sobota, 31 sierpnia 2013

Jak się zaczęło?

Zaczęło się od mega wielkiego zmęczenia, takiego z wrażeniem jakby wszystko mnie przerastało... jakby wszystko było nie do pokonania, zbyt ciężkie. Budziłam się z uczuciem że nie wstanę, nie zmuszę się do wykonania jakiegokolwiek ruchu. Szłam do pracy na prostych zamykając oczy, by jeszcze chwilę odpocząć. Odpoczynek w jakiejkolwiek formie nie dawał wytchnienia, nie dawał nawet nadziei.
Jakiś trans, praca, studia, przygotowania do obrony i nagle po ostatnich egzaminach krach.
Ciemność, jakaś jazda samochodem, szpital, izba przyjęć, krzyk koleżanki że nie czuje pulsu. Jakieś dialogi lekarzy nad moją głową, nad moim ciałem i nade mną w nim zamkniętą. Jakieś przyssawki, jakieś kable, pobranie krwi. Tomografia głowy, coś w mózgu. Windą na oddział, sen, przyjazd narzeczonego, rodziny. Strach wielki strach i sen i wielkie uczucie ulgi, że spokój, że odpoczynek. W sali szpitalnej sen, gdzieś w oddali rozmowy kobiet leżących obok i czasem ich szept: "znów odjechała". Wszystko w zwolnionym tempie... powolna regeneracja organizmu.
Po półtora tygodnia diagnoza - tężyczka - wg Wikipedii - stan patofizjologiczny objawiający się nadmiernym skurczem mięśni, dodatkowo torbiel w lewej półkuli mózgu, raczej niegroźna. Skierowanie na rezonans mózgu, do neurochirurga, neurologa, endokrynologa, ginekologa.
Kolejne wizyty, różni lekarze, różne badania, różne diagnozy.
Potem następny pobyt w szpitalu i nikt nie wie czemu mój organizm nie funkcjonuje już tak jak powinien. Nikt nie wiem czemu nagle moje ciało mnie nie słucha... dłuższe zwolnienie, cisza, jakiś smutek we mnie, obok mnie. Czasem to dziwne wrażenie jakby cały świat był obok, jakby mnie nie dotyczył. Jakbym nie panowała nad mięśniami, nad ciałem. To było dwa lata temu.
W między czasie, nawet nie zliczę ile odbyłam wizyt i u ilu lekarzy, ile było badań, i po każdej kontroli zawód, coraz większy smutek że puki co nie wiadomo co się dzieje, nie wiadomo co zrobić by ulżyć, ustabilizować mnie. I taka nicość obok mnie i wrażenie że moje ciało coraz bardziej mnie zawodzi w małych prostych sprawach.