niedziela, 9 listopada 2014

Tak bardzo, kocham Cię moje życie...

Miało być lepiej, a nie jest.
Miało być lżej, a nie jest.
Miesiąc temu, świat był cudowny, wszystko było ok.
W naszym domu był spokój, śmiech, radość.
Były też sprzeczki, ale ciche i krótkie.
A potem jakby mi ktoś zaczarował mój świat.
Jakby mi ktoś klątwę jakąś rzucił.
Jakby mój Anioł Stróż się ode mnie odwrócił...
Jakby to czego się bałam, (że wyczerpię swój limit szczęść),
właśnie się spełniło...
Mam wrażenie że mój świat, ten mój mały, prywatny
zmierza do zagłady.
Trwam i czekam.
Mam poczucie, że za chwilę, dosłownie jak kichnę,
otworzę szerzej oczy, spadnie coś na mnie, jakieś nieszczęście
po którym się nie podniosę...
Mam wrażenie, że wszystko mi się rozpada:
moja relacja z córką, moja relacja z mężem, moja relacja w domu,
moja relacja w rodzinie, moja relacja w pracy, moje zdrowie.
Całe moje ciało rozpada się, cała moja psychika rozpada się.