czwartek, 19 stycznia 2017

6/2017 Marcin Szczygielski - Teatr Niewidzialnych Dzieci / Wydawnictwo Latarnik


Marcin Szczygielski - Teatr Niewidzialnych Dzieci 
Wydawnictwo - Instytut Wydawniczy Latarnik
Data wydania - październik 2016
liczba stron - 243 
Kategoria - literatura dziecięca
moja ocena - 9/10

Do sięgnięcia po książki Marcina Szczygielskiego przymierzałam się wiele razy, lecz zawsze coś stawało mi na drodze. Zazwyczaj wychodzę z założenia, że tak ma być, że na książkę w moim życiu, po prostu przychodzi odpowiedni czas i ona właśnie wtedy się pojawia. Może nawet tak było, w przypadku "Teatru Niewidzialnych Dzieci", jednak mimo to bardzo żałuję, że sięgnęłam po nią dopiero teraz. Zważywszy, że autor nie jest mi obcy. Na podstawie jego powieści "Berek", powstał genialny spektakl wystawiany w Teatrze Kwadrat pt "Berek, czyli upiór w moherze", który miałam przyjemność oglądać jakiś czas temu. Poza tym, Marcin Szczygielski to jeden z najbardziej nagradzanych pisarzy powieści dziecięcych. „Teatr Niewidzialnych Dzieci” zdobył pierwszą nagrodę w prestiżowym IV Konkursie Literackim im. Astrid Lidgren w kategorii 10 – 14 lat. Cytując główną bohaterkę książki: "Nie czarujmy się" zdecydowanie na tą nagrodę zasłużył. :) 
Uważam, że powieści, tego autora, z którymi miałam okazję się zapoznać i o których, w najbliższym czasie Wam opowiem, powinny wejść do kanonu lektur szkolnych.

"Teatr Niewidzialnych Dzieci" to pierwsza książka dla dzieci i młodzieży, która dotyczyła stanu wojennego, a którą miałam sposobność przeczytać. Czytelnik poznaje w niej realia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, opowiedziane w perspektywy dziecka, wychowanka bezdusznego bidula. Narratorem jest dziesięcioletni Michał Szymczyk. Jest to bardzo inteligentny i spostrzegawczy chłopiec. Jego rodzice zginęli w wypadku. On trafił do "Młodego Lasu" w Siemanowicach Śląskich. To dzięki chłopcu, poznajemy realia domu dziecka, jego codzienność, złożoność instytucji w której przyszło mu żyć. W bidulu, Michał starający się do nikogo nie przywiązywać, poznaje ciocię Jolę, jedną z nielicznych, jak nie jedyną wychowawczynię, traktującą go indywidualnie i potrafiącą zdobyć jego zaufanie. W grupie chłopiec ma też swojego przyjaciela Kiwaczka. Po powrocie z wakacji, okazuje się jednak, że w domu nie czeka na niego ani ukochana ciocia, ani przyjaciel. Oboje zostali przeniesieni do innych instytucji. Chłopiec przechodzi załamanie nerwowe, po którym trafia do bardzo kameralnego domu "Dębowy las" pod Lublinem. To tu Michał spotyka gadatliwą Sylwie - aktorkę z urodzenia. Dziewczynka jest pomysłodawczynią i osobą odpowiedzialną za przygotowanie przedstawienia, zaplanowano na niedzielę 13 grudnia...

Tło do opowieści stanowią realia Polski roku 1981, posierpniowa solidarność, pochody pierwszomajowe, kartki, kolejki, Pewex, dwa kanały w telewizji, paczki z Holandii, ale też ZOMO, nielegalnie drukowana "bibuła" i ogłoszenie Wojciecha Jaruzelskiego o stanie wojennym. Wszystko to przy dźwiękach hitów Izabeli Trojanowskiej i Pszczółce Mai Zbigniewa Wodeckiego.


"Teatr Niewidzialnych Dzieci" to niełatwa historia. Jednak opowiedziana jest w cudowny sposób, pełen szacunku do uczuć, wydarzeń, historii, pełen pochylenia się nad indywidualnością, potrzebami, ale i pełen mocy i wsparcia dla bohaterów powieści. Mam wrażenie że wspomnienia czasu PRL, są w przestrzeni publicznej często bardzo podkoloryzowane. Od jakiegoś czasu zaobserwować można wręcz modę na tą epokę. Ta książka opowiada tak, jak było, bez historycznego zacięcia, po prostu. Opowiada młodym czytelnikom, o świecie, o którym dorośli wspominają z innej perspektywy. Opowiada o świecie, który nawet dla mnie, urodzonej w latach 80 jest nie do wyobrażenia, mimo że wiele razy poznawałam historię powojennej Polski. 

Co jeszcze znajdziemy w książce? 
Bardzo wiarygodną historię, jaka mogła wydarzyć się czasach schodzącego komunizmu. Bardzo wzruszający, choć nie dołujący opis losów wychowanków bidula, opis światów zarządzanych przez powojenne instytucje, w których czasem wygrywały regulaminy, a czasem ludzie. To też piękna metafora na współczesne spojrzenie na niektóre jednostki opiekuńcze. Bo niestety problem myślę jest ponadczasowy. 
No i na końcu czeka Was, nieoczywiste, ale piękne i a jakże wzruszające zakończenie, które i mi dorosłemu dziecku wycisnęło kilka łez z oczu... Bo to nie tylko powieść dla młodzieży, choć to ona jest głównym adresatem tej powieści. To książka dla każdego, w każdym wieku.

Na wzmiankę, zasługuje również cudowna okładka, autorstwa Emiilii Dziubak. Przyciąga uwagę i składa obietnicę, którą treść wypełnia. "Nie oszukujmy się" Zdecydowanie polecam.

Na koniec mój ulubiony cytat:


"No, ale później przekonałem się, że jednak pewien rodzaj magii istnieje, a umiejętność czarowania ma wielu z nas! Co więcej, nie ma ona nic wspólnego z zaklęciami czy magicznymi różdżkami! Magię nosimy w sobie od urodzenia, każdy trochę inną. Sęk w tym, żeby ją odkryć, bo nie zawsze jest oczywista."

Książkę przeczytałam, dzięki uprzejmości Instytutu Wydawniczego Latarnik:




Tu do obejrzenia book trailer: