środa, 6 maja 2015

W drodze...

Głupi to ma zawsze szczęście.
Albo po prostu (jak w moim przypadku) NMNŚ. (Najwspanialszego męża na świecie).
Cały wieczór przewijał sie temat mojej porannej podróży autobusem o 5.40, i rozważań na którą powinnam nastawić budzik.
O godzinie 5 obudził mnie mój mąż myśląc że zignorowałam brzęczenie przy moim uchu.
O 5.40 na przystanku zadzwonił mój budzik :)
Ot. Taka sobie sytuacja...

Ps. Jak zawsze gdy udaje sie w podróż sama autobusem pada... a mimo to szłam na przystanek w majowej mżawce, spokojna, słuchajac śpiewu ptaków. Cudowny świat o świcie niezmiennie mnie zachwyca :).