niedziela, 29 stycznia 2012

Coś co do tej pory chwyta mnie zbyt mocno za serce...

"Sześcioletni chłopiec, mieszkał w Rochester z rodzicami i siostrzyczką. Dziewczynka urodziła się bardzo chora. Miała trzy lata, gdy rodzice zapytali chłopca czy oddałby dla niej krew, bez której ona nie mogłaby dalej żyć. Chłopiec zgodził się bez wahania. 

Po kilku dniach lekarze w uniwersyteckiej Klinice przeprowadzili transfuzję bezpośrednią. Chłopiec leżał obok siostrzyczki i z jego żył przetoczono krew do jej żył.

W pewnym momencie, gdy transfuzja w odczuciu chłopca trwała zbyt długo zapytał lekarza: "Czy to tak się umiera?"
Lekarz nadzorujący transfuzję nie wiedział, co odpowiedzieć. Po chwili rozmowy wyszło na jaw, że chłopiec nie zrozumiał do końca swoich rodziców. Myślał, że musi oddać całą swoją krew i umrzeć, aby mogła żyć jego siostra.

Nie potrafię opanować lęku, gdy pytam siebie, czy ja byłbym w stanie zrobić coś takiego dla kogokolwiek. Czasami prawdziwa miłość ujawnia się dopiero wtedy, gdy nie wszystko do końca się rozumie..."

Janusz L. Wiśniewski