poniedziałek, 16 września 2013

100 - Po weekendzie

To był chyba najgorszy weekend w ostatnim czasie. Moje samopoczucie staczało się po równi pochyłej, aż w piątek poddałam się. W pewnym momencie w piątek siedząc w pracy pomyślałam że nie dam rady dłużej, że nie przetrzymam zimy, że brak słońca mnie zabije dosłownie. To był taki lęk, taki stres, że serce zaczęło mi kołatać jak oszalałe, zaczęło mi brakować tchu. Uspokoiłam się dopiero jak zadzwoniłam i umówiłam się na wizytę do lekarza. Najgorsze jest to że ja to sobie sama zrobiłam. Sama odstawiłam ten antydepresant. A gdzieś tam z tyłu głowy kołacze mi się myśl że on nie jest mi potrzebny. A jednak.... Z drugiej strony weekend to koszmar, trzeci raz zaczynam Citabax i trzeci raz moja głowa nie miała siły utrzymać się na szyi, leżałam nawet nie mając siły na czytanie... ale dziś trzeciego dnia już jakoś funkcjonuje, już jakoś tam przyjemniej (choć to tez kwestia słońca które wyszło). Już przyjemniej mi i radośniej i śmiech rozbrzmiewał wokół mnie, znów tworzyłam świat, który mnie fascynuje... czy to możliwe że by cieszyć się z życia już zawsze będę potrzebowała tej pastylki??
Ale dziś miałam siłę po całym dniu w pracy na dłuuugi spacer jak na mnie to wyczyn i cudowny odpoczynek :)