wtorek, 31 grudnia 2013

206 - Drogi 2013 dziękuję Ci za:

- za wspólne posiłki
- pobudki i zasypianie obok mojego męża,
- za tradycyjne nasze piątki z moją córką,
- za wspólne gry, układanie puzzli, czytanie,
- za szalone dziecko które odżywa we mnie co jakiś czas,
- za spotkania ze znajomymi,
- za dobry rok w pracy, i za pracę którą lubię,

- za dobry rok finansowo, mimo dużych wydatków i że kończymy go na plusie,
- za odkrywanie radości z przygotowywania posiłków dla bliskich i za wspólne gotowanie,
- za uspokojenie mojej duszy
- za odkrycie że mogę być ogarnięta i zorganizowana, jak również opanowana,
- za dobrych ludzi na mojej drodze,
- za ograniczenie żądań od mojego życia i pokochanie tego co mam z całego serca,
- za bierzmowanie - i duże dla mnie przeżycie,
- za ślub - piękny, skromny taki jak chcieliśmy, z najbliższymi, wśród przyjaciół,
- za imprezę pomałżeńską,
- za piękny czas pomałżeński i moje zachłystywanie się tym stanem,
- za Jarocin,
- za przeprowadzkę i skręcanie mebli,
- za pierwsze Ani urodziny w nowym miejscu i jej odnalezienie się w nowej szkole,
- za pomyślny zabieg Ani i że jakoś ogarnęłyśmy to,
- za to że polubiłam swoje życie i siebie samą,
- za to że odnalazłam siebie samą,
- za zdrowie i rozpoczęcie leczenia,
- za miłość którą mogę obdarowywać i którą jestem obdarowywana,
- za cały ten rok pełen zawirowań i małych nieszczęść, które udało nam się pokonać i zbliżyć do siebie jeszcze bardziej,
- za czas na wszystko co potrzebne i to co lubię, który jakoś się odnalazł,
- za poczucie że jestem chyba całkiem niezłą panią domu :)

niedziela, 8 grudnia 2013

183

Pół roku
2 kwartały
6 miesięcy
24 tygodnie
183 dni
Najlepsze w moim życiu
najspokojniejsze
najbardziej magiczne
najbardziej realne
pachnące domowym pieczywem
przecierem pomidorowym
kolacją przy świecach
by uczcić codzienność
w nowym miejscu na ziemi
w pachnących bezpieczeństwem ramionach
w czujnych opiekuńczych oczach
i wspierających dłoniach
Dziękuję

sobota, 2 listopada 2013

niedziela, 27 października 2013

141 - pakowanie

Jutro znów będę zasypiać w nie Twoim łóżku,
jutro znów będę daleko, ale tylko na chwilę...
wrócę :)

Najlepsza strona tej sytuacji, to pakowanie...
uwielbiam się pakować, uwielbiam podróże i hotelowe pokoje
i posiłki w restauracji i czas dla samej siebie...
Na koniec uwielbiam powroty do domu :)

piątek, 25 października 2013

codzienność

Cudowne chwile, we dwie.
Uwielbiam słuchać... jak do mnie mówisz, jak mi się zwierzasz.
Uwielbiam być obok Ciebie, tak naprawdę, nigdzie się nie spiesząc.
Poświęcać Ci swoją całą uwagę i swój czas... Kocham taką codzienność.
Jestem dumna z takich chwil. I kocham jak się śmiejesz... jak śmiejemy się we dwie :)

przeczytane



Wszystkie trzy oczywiście polecam :)

czwartek, 24 października 2013

Takie rzeczy to tylko u mnie...

Tak to tylko ja potrafię.
Po dotarciu do pracy okazało się że opiekę nad dzieckiem mam do dnia dzisiejszego...
A to w dodatku oznacza że wczoraj odbytą kontrolę miałam zapisaną na dziś :)

środa, 23 października 2013

Kontrola.

Jest dobrze, wszystko się goi.
Podróż trwała w tą i z powrotem 1,5 godziny.
W gabinecie byliśmy jakieś 2 minuty i to tylko dlatego,
że nie dałam się wyrzucić i zadawałam pytania :)
Kochana służba zdrowia...

sobota, 19 października 2013

piątek, 18 października 2013

...

Noc za nami, długa noc. Trochę na podłodze, trochę na stołku, trochę w nogach łóżka córki...
Już lepiej to najważniejsze...  

czwartek, 17 października 2013

Ten mało fajny dzień :(

O 8.00 byliśmy w Centrum, przyjęto nas, o 9, byliśmy już na oddziale. O 16.00 zabrali nas do przygotowania do zabiegu. Miało trwać ok. 30-45 min. Po 90 dopiero przyszli bym mogła być przy wybudzaniu córki. Udało się uprosić bym mogło być przy niej w nocy (można towarzyszyć dzieciom które mają do 10 lat. Wszystko poszło dobrze. Ale nie chce już nigdy więcej... To straszne uczucie patrzeć i czekać aż dziecko się obudzi, to strasznie długie chwile. W dodatku okazało się że starsze dzieci, takie jak na przykład moja córka, gorzej znoszą taki zabieg. Dobrze że to już mamy za sobą. 

środa, 16 października 2013

aaaaaa

No bo przecież.... no jakże by inaczej. Mówiłam że jest dobrze i nic nie trzeba więcej, ani mniej. No przecież bo jeszcze ten spokój by mi się znudził. A tak telefon z Centrum że jutro mamy się zgłosić na zabieg z córką. Ot tak dla urozmaicenia aaaaaaa

wtorek, 15 października 2013

Przeczytane

 
Typowo wojenna historia. Można powiedzieć o miłości, o wyborach, o trudach, ale chyba głównie o samotności wśród ludzi.  Piękna i smutna.

czwartek, 10 października 2013

124 - Ołówek

Super psiak, który oprowadzał nas po swoich ulubionych rejonach. Nie wiem jak naprawdę się wabi, zresztą każde z nas inaczej do niego wołało i nie reagował na żadne albo na wszystkie :). W każdym bądź razie super urozmaicił nam spacer. :) 

wtorek, 8 października 2013

Książki września

Niestety część musiała być przeniesiona na październik, ale to nic... przyjdzie i na nie czas :) 

122 - Zawsze coś, zawsze jakieś zmartwienie...

W przyrodzie już tak jest, że zawsze coś musi być do martwienia się. Coś, cokolwiek, inaczej człowiek przestałby poprawnie funkcjonować. Tak już jest. Uporałam się prawie z wszystkimi problemami, a tu już kolejne zmartwienie :(
Z jednej strony wiem że jesteśmy w stanie sobie poradzić z problemami które nas spotykają, a z drugiej jeśli chodzi o dziecko traci się racjonalność. Tak bardzo chciałabym przychylić jej nieba że wariuję gdy coś idzie nie tak. Przestaję być mądra. Chciałabym mieć te problemy już za sobą, śmiać się znów... tak jak kiedyś chciałoby się powiedzieć. A jednak mimo to, gdzieś w głowie kołacze mi się myśl, że to i tak lepszy okres w moim życiu... mimo wszystko... i bardzo trudno pogodzić mi się z myślą że może to że dla mnie jest to dobry okres, niekoniecznie musi oznaczać że dla niej również :( Niekoniecznie mogę sobie poradzić z myślą, że to co wcześniej uważałam za sukces, teraz może okazać się porażką. A może mam jeszcze czas, może mam szansę jak się bardziej postaram, przekuć porażkę w sukces? A może będę tylko jak szaleniec waliła głową w mur, aż cała obolała zrozumiem że nie miałam szans? Że jednak jestem skazana na porażkę?

poniedziałek, 7 października 2013

czwartek, 3 października 2013

Powrót

Nie dam rady na dwa, śmiesznie to brzmi ale gubię się w tym. Postanowiłam więc przenieść wszystkie posty na mój stały blog Nika po drugiej stronie lustra. Gorąco zapraszam i przepraszam za zamieszanie.*

* a jednak przyszła koza do woza, góra do Mahometa, i Nika do swojego bloga (22.12.2014)

środa, 2 października 2013

Facebook

od dziś także na Facebooku :) Zapraszam

kocham cię, moje życie

Kajetany

Dziwny czas, dwa tygodnie temu dostaliśmy telefon że mamy się zgłosić do Instytutu Słuchu na zabieg osunięcia migdałów mojej córki. Na szybko wszystkie badania i w między czasie przeziębienie. A wczoraj, podróż, potem stanie w kolejce, czekanie ponad godzinę ponad godzinę i okazało się że na oddział to nas przyjmą dopiero za jakieś dwa tygodnie... a myślałam że będę miała to już za sobą :(. To okropne, ten strach, wolałabym by już mnie nie dotyczył, by już było po...

czwartek, 26 września 2013

110 - po rozłące

jeszcze tylko jeden dzień
jedna noc
i jutro znów
uśmiechniesz się
do mnie
jutro znów przytulisz
powiesz że kochasz
jutro znów będę twoja
chwycisz mnie za rękę
i poprowadzisz
do kolejnych spełnień
moich marzeń...

110 - sama

"Coś Ty zrobił Jeremi...
Zostawiłeś mnie samą w pustym mieście
w którym pełno tylko twojej nieobecności...'
Agnieszka Osiecka

piątek, 20 września 2013

Hashimoto - oswoić mimo wszystko

Witam, nazywam się Hashimoto

Jestem niewidoczną chorobą o podłożu immunologicznym, która atakuje Twoją tarczycę i wywołuje jej niedoczynność.

Jestem częścią Twojego życia. Jeśli cierpisz na niedoczynność tarczycy, to ja prawdopodobnie ją wywołałem.
Jestem na 1. miejscu najczęstszych przyczyn niedoczynności tarczycy!

Jestem taki podstępny – nie zawsze można mnie wykryć w Twoich wynikach badań krwi. Ludzie w Twoim otoczeniu nie mogą mnie ani zobaczyć, ani usłyszeć, ale Twój organizm z pewnością mnie czuje.

Mogę zaatakować prawie każdy organ w Twym ciele, w zależności od mojego humoru. Mogę wywołać różnego rodzaje bóle i dolegliwości. Kiedy jestem w dobrym humorze, dbam o to by Ciebie wszystko bolało.

Przypominasz sobie jak kiedyś wędrowałeś przez życie pełen/na energii i jak cieszyłeś/aś się życiem???
Hmm, to ja zabrałem Ci tą energię i radość życia, w zamian dałem Ci zmęczenie i niechęć do robienia czegokolwiek. Spróbuj więc teraz dobrze się bawić!!!

Kradnę Ci sen, a w zamian za to obdarzam Cię problemami z koncentracją i przyćmionym umysłem.

Mogę zadbać o to, żebyś czuł/a się jakbyś mógł spać 24 godziny 7 dni w tygodniu lub wywołać bezsenność.

To ja karzę puchnąć Twym dłoniom, stopom, Twej twarzy, Twym powiekom…

Wywołuję depresję i stany lękowe lub inne problemy umysłowe.

Karzę wypadać Twym włosom, karzę im mieć tendencję do przesuszenia, rozdwajania i łamania. Wywołuję trądzik, przesuszoną cerę…dla mnie nie ma limitów.

To przeze mnie tyjesz, niezależnie od tego co jesz lub jak często uprawiasz sport. To dzięki mnie nie możesz pozbyć się zbędnych kilogramów. Z drugiej strony mogę się o to postarać, abyś szybko tracił/a na wadze. W tym punkcie nie jestem wybredny.

Czasami towarzyszą mi moi przyjaciele, inne choroby autoimmunologiczne, tak żeby dokuczyć Ci jeszcze bardziej.

Gdy sobie coś zaplanujesz, lub gdy cieszysz na jakieś fantastyczne wydarzenie, mogę Ci pokrzyżować plany.

Nie zapraszałeś/aś mnie do siebie. Wybrałem właśnie Ciebie z różnych przyczyn:

To może przez ten wirus, lub chorobę wirusową, na którą cierpiałeś/aś i której nie doleczyłeś/aś, lub wydarzenia losowe ( wyjątkowo lubię stres !!! ). Możliwe, że również od dłuższego czasu gnębię członków Twej rodziny.

Jakakolwiek nie byłaby tego przyczyna, JESTEM z Tobą i ZOSTANĘ NA ZAWSZE.

Wybierasz się do lekarza, by się mnie pozbyć??? Pękam ze śmiechu! Spróbuj! Będziesz musiał/a odwiedzić wielu lekarzy, zanim znajdziesz takiego, który mnie w ogóle wykryje....i który się na mnie zna.

Będą Ci wypisywane nieodpowiednie leki, środki przeciwbólowe, tabletki nasenne, środki energetyzujące. Jeśli powiesz lekarzom, że masz stany lękowe lub depresję, dostaniesz leki przeciwdepresyjne.

Mam tyle możliwości by uprzykrzyć Ci życie, żebyś czuł/a się chory/a.

To niekończąca się lista dolegliwości – wysoki poziom cholesterolu, problemy z woreczkiem żółciowym, wysokie ciśnienie, bóle mięśni i kończyn, problemy z oczami, problemy z poziomem cukru we krwi, problemy z sercem, palpitacje serca.To prawdopodobnie jestem ja.

Nie możesz zajść w ciążę lub poroniłaś? To prawdopodobnie również ja.

Masz duszności, brak Ci tlenu? To pewnie moja zasługa.

Masz zbyt wysoki poziom enzymów wątrobowych? To mogę również być ja.

Problemy z zębami lub dziąsłami? Prawdopodobnie również moja sprawka.

Zalecą Ci masaże i powiedzą Ci, że jeśli tylko będziesz spał/a odpowiednio długo i będziesz uprawiał/a sport, to pozbędziesz się dręczących Cię dolegliwości.

Mogą Ci powiedzieć, że masz myśleć pozytywnie, będą Cię kłuć przy okazji badań krwi, ale niestety nie będą traktować Cię poważnie, jeśli będziesz opowiadać lekarzom o Twych dolegliwościach. Prawdopodobnie od właśnie tych lekarzy usłyszysz, że powinnaś/powinieneś skonsultować się z psychiatrą.

Twoja rodzina, przyjaciele, współpracownicy będą Cię słuchać, aż do momentu, gdy nie będą tego dalej mogli słuchać, jakie szkody wyrządzam w Twym ciele, jak Cię osłabiam. Niektórzy będą twierdzić, że „pewnie masz zły dzień.„

Będą Ci mówić, że: „jak tylko wstaniesz, zaczniesz się ruszać, wyjdziesz z domu, przedsięweźmiesz cokolwiek to od razu poczujesz się lepiej. ”
Nie będą rozumieli, że to ja zabieram Ci silnik, który napędza Twe ciało i troszczę się o to byś nie mógł wykonać tego, co Ci radzą.

Niektórzy zaczną obmawiać Cię za plecami, nazwą Cię hipochondrykiem, podczas gdy powoli będziesz tracić honor i będziesz próbował im wszystko wytłumaczyć.
Gdy w środku rozmowy z „normalnym“ człowiekiem, zaczniesz zapominać co chciałeś/aś powiedzieć. Wtedy usłyszysz prawdopodobnie „Moja np.: babcia, też tak miała i dobrze się czuje, bo zażywa lekarstwa“. Będziesz próbować wyjaśnić, że ujawniam się w różny sposób w rożnych osób i że to, że leki pomogły babci wcale nie oznacza, że pomogą Tobie.

Nie będą rozumieli, że ta choroba wpływa na Twój cały organizm od czubka głowy do największego palca u nogi i że każda Twa komórka, każdy organ, Twoje ciało potrzebują odpowiedniego lekarstwa i jego pasującej dawki, jak również dużo czasu.

Ale nawet wtedy zostanę razem z Tobą.

Tylko inne osoby, które również mnie goszczą w swym ciele, będą w stanie zrozumieć Twoj stan. One są jedynymi osobami, które są w stanie Cię zrozumieć!!!

Nazywam się Zapalenie Tarczycy Hashimoto…

(Tłumaczenie z niemieckiego: Anna Gala)

środa, 18 września 2013

wtorek, 17 września 2013

101 - Już lepiej

Dużo lepiej, czuje się jakbym wróciła do siebie, jakbym znowu odżyła. To zupełnie jak po drugiej stronie lustra... Śmiejemy się z mężem że znów go kocham po tych prochach, ale czy nie lepiej po prochach kochać, niż bez nich być obojętnym, albo wrogim? Czy nie lepiej być spokojnym, gotowym do dialogu, pełnym nadziei?
Dziś deszcz, więc zamiast spaceru z psem, jazda na stacjonarnym rowerku, wracam do formy. Muszę zważywszy że znów tyję :( Czas by zadbać o siebie, szczególnie że od kiedy zachorowałam przytyłam 20 kilo, rok czasu zajęło mi by stracić ten nadbagaż, a teraz byłoby przykro gdybym znów nie mogła zapanować nad swoją wagą. Zbyt dużo mnie to kosztowało.
Dzień zdecydowanie na plus :) Lubię takie dni.

101- Chałwa po raz pierwszy

poniedziałek, 16 września 2013

100 - Po weekendzie

To był chyba najgorszy weekend w ostatnim czasie. Moje samopoczucie staczało się po równi pochyłej, aż w piątek poddałam się. W pewnym momencie w piątek siedząc w pracy pomyślałam że nie dam rady dłużej, że nie przetrzymam zimy, że brak słońca mnie zabije dosłownie. To był taki lęk, taki stres, że serce zaczęło mi kołatać jak oszalałe, zaczęło mi brakować tchu. Uspokoiłam się dopiero jak zadzwoniłam i umówiłam się na wizytę do lekarza. Najgorsze jest to że ja to sobie sama zrobiłam. Sama odstawiłam ten antydepresant. A gdzieś tam z tyłu głowy kołacze mi się myśl że on nie jest mi potrzebny. A jednak.... Z drugiej strony weekend to koszmar, trzeci raz zaczynam Citabax i trzeci raz moja głowa nie miała siły utrzymać się na szyi, leżałam nawet nie mając siły na czytanie... ale dziś trzeciego dnia już jakoś funkcjonuje, już jakoś tam przyjemniej (choć to tez kwestia słońca które wyszło). Już przyjemniej mi i radośniej i śmiech rozbrzmiewał wokół mnie, znów tworzyłam świat, który mnie fascynuje... czy to możliwe że by cieszyć się z życia już zawsze będę potrzebowała tej pastylki??
Ale dziś miałam siłę po całym dniu w pracy na dłuuugi spacer jak na mnie to wyczyn i cudowny odpoczynek :)

piątek, 13 września 2013

97 - Piątek 13

I jak tu nie wierzyć w przesady? Miał być super wieczór. Ja, mąż, córka. Wszystko szlag trafił. Nienawidzę takich chwil. Zamiast radości łzy, smutek, żal, samotność tak wielka że mam wrażenie że pęknie mi serce, że przestanie bić. Są momenty gdy chciałabym zasnąć i mieć święty spokój i odpocząć. Czasami mam ochotę zostawić to za sobą. Albo chociaż umieć oddzielić się od rzeczywistości. Udawać że ona mnie nie dotyczy.

czwartek, 12 września 2013

96 - Samotność

Jednym z ciążących mi problemów, jest moja samotność mimo wielu ludzi wokół mnie.
Właściwie nawet ogromu ludzi. Nikt nie chce słuchać, nikt poważnie nie bierze, a czasami ja nie mam siły lub odwagi próbować. Bo jak wytłumaczyć? O czym opowiedzieć? Problem z hashimoto ma to do siebie że to nie jest poważna choroba, nie ma poważnych objawów. Przecież to tylko zmęczenie, a zmęczeni są teraz wszyscy, przecież nicnisięniechcenie też jest coraz powszechniejsze. Suchość ciała, wypadanie włosów, smutek, nawet zawroty głowy aż do mdłości nie są przecież tragedią, ani migreny, da się z tym żyć, przecież to nic. Jak wytłumaczyć że funkcjonowanie gdy ciągle coś boli, gdy nie ma się siły ruszyć ręką, podnieść jej jest trudne? Jak zwrócić na siebie uwagę by potraktowano mnie poważnie. Jak wytłumaczyć najbliższym że nie jestem szaloną, leniwą hipochondryczką? Nie wiem, ale czasami chciałabym się podzielić z kimś tym co się dzieje i zostać wysłuchaną, przytuloną, wspartą. Tak bardzo tego potrzebuje...

96 - Poza ciałem

Jedną z najbardziej przykrych dla mnie spraw związanych z tą chorobą jest poczucie przebywania obok, poza swoim ciałem. Są dni że spoglądam w lustro i mam ochotę krzyczeć sama do siebie, że to nie ja. To nie moje ciało, to nie moje mięśnie, to nie moje sztywne stawy. I głowa też nie moja. To nie ja z tym całym swoim "nicmisięniechceniem", to nie ja z poczuciem że zaraz twarzą będę zamiatać podłogę, to nie ja z poczuciem że zaraz padnę na podłogę, że nie zrobię kroku, nie zmuszę wszystkich swoich sił w mięśniach by podniosły rękę, że rano nie zmuszę się by otworzyć oczy i by odkryć kołdrę. Że to nie ja, z tym swoim przejmującym (dosłownie czasem aż mi samej siebie żal), smutkiem, takim do granic rozpaczy mimo największego szczęścia jakie mnie w życiu spotyka. Bo jeszcze miesiąc czasu temu byłam na szczycie szczęścia, ślub, przeprowadzka, szykowanie córki do gimnazjum, nowe meble, urządzenia do domu, nowe stosy książek czyli to co kocham najbardziej, i rozkwit miłości na nowo po długich latach narzeczeństwa. Mogłam góry przenosić, całe dnie pakowałam, przewoziłam, rozpakowywałam, skok adrenaliny.  I nawet nie wiadomo kiedy, nie wiadomo dlaczego wszystko z dnia na dzień się skończyło. Spadek formy, po prostu wstałam pewnego dnia, rozdrażniona, makabrycznie zmęczona, zestresowana, zalękniona, do głębi samotna. Znów w otchłani. Z poczuciem że kolejny raz zgubiłam siebie, z neimym krzykiem na ustach że to nie ja, że ktoś podczas snu mnie zamienił.

Najgorsze jest to, że w tym amoku postanowiłam jeszcze odstawić antydepresant. Pojechałam po bandzie, z marnym skutkiem dla samej siebie. Z nadzieją że dam radę i przynajmniej to zrobię dla siebie że będę szczęśliwa bez leków, z nadzieją że pomoże mi w tym mój mąż. Który tak na marginesie chyba też czasami nie ma sił do mojego podwójnego świata, do mnie tej, której sama nie akceptuje.

96 - Nasze pierwsze małżeńskie przetwory

środa, 11 września 2013

Zmogło mnie

Pogoda, zmęczenie. Kara za niesłuchanie własnego ciała, jego sygnałów. Nie mam siły, ciało odmówiło posłuszeństwa. Drogę do domu pamiętam jak przez mgłę. Teraz marzę tylko o śnie, o tym by już nic dziś nie musieć. A obiecałam sobie dłuższy post. Nie udało się. Dobranoc.

Teraz również tu:

Facebook


















hashimoto - zamknięta po drugiej stronie ciała