wtorek, 21 grudnia 2010

ze starych zeszytów

znów budzi mnie
świadomość jej łez
dręczy sumienie
a jednak jutro
gdy przyjdziesz
znów zrobię to samo
znów zapomnę
o tym co poza
czterema ścianami
mojego pokoju
czuje to wina
moja
jej
twoja
nas wszystkich


twoje oczy
czterdziestolatka
po przejściach
a jednak wciąż
błyszczące
niczym u nastolatka
którym już dawno nie jesteś
twoja twarz
ostro zarysowana
choć taka niewinna
trzydniowy zarost
który potem
zostawi ślady
na moich piersiach
i blizna na czole
twój zapach
zbyt bezczelnie
mieszający się z moim
znów twoja żona
będzie musiała pytać
gdzie byłeś
znów twoje dzieci
nie usną bez bajki
na dobranoc


mówisz nie kocham już jej
mówisz pragnę być przy tobie
mówisz z nią nic już mnie nie łączy
tylko dzieci
to dla nich nie rozwiedliśmy się

a jednak co noc
wracasz
kładziesz się obok niej
opowiadasz jakieś kłamstwo
obmyślone po drodze
całujesz na dobranoc
w ten sposób oszukujesz
nas obie


znów zostawiłeś u mnie swój szalik
ten czarny jedwabny
co dostałej od żony na urodziny
znów skłamiesz
że zapomniałeś go z pracy
i znów jutro
przyjdziesz zmieszany
bo przecież to nie ten dzień
bo to nie planowane
bo żona coś podejrzewa
i znów ten twój uśmiech
i znów te moje łzy
znowu przegrałam
….