poniedziałek, 23 stycznia 2017

10/2017 [PRZEDPREMIEROWO] Był sobie pies - W.Bruce Cameron / Wydawnictwo Kobiece


W.Bruce Cameron - Był sobie pies
Wydawnictwo - Wydawnictwo Kobiece
Data wydania - 15.02.2017 
Liczba stron - 392 
Kategoria - literatura obyczajowa / przygodowa
Moja ocena - 9/10

Każdy, kto w swoim życiu miał tego jednego, najwierniejszego, najwspanialszego pupila, bez względu na to czy był to pies, kot, czy kanarek, wie jaką cudowną więzią jest to co rodzi się między zwierzęciem a jego panem. Właśnie z tego powodu zainteresowałam się tą książką. Opis na tylnej okładce i piękny jej przód nie pozwoliły mi przejść obok tej publikacji obojętnie. Nie zawiodłam się również na tym co znalazłam w środku. 

Do kogo skierowana jest ta książka?

Dla wszystkich! Dla młodszych, (bo choć zawiera kilka trudnych scen, myślę że to cudowna okazja do rozmów), dla nastolatków, dla dorosłych, a przede wszystkim dla kochających zwierzęta i zwariowanych psiarzy :)

Kim jest bohater?

Powieść przedstawia świat widziany oczami wspaniałego psa Baileya. Poznajemy w nim splecione losy zwierzaka z odmiennymi grupami osób, oraz różne żywota, bo pies odradza się na nowo, dopóki nie zakończy swojej misji. Pewnego razu jednak natrafia na swojego chłopca i okazuje się że bycie nierozłącznymi, stanowi sens życia pupila.

Co da nam lektura?

Książka, to przede wszystkim wspaniała przygoda. To cudowna, wzruszająca, pełna miłości, poświęcenia i wierności historia, która mogła się zdarzyć naprawdę... To losy opowiedziana z punktu widzenia psa, tym ciekawsza, bo zwróciła mi uwagę na to, by inaczej spojrzeć na pewne zachowania mojego czworonoga... Autor opowiada nam, o relacjach człowieka ze zwierzętami. Robi to, z ciepłym humorem, a jednocześnie wielkim szacunkiem do psów i głębokim przesłaniem. Przypomina nam jak mocno jesteśmy od siebie zależni, jak bardzo wpływamy na siebie nawzajem i jak wiele możemy sobie ofiarować - miłość i sens życia :) 

Na uwagę zasługuje również prosta forma tej książki, co jest jej wielką zaletą. Nie ma chyba nic gorszego, niż przesłodzenie powieści, która staje się farsą. W "Był sobie pies" znajdziemy co prawda, pomerdaną rzeczywistość, pełną szczekania, skakania, zabawy, merdania ogonem, ale też tulenia, głaskania, lizania po twarzy:). To wszystko podane w cudowny, prawdziwy sposób. Bez zbytniej koloryzacji.

Ja swój egzemplarz czytałam podczas choroby, mój pies, czarny labrador (jedno z wcieleń Baileya) leżał wtulony i ogrzewał moje obolałe stawy. Jego wierne oczy spoglądały na mnie za każdym razem jak przekręcałam strony książki. Gdy się przekręcałam merdał ogonem, biegł po zabawkę, a potem z dumą obok mnie ją miętolił :)

Gorąco Polecam. Nie tylko psiarzom, choć oni jak nikt inni będą potrafili zrozumieć szczególność tej historii. Tak, czy inaczej obok tej książki, nie da się przejść obojętnie :) A po lekturze zapraszam Was do obejrzenia filmu. Ja jeszcze oczywiści go nie oglądałam, ale już się nie mogę doczekać.

I pamiętajcie:

"  - Nie ma złych psów, Bobby. Są tylko źli ludzie. Tu potrzeba miłości."

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Kobiece: