piątek, 13 marca 2015

bajka o ... milczeniu i moim mężu

Dzień bez samochodu :)
Nie pomyślałabym że zostawiając samochód w garażu i decydując się na podróż autobusem, mimo że:
a) samochód działa,
b) stać nas na benzynę
c) pada deszcz
d) lubimy nasz samochód
e) lubimy podróże naszym samochodem...
To w rezultacie sprawi mi to taką frajdę.
Siedziałam z moim małżonkiem, ramię w ramię, trzymając się za ręce, cicho rozmawiając lub po prostu milcząc, naszym wspólnym, małżeńskim, wyjątkowym, milczeniem, w którym jest każde ciepłe i dobre słowo, które chcemy sobie przekazać...
Patrzyliśmy na siebie teraz, i na tą parę ludzi sprzed kilki lat, którymi byliśmy. Wspominaliśmy przez tą krótką chwilę czas, kiedy byliśmy narzeczeństwem i ten teraz, który "też jest spoko" jak powiedział mój mąż. :).
I było może głośno, niewygodnie, chłodno, a jednak było mi dobrze, jak kiedyś, jak zawsze, gdy jesteśmy razem...

PS. I taka myśl, że życie, tak pięknie mnie wciąż zaskakuje, fascynuje, nakręca, swoją prostotą i zwykłą codziennością.
I ta druga, że może bardzo dużo gadam i mój mąż musi prosić/ błagać / zaklinać... bym pomilczała trochę i dała mu ogarnąć myśli (najczęściej).
Czasem zdarzają się jednak takie chwile, jak ta w autobusie, kiedy potrafię tak pięknie (dla Niego - i tylko z Nim) milczeć. W dodatku milczeć o wszystkim.

ZA MOJEGO MĘŻA I CZAS Z NIM, KOCHAM CIĘ, MOJE ŻYCIE.