piątek, 30 czerwca 2017

78/2017 [PRZEMIEROWO] Myśli do przytulania, Anna Szczęsna, Kobiece, 2017

Myśl do przytulania
Anna Szczęsna
Wydawnictwo - Kobiece
Data wydania - 30.06.2017
Liczba stron - 352
Kategoria - obyczajowa
Moja ocena - 8/10


Polecam w szczególności
- lubiącym literaturę kobiecą
- lubiącym nieskomplikowane historie do wyciszenia się,
- poszukującym wytchnienia w lekturze




To moje pierwsze spotkanie z prozą Anny Szczęsnej i powiem szczerze, że jestem mile zaskoczona. Czas poświęcony tej książce, był dla mnie niezwykle przyjemny i dający okazję do wypoczynku, zarówno ciała, jak i skołowanej głowy. Sięgnęłam po tę książkę skuszona jej tytułem. Niezmiernie mocno potrzebuję zamienić swoje rozbiegane, czasem katastroficzne myśli, na takie do przytulenia. Ta książka trochę mi na to pozwoliła. 

"Myśl do przytulania" zachwyca nie tylko tytułem. Jednak spełnia obietnice, które sugeruje. To miękka, miła, dająca wrażenie bezpieczeństwa i sielskości lektura. Nie brakuje w niej jednak zwrotów akcji. Hania, trzydziestoletnia bibliotekarka, wyjechała do Warszawy by się usamodzielnić. Ledwo wiąże koniec z końcem, jej znajomi w których miała wsparcie, nagle dokonują zmian w swoich życiach i rozjeżdżają się po świecie. Dziewczyna zostaje sama. Niby ma perspektywę powrotu w rodzinne strony, do wspierającej rodziny, ale nie bardzo ma na to ochotę. Okazuje się jednak, że los daje jej szansę na spełnienie fantazji, które nieśmiało snuła. Dostaje propozycję pracy przy urządzaniu biblioteki w sielskiej miejscowości, niemalże na końcu polskiego świata. Dziewczyna postanawia iść za swoimi marzeniami i przyjmuje pracę. Czy Hani uda się zaaklimatyzować w Różanych Dołach? Czy mieszkańcy utopijnej miejscowości przekonają się do młodej bibliotekarki? Czy sielanka jaka na pierwszy rzut oka emanuje z wioski nie jest utopią? 

Nie potrafię wytłumaczyć do końca fenomenu tej książki, jednak od razu polubiłam jej klimat, jak również bohaterów powieści. No przynajmniej większość :). Mają w sobie coś, z takich wymarzonych sąsiadów. Są serdeczni, pomocni, gościnni, dbający o siebie nawzajem, działający na rzecz społeczności. Choć oczywiście są wyjątki.
Kolejnym plusem książki jest niesamowicie lekkie pióro Anny Szczęsnej. Piękna polszczyzna, poetyckie opisy, brak popadania w łzawe sceny, ciekawa fabuła, to największe zalety tej powieści.  Książkę dzięki temu czyta się szybko (mam wrażenie że zbyt szybko) i niezmiernie przyjemnie. Opisy otoczenia i uczuć, są jak te myśli, wprost do przytulenia.
Jedyny dysonans jaki doznałam, że większość akcji dzieje się w okresie zimowym, co nie bardzo mi współgrało z wakacyjną lekturą. Ale to moje takie fanaberie. W końcu latem również bywa chłodno, a ta książka idealnie pasuje do ulubionego fotela, koca i kubka z kawą lub herbatą. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest po prostu dobra. Mam wrażenie że styl autorki jest kobiecy, ale bardzo ambitny, bez epatowania górnolotnymi uczuciami, wartościami i tego typu rzeczami, jak niestety często w literaturze kobiecej się zdarza.

Bardzo potrzebowałam takiej książki i bardzo gorąco ją Wam polecam.


Za egzemplarz recenzencki, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece :)

czwartek, 29 czerwca 2017

77/2017 Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają, Olga Puncewicz, Burda, 2017

Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają
Olga Puncewicz
Wydawnictwo - Burda
Data wydania - 24.05.2017
Liczba stron - 254
Kategoria - wywiad
Moja ocena - 7/10



Polecam w szczególności:
- tym, których fascynuje temat wspinaczy górskich
- tym, którzy lubią czytać o zmaganiach innych ze stratami bliskich osób
- lubiących historie o pasjach



Nie miałam okazji czytać, rozmów zawartych w poprzednim tomie "Góry na opak", nie znam tez innych książek, tej autorki. Mam jednak w planach to nadrobić. Tak czy inaczej, jak spora część osób, słyszałam o historii Olgi i Piotra Morawskich. Piotr był wybitnym himalaistą. Zginął na Dhaulagiri w 2009 roku. Olga Puncewicz, po śmierci męża, założyła Fundację Nagle Sami, by wspomóc osoby w życiu po stracie bliskich.

Autorka w swojej najnowszej książce, przedstawiła zapisy rozmów o przeszłości, ale również o teraźniejszości, a właściwie rzeczywistości, jaka nastała. Jej rozmówcami, są bowiem osoby, które w górach straciły kogoś bliskiego. Całość otwiera rozmowa z Hanną Wiktorowską o jej długoletniej i przejmującej pracy w Polskim Związku Alpinizmu. Zamyka natomiast wywiad z kobietą, która czeka na liczne powroty swojej córki, zarówno te z gór, jak i z końca świata, czyli z mamą Martyny Wojciechowskiej. 

Poza tym, w książce zamieszczone zostały rozmowy z Sebastianem synem Macieja Berbeki, Przemysławem,  bratem Tadeusza Kowalskiego, Izabelą, żoną Artura Hajzera, Łukaszem synem Dobrosławy Miosowicz-Wolf i Jana Wolfa, Pauliną żoną Wojciecha Kozuba, oraz Olgą, żoną Janusza Nabrdalika.

Autorka we wstępie książki napisała:
 „Myślę, że żałoba zawsze będzie dla mnie bardzo ważnym tematem i zawsze będą mnie ciekawić ludzie, którzy żałoby doświadczyli, oraz ich przemyślenia na ten temat”. 
Ta publikacja to opis emocji, część z dramatycznych momentów rodzin, które czekały na powrót bliskich z gór i niestety tego powrotu nie mieli szczęścia świętować. To książka o uczuciach, bez osądzania, bez wchodzenia w zbyt sensacyjne przeżywanie, bez epatowania smutkiem, za to z wielką empatią, intymnością, przede wszystkim wielkim zrozumieniem. To zbiór rozmów terapeutycznych, skierowanych na akceptację rzeczywistości, na pocieszenie. Zważywszy, że choćbyśmy nie wiem jak zaklinali rzeczywistość wypadki w górach będą się zdarzały... 

Najbardziej poruszyła mnie wypowiedź Stanisława Berbeki:

„Szedłem drogą, którą on szedł, zatrzymywałem się w miejscach, w których on się zatrzymywał, widziałem to co on po raz ostatni widział. To było mocne przeżycie”

Książka "Góry na opak 2" okazała się pięknym albumem, z fotografiami gór, osób, które w nich zostały i ich rodzin. Ze wspomnieniami, pięknymi, wzruszającymi, ale tez takimi prozaicznymi, codziennymi, które dopiero po stracie nabierają niesamowicie wielkiego znaczenia. 

Serdecznie polecam, choć nie jest to łatwa lektura.

76/2017 Kobieta na schodach, Bernhard Schlink, Rebis, 2017

Bernhard Schlink
Kobieta na schodach
Wydawnictwo - Rebis
Data wydania - 23.05.2017
Liczba stron - 272
Kategoria - lit. współczesna
Moja ocena - 8/10

Polecam w szczególności:
- tym, którym podobała się bestselerowa książka autora - "Lektor"
- lubiącym współczesne książki, z klasycznym wydźwiękiem
- lubiącym nieoczywiste historie





Jak tylko zobaczyłam, że zostanie wydana kolejna książka Berharda Schlinka od razu wiedziałam, że po nią sięgnę. Nie znam co prawda, zbyt wielu książek niemieckich twórców, jednak poprzednie dzieło autora "Lektor" skradło moje serce. "Kobieta na schodach" okazała się publikacją, na tym samym poziomie. Już dawno nie czytałam tak dojrzałej, mądrej i wartościowej książki. 

Akcja dzieje się w w czasach powojennych w RFN, oraz współcześnie w Australii
Bohaterami powieści są adwokat, kobieta, jej kochanek i jej mąż, a także obraz przedstawiający nagą Irene na schodach. Wydarzenia poznajemy dzięki narracji prawnika. Wznoszący się po drabinach sukcesu adwokat zostaje wplątany w historię trojga ludzi poprzez Karla Schwinda, który przychodzi do jego kancelarii  w sprawie konfliktu dotyczącego obrazu. Malarz chce odzyskać swoje dzieło. Nie jest to jednak takie proste. Irena wikła się bowiem w romans z Karlem. Jej mąż Peter Gundlach, niezmiernie bogaty biznesmen, nie może pogodzić się ze stratą żony. Obaj panowie rywalizują o obraz, na którym widnieje kobieta, ale również pośrednio o nią samą. 

Książka niesamowicie rzeczowo obrazuje sylwetki mężczyzn goniących za sukcesem, dbających o status, pieniądze i swoją własność. Z drugiej strony pokazuje samotną, nieszczęśliwą i pełną zagubienia stronę ich życia. Czy oni tez to dostrzegają? I czy nie jest za późno by cokolwiek zmienić?

"Kobieta na schodach", to książka o miłości, bliskości, zauroczeniu ale też o odchodzeniu i o śmierci. Nic nie jest jednak w niej oczywiste. To trochę taka powieść filozoficzna. Autor pośrednio zadaje w niej bowiem pytania, o to jak żyć godnie, ale też w zgodzie z samym sobą, o wartości, o to czym jest miłość i towarzyszenie w odchodzeniu.

Książkę czyta się niesamowicie sprawnie i szybko, jednak nie jest to łatwa i przyjemna lektura. Skłania do refleksji, może nie tak efektownych jak w przypadku "Lektora" ale nie mniej istotnych. Trzeba się nad nią chwilę zatrzymać i zastanowić nad jej przesłaniem. Zdecydowanie jest tego warta. Polecam!


Za przekazanie egzemplarza do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu Rebis

wtorek, 27 czerwca 2017

75/2017 Święte prawo. Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle, Iwona Szpala, Małgorzata Zubik, Agora, 2017

Święte prawo. Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle
Iwona Szpala, Małgorzata Zubik
Wydawnictwo - Agora
Data wydania - 17.05.2017
Liczba stron - 384
kategoria - lit. faktu
Moja ocena 9/10


Polecam w szczególności:
- zainteresowanym sprawą reprywatyzacji
- tym, którzy nie bardzo wiedzą o co chodzi, a tak jak ja chcieli by się dowiedzieć.
- lubiącym reportaże
- interesującym się historią i/lub miastem Warszawa





Książka „Święte prawo. Historie ludzi i kamienic z reprywatyzacją w tle.” Stanowi reportaż na temat afery reprywatyzacyjnej, o której coraz głośniej mówi się publicznie. Zdaje sobie sprawę, że nie każdego interesuje ten temat. Początkowo ja też prześlizgiwałam się po nim. Wystarczały mi lakoniczne wiadomości z Faktów i innych Fleszy. Pewnie byłoby tak do tej pory, gdyby nie ta książka. Przykuła moją uwagę. Temat własności gruntów w Warszawie natomiast, wydał mi się coraz bardziej interesujący.

O co w tym chodzi?
Otóż, 26 października 1945 roku, Bolesław Bierut wydał dekret, którym nacjonalizował wszystkie prywatne grunty w Warszawie. Jakby nie oceniać tej decyzji, bez tego dekretu odbudowa miasta, byłaby niezmiernie trudna, jeśli nie niemożliwa. W kolejnych latach na przejętych przez państwo działkach, wybudowano domy, szkoły, przychodnie, biblioteki, place zabaw. Dekret dotyczył gruntów, budynki miały pozostać własnością dotychczasowych właścicieli. Niestety, okazało się w praktyce, że również kamienice, zostały przywłaszczane przez państwo i byli tam zakwaterowywani inni mieszkańcy. Skutki tych decyzji, chyba nigdy do końca nie zostaną złagodzone. Najbardziej istotny i zarazem smutny i druzgocący jest fakt, że do tej pory, nie ma jasnych wytycznych, ani dokładnych wyjaśnień spraw związanych z reprywatyzacją. Są za to nadużycia, trwające latami, jest polityka, pieniądze, władza i przede wszystkim ogromna ludzka krzywda. 

Bohaterami tej książki są ci, którzy przez wspomniany dekret zostali pozbawieni swoich majątków i nie mogą ich odzyskać do tej pory. Są też ci, którzy mieszkają w kamienicach z bardzo skomplikowaną historią reprywatyzacyjną. Bywa, że są wyrzucani na bruk, lub żyją z wieczną obawą, że za chwilę na tym bruku się znajdą. Negatywnymi bohaterami natomiast, są ci, którzy na reprywatyzacji postanowili się dorobić, którzy skupują roszczenia do odszkodowań, czasem za cenę 50 złotych. Przejmują mienia. Reprywatyzacja to również biznes kancelarii i firm z nie do końca jasnymi profilami działań. To wybudzane, nieistniejące od wojny spółki, by przejąć grunty, do nich należące. 

Dziennikarki Iwona Szpala i Małgorzata Zubik, latami wytrwale mimo nikłego zainteresowania tematem ze strony opinii publicznej, ujawniały kolejne elementy afery reprywatyzacyjnej. W książce przedstawiają także, inne strony przywłaszczenia gruntów, również te, o których głośnio się nie mówi. Tymi sprawami są kwestie związane z wymazaniem kredytów, które mieli dawni właściciele, spłatę roszczeń mieszkańców innych państw, dokonanych tuz po wojnie, na podstawie porozumień międzynarodowych. 

„Święte prawo”, to niezwykle rzetelny zbiór artykułów, dopełniony wieloma fotografiami przedstawiających kamienice oraz ich mieszkańców, bądź właścicieli. Książkę czyta się jak kryminał. Niestety historie opisane w niej, wydarzyły i dzieją się naprawdę. Skala zjawiska natomiast jest ogromna. Mam jednak wrażenie, że przez polityków, wszystkich powojennych rządów traktowana jest niewystarczająco poważnie. Książka pozwoliła mi spojrzeć na ten problem z szerszej perspektywy, pomogła zrozumieć mi, o co tak naprawdę w wielu tych przypadkach toczy się gra.
Myślę, że publikacja kierowana jest przede wszystkim, do tych którzy chcieliby pogłębić swoją wiedzę na ten temat, ale nie tylko. To naprawdę wartościowa i rzetelna lektura o ważnych sprawach. Gorąco polecam. 

  
Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Panu Maciejowi (zazyjkultury.pl)
oraz wydawnictwu Agora SA.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

74/2017 Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty, Sylwia Zientek, W.A.B.,2017

Sylwia Zientek
Hotel Varsovie - Klątwa lutnisty
Wydawnictwo - W.A.B.
Data wydania - 24.05.2017
Liczba stron - 656
kategoria - Lit. obyczajowa i romans
Moja ocena - 7/10



Polecam w szczególności:
- lubiącym książki z historią w tle
- mieszkańcom Warszawy
- lubiącym sagi rodzinne





Sylwia Zientek to autorka powieści obyczajowych i historycznych. Niedawno ukazała się jej najnowsza książka „Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty. Tom 1.” Powieść opowiada o tajemnicach, związanych z rodziną warszawskich hotelarzami. Jest co czytać, ponieważ z hotelem przy Długiej wiąże się wiele sekretów i niespodziewanych zwrotów akcji.

Akcja powieści rozgrywa się w trzech czasach.
W XXI wieku, Dana Zmijewski przyjeżdża do stolicy, by odzyskać rodzinną kamienicę,  w której kiedyś jej przodkowie prowadzili hotel. Budynek został zniszczony podczas Powstania Warszawskiego. Dla Dany jej korzenie, nie mają większego znaczenia, jednak podczas zwiedzania Warszawy, odkrywa historię swoich przodków. Ta natomiast sięga wieku XVII. Wtedy to Lutnista Kapeli Królewskiej Laurenty Żmij mimo przeszkód, klęsk spadających na miasto i wielkiego pożaru, buduje zajazd. Do pomocy w jego prowadzeniu ma piękną i zadziorną Kalinę Melcerównę, młodszą, przyrodnią siostrę zmarłej żony, a także brata Joachima. Bracia rywalizują między sobą o względy kobiety. W pewnym momencie mężczyźni zdają sobie sprawę, że nad ich rodem wisi klątwa. Ale, czy nie jest już za późno?
Gdzieś pomiędzy w wieku XIX natomiast, córka właściciela Hotelu Varsovia, na Długiej, Eleonora Żmijewska, oczekuje z niecierpliwością na oświadczyny. Posłuszna zawsze ojcu, z wiarą wygląda kandydata do jej ręki, którego wybrał rodzic. Niestety, jej uporządkowany świat, pełen przyjęć, spacerów po parku i wypełniony dobroczynną pracą z ubogimi, załamuje się po samobójczej śmierci  ojca. Na jaw zaczynają wychodzić długi i tajemnice rodzinne. Elżbieta, jest ostatnią deską ratunku, by ocalić rodzinne wielopokoleniowe dziedzictwo. Czy ma na to szansę?

Sylwia Zientek, w swojej najnowszej książce, wprowadza i przenosi nas w świat wielopokoleniowej rodziny warszawskich hotelarzy. Robi to w sposób ciekawy, barwny i sugestywny. Przeplata między sobą historie, barwnie opowiada o Warszawie, jej ulicach i kamienicach, ciągnące się od XVII wieku, aż po współczesność.

Jestem bardzo ciekawa kolejnej części. Polecam.

Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję wydawnictwu W.A.B (grupa Wydawnicza Foksal)
 

piątek, 23 czerwca 2017

73/2017 Strasznie głośno, niesamowicie blisko, Jonathan Safran Foer, W.A.B., 2017

Jonathan Safran Foer - Strasznie głośno, niesamowicie blisko
Wydawnictwo - W.A.B.
Data wydania - 26.04.2017
Liczba stron - 448
Kategoria - lit. współczesna
Moja ocena - 7/10




Polecam w szczególności:
- lubiącym niecodzienną i niejednoznaczna literaturę
- poszukującym w książkach wzruszenia i silnych emocji
- lubiących historię z tłem 11 września
- lubiących książki na podstawie których powstały popularne ekranizacje

Jeśli miałam wybrać jedno określenie, którym mogę opisać tę książkę, wybrałabym słowo – terapeutyczna. Dla mnie właśnie taka, jest ta historia. Jak terapia, jak próba ułożenia czegoś, co uwiera. Paradoksem tej książki, jest jednak to, że próbuje uleczyć te emocje, które sama rozgrzebuje.

Bohaterem „Strasznie głośno, niesamowicie blisko” jest Oskar Schell. Chłopiec ma niesamowitą wyobraźnię, analityczny umysł i złamane serce. W zamachu na Word Trade Center z 11 września 2001 roku, zginął jego ojciec. Chłopiec na swój niecodzienny sposób próbuje sobie poradzić z traumą, która go spotkała. W gabinecie ojca natyka się na kopertę podpisaną „Black”. W środku znajduje się tajemniczy klucz. Oskar postanawia odnaleźć osoby posiadające nazwisko wypisane na znalezisku. Przemierza dzielnice Nowego Jorku, by odnaleźć właściwy zamek. Poszukiwania i rozmowy z mieszkańcami, których spotka, pozwolą mu na poukładanie, trochę nawet nieświadomie tęsknoty, bólu i zagubienia, które odczuwa. Bowiem, tych ludzi łączy nie tylko nazwisko, ale również to, że utracili swoich bliskich.

Powieść Jonathana Safrana Foera, to niezwykle poruszająca historia, którą zapamiętuje się na długo. Wbrew pozorom, to trudna książka, choć czyta się ją niesamowicie sprawnie i wciąga już od pierwszych stron. Emocje, które towarzyszą naszemu bohaterowi, w pewnym momencie nierozerwalnie mieszają się z naszymi własnymi. Nie można przejść obok nich obojętnie. Szczególnie biorąc pod uwagę, jak kruchy i delikatny okazuje się Oskar, choć wydaje się z pozoru silny i odważny. Sięgając głębiej, dostrzegamy wiele mądrości i powodów do przemyśleń, ale też cały wachlarz uczuć. Ból, strach, ulgę, kruchość życia, nieuchronność przemijalności i straty.

Najbardziej wyjątkową częścią książki, są opisy wydarzeń z 11 września, które w książce poznajemy z innej perspektywy. Trochę dziecinnej, a przez to w niezwykle rzeczowy i dramatyczny sposób. Myśląc o tym dniu, myślimy o 2996 osobach, które zginęły w tym wtorkowym zamachu. Dzięki książce, poznajemy ten dzień z perspektywy jednostki. Autor oddał w niej hołd rodzinom, których życie 11 września wywróciło się do góry nogami. Dramat chłopca, jest sygnalizowany krótkimi wzmiankami, o panice, strachu przed podróżą metrem, co jeszcze bardziej robi na mnie wrażenie. Szczególnie wzruszały mnie, powroty Oskara, do ostatnich słów ojca pozostawionych na sekretarce telefonu. Dopiero koniec książki, przyniesie wyjaśnienie całej historii i chłopiec cofnie się pamięcią do dnia, kiedy wieże WTC runęły.

Do tekstu dołączone są sugestywne ilustracje, które mam wrażenie, mówią w pewnym momencie więcej, niż można byłby to opisać słowami.

Na podstawie książki, nakręcono film z Tomem Hanksem i Sandrą Bullock. Kilka wątków różni się od powieści, jednak zdecydowanie jest wart obejrzenia.

Gorąco polecam!
Zarówno książkę i film. 



Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję
Wydawnictwu W.A.B. (Grupa Wydawnicza Foksal)