czterema niepozornymi
kolcami
dziękuję
….

środa, 8 grudnia 2010

„o tym”

” o tym nie będzie wiersza
nie będzie łzy, śpiewu, śmiechu,
małego opowiadania.
O tym tylko serce trzaśnie
jak sucha leśna gałązka.”
A. Osiecka

nie ty

to nie twoje ramiona
tulą mnie o świcie
to nie twoje dłonie
badają wciąż na nowo
nieznane miejsca
na mapie mojego ciała
to nie twoje usta
całują moje uda
to nie twoje oczy
ogrzewają wzrokiem
me piersi
tak bezwstydnie nieosłonięte
przed cudem poranka
to nie twoje słowa słyszę
tuż przy szyi
gdy wszystko kołysze się
w rozleniwionym rytmie
i tylko twoje myśli
zlewają się
w nieskończoną jedność
z moimi
tak nieprzyzwoicie mocno
tak nienasycenie
roztkliwione
tak beznadziejnie przegrane
….

wtorek, 7 grudnia 2010

pozwól

pozwól mi uwierzyć ci
pozwól zaufać na tyle
by mieć odwagę
zostawić wszystko
spakować się i odejść
po prostu bez żalu
bez strachu
ze znów zawala się
cały świat
pozwól schować się
w twoich ramionach
i po prostu być
przy tobie
obok ciebie
z tobą
bądź częścią mnie
a będę silniejsza
daj mi siebie
a będę godna
twojej miłości
….

poniedziałek, 6 grudnia 2010

czas lilii

czemu walczę
czemu wciąż gnam
nie wiadomo gdzie
czemu szukam
tego co nie dla mnie już
zamykam oczy
widzę cię choć nie powinnam
pod palcami czuję dotyk skóry
tak przyjaźnie ciepłej
i wsłuchuję się w Twój oddech
tak spokojny
tak spełniony
i tylko Twoje oczy
patrzą na mnie
wyrzutami sumienia
….

czy wolno nam teraz
zburzyć wszystko
i zacząć od nowa
czy mamy prawo
szukać szczęścia
nowych ramion
budować nowy dom
nowy świat wokoło
kto dał nam
takie prawo
kto dał przekonanie
w słuszność uczuć
w ich wyższość
w ich świętość
skoro dziś
nic już świętym nie jest
…..

wszystko wokół płonie
cały nasz świat
budowany na kłamstwie
na bóa nieszczerości intencji
zgubiliśmy gdzieś po drodze
rozsądek
dobroć
szacunek
nie zostało nam nic
poza gniewem
płonącym zbyt szybko
zbyt mocno
trawiącym wszystko
to o co walczyliśmy
zbyt słabo
umarła nasza sypialnia
i pokój gościnny
z którego uciekliśmy
przed sobą nawzajem
umarła kuchnia
łazienka
przedpokój
nie mamy się już
gdzie skryć
nie mamy już sił
by uciec
żegnaj

niedziela, 5 grudnia 2010

czas lilii

przychodzisz nocą najdroższy
jak zawsze
po to by odejść w dzień
przychodzisz nocą
a ja modlę się
o spokojny sen
dla jej ramion
tak pustych bez ciebie


wracam od ciebie
chodniki mokre od łez
moich czy jej?
to już nie ma znaczenia
którą z nas
bardziej oszukałeś?
to też już obojętne
przecież i tak żadna
z nas cię nie miała
tak naprawdę
bo przecież wiąż
była ta druga
„ta jedyna”
„wyjątkowa”
„ostatnia”
ile kłamstw
potrafiłeś ukryć
ile spojrzeń w oczy
przetrzymać
ile szybkich bić serca
stłumić
jakbyś w ogóle
przestał być człowiekiem

sobota, 4 grudnia 2010

dobrej nocy

dobranoc wyśniony kochanku
dobranoc
uśnij już
wtulony w moją poduszkę
otulony pościelą nie z moich snów
dobranoc wyśniony kochanku
uśnij już
niech chociaż
twoje marzenia
należą do mnie


dobranoc serce moje
dziś znów zasypiasz w nie moich ramionach
tak cicho tu bez ciebie
tak pusto
tak przeraźliwie samotnie
nie mogę spojrzeć rozmarzonymi
głodnie oczami
w twoją stronę
nie mogę szeptem opowiedzieć ci
o swoich marzeniach
nie mogę dotykiem utulić cię do snu
dobranoc szczęście moje
już nie dla mnie
twój przyśpieszony oddech przed snem

piątek, 3 grudnia 2010

czas lilii

nie mogę cię kochać
i ty kochać mnie nie możesz
nie sobie nawzajem
składaliśmy przysięgi
ze już na zawsze
że na dobre i złe
nie sobie nawzajem
budowaliśmy świat
nie mogę cię kochać
uciekać chce
nie mogę
moje serce nie pozwala mi
cofnąć się choćby o krok
tonę w twych myślach
w twym głosie
spojrzeniu skradzionym
w dotyku
nieprzyzwoicie nie dla mnie
roztapiam się
rozpływam się
ginę gdzieś
między twoimi palcami
nie mogę cię kochać
lecz nie kochając
nie będzie już mnie
zabraknie nadziei wiary
zabraknie oddechów
tak słodko przyśpieszonych
tak słodko rozmarzonych
tak gorzko nie dla nas…

nic co nasze prawdą nie jest
nic co nasze nie jest tym
co być powinno
każde słowo skradzione
każde nie w porę
każdy dotyk
nieprzyzwoicie nie dla mnie
nie dla ciebie
każdy świt w ukryciu
który nie powinien się zdarzyć
tyle pragnień które spełnione
będą wyrzutami sumienia…

czwartek, 2 grudnia 2010

odszukaj mnie

odszukaj mnie
w swoich ramionach
wymyśl mi imię
nazwij swoją
odszukaj w swoich myślach
wymyśl mi historię z happy endem
odszukaj w tym tłumie
wyróżnij spojrzeniem pełnym nadziei
odszukaj na ulicy
w metrze
tramwaju
zbyt długiej kolejce po chleb
byle gdzie
i zaproś na łąkę
na spacer
z tobą pójdę
gdziekolwiek zechcesz
odszukaj wiarę
pragnienie
i obudź o świcie
zbyt wcześnie by tylko rozmawiać
spłoń przy mnie miłością
tak piękną że aż
nieprzyzwoitą
a ja obudzę twój świat
na nowo
jak w dziecięcym kalejdoskopie
poskładam nadzieje jak szkiełko
w piękny kwiat
naszego istnienia
….

środa, 1 grudnia 2010

jesteś

jesteś
pojawiłeś się
po prostu
zwyczajnie
zaistniałeś
w moim świecie
reszta to tylko
milczenie


zamykam oczy
już jesteś
przychodzisz zawsze we śnie
tulisz w ramionach
kołyszesz do snu
pilnujesz snów by już nie bolały
naucz mnie tylko
jak zatrzymać cię do świtu
jak zbudzić się
i oglądać tak nieprzyzwoicie długo
twą głowę wtuloną
w moją poduszkę