poniedziałek, 31 lipca 2017

91/2017 Córka wiatrów, Magdalena Kordel, Znak, 2017

Magdalena Kordel - Córka wiatrów
Cykl - Wilczy Dwór
Wydawnictwo - Znak
Data wydania - 13.06.2017
Liczba stron - 400
Kategoria - literatura obyczajowa i romans
Moja ocena - 7,5/10




Polecam w szczególności:
- lubiącym powieści kobiece
- lubiącym powieści Magdaleny Kordel
- lubiącym powieści historyczne





Jeśli szukacie lekkiej i przyjemnej książki na letnie leżakowanie, z czystym sercem mogę polecić Wam „Córkę wiatrów” pierwszą część najnowszego cyklu Magdaleny Kordel pt. Wilczy Dwór. Miałam już do czynienia z kilkoma publikacjami tej autorki, ale muszę przyznać, że ta zdecydowanie najbardziej przypadła mi do gustu.

„Córka wiatrów”, to powieść raczej z gatunku kobiecych, której akcja dzieje się XIX wiecznej Polsce, kilka lat po powstaniu listopadowym. Głównymi bohaterami powieści są Konstancja, Jan i niezwykła Pelasia.

Konstancja po śmierci męża, szybko musiała stać się silną i niezależną Panią na dworze. Sama zarządzała majątkiem i wychowywała syna. Gdy po latach wydaje się, że osiągnęła już stabilizację i względny spokój, do Wilczego Dworu przyjeżdża Jan, dawny przyjaciel kobiety. Mężczyzna odsłania przed Konstancją problemy, które działy się wokół niej, a o których nie miała pojęcia. Wydarzenia te wprowadzają zamęt w życie bohaterki i doprowadzają do szeregu zdarzeń, z którymi oboje muszą sobie poradzić.

Magdalena Kordel, posiada niesamowity dar tworzenia zarówno postaci, jak i fabuły. Jej książki są lekkie, przyjazne, niesamowicie plastyczne, trochę magiczne, ale nie pozbawione ambitności. Wydaje mi się również, że w autorce bardzo silnie rozwinięte są nie tylko kompetencje twórcze, ale także społeczne. Dzięki czemu w „lekkie” powieści przemyca treści ważne i wartościowe.

Bardzo ciekawym wątkiem książki jest niesamowita legenda powstania dworu, stanowiąca genezę ukształtowania się, silnej roli kobiet w posiadłości. Zdaje się zresztą, że nie tylko przed czytelnikami Dwór ma do odkrycia wiele sekretów, ale również przed samą właścicielką. Jaką moc posiada tajemniczy niebieski pokój oraz obraz dalekiej krewnej?

Wiem, że jak napiszę, że to po prostu dobra książką, to Was średnio przekonam. Ale tak właśnie jest. To dobra książka, którą czyta się niezwykle przyjemnie. Czekam z niecierpliwością już na dalsze losy Wilczego Dworu. Tymczasem pierwszy tom polecam Wam bardzo gorąco. :)


 
Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak.  
Strona wydawnictwa: www.znak.com.pl
Strona autorki: magdalenakordel.blogspot.com

wtorek, 25 lipca 2017

Dokąd zmierzamy jako ludzie, czyli o śmierci dla odłon

Niesamowicie bardzo smuci mnie historia wczorajszej plotki dotyczącej śmierci Tadeusza Snuka, prowadzącego kultowy teleturniej Jeden z dziesięciu.


Zastanawia mnie kim są ludzie, którzy wpadają na tak okrutne pomysły zamieszczania informacji o śmierci znanych osób po to by... mieć więcej odsłon. Jak nisko trzeba upaść?

Na szczęście informacja okazała się nieprawdziwa. Ale nie potrafię sobie wyobrazić, co czuli bliscy i znajomi słynnego prowadzącego natykając się na takie wiadomości? I to nie jest pojedynczy przypadek. Wcześniej w taki sam sposób został uśmiercony chociażby Janusz Gajos, Ryszard Rynkowski czy Kuba Wojewódzki. Dokąd zmierzamy jako ludzie ja się pytam? Szczególnie że wiadomość podchwyciło kilka plotkarskich portali...
A tak na marginesie. Warto pamiętać również o tym, linki z fałszywkami mogą być zainfekowane wirusem.  
A Panu Tadeuszowi, życzę wielu lat zdrowia! 

90/2017 Rosyjska namiętność, Reyes Monforte, WAM, 2017

Reyes Monforte - Rosyjska namiętność
Wydawnictwo - WAM
Data wydania - 19.06.2017
Liczba stron - 688
kategoria - litera obyczajowa i romans
Moja ocena - 9/10



Polecam w szczególności:
- wielbicielom trylogii Jeźdźca miedzianego
- Wielbicielom Szaszeńki
- Wielbicielom Białej Wilczycy
- lubiącym literaturę z wątkami wojenno - stalinowskimi
- lubiącym książki związane z bohemą artystyczną lat około wojennych
- lubiącym romanse bez zbędnych tkliwości.
- lubiącym powieści na faktach.


Książkę można zakupić tu: Wydawnictwo WAM




Przyznaję ciężko mi się pisze tą recenzję. Tak samo, jak ciężko czytało mi się historię życia Liny Prokofiew. Szczególnie mając na uwadze autentyczność opisywanych wydarzeń. Nie jest to łatwa lektura, ale zdecydowanie warta przeczytania. Sięgnęłam po tę książkę, spodziewając się lawiny emocji… nie zawiodłam się. To powieść, która wzrusza i przejmuje do głębi duszy.

„Rosyjska namiętność” opowiada o losach Liny Prokofiew, hiszpańskiej piosenkarki i żony rosyjskiego kompozytora Siergieja Prokofiewa. W 1948 oskarżono ją o „szpiegostwo”. Została skazana na 20 lat ciężkich robót. Ostatecznie zwolniono ją po śmierci Stalina w 1953 roku. W radzieckim gułagu spędziła osiem lat. Związek Radziecki opuściła dopiero w 1974 roku i mimo wielu zaproszeń nigdy tam nie powróciła, twierdząc, że drugi raz nie popełni tego samego błędu.  

Akcja książki rozpoczyna się od lat młodości Liny i Siergieja, dwojga ludzi z dobrego domu, mających przed sobą świetlaną przyszłość. Oboje obracają się w towarzystwie znanych osobistości, w tym Coco Chanel i Ernesta Hemingwaya. Stale bywają w teatrach, restauracjach, klubach. Należą do artystycznej bohemy. W tą sielankową pierwsza cześć historii (jak dla mnie lekko przydługą), wraz z przeprowadzką do Związku Radzieckiego, w życie małżeństwa, zaczyna coraz silniej wkradać się strach. Nastały niespokojne czasy wojny i rządów przywódcy ZR Józefa Stalina. Siergiej nie wiedział, że jego decyzja o powrocie do kraju, będzie miała ogromny wpływ na losy Liny i ich synów. Lina mimo iż bardzo nie chciała przeprowadzki do sowieckiej Rosji, zdecydowała się podążać za mężem. Nawet później, gdy Siergiej postanowił odejść do swojej kochanki, Miry Mendelson, Lina zdecydowała się pozostać w kraju. Jej decyzja doprowadziła do tragedii..

Druga część powieści, stanowi bowiem już tylko obraz terroru Związku Radzieckiego, Łubianki, obozów pracy. Dla nas współczesnych, w jakiś sposób nie do wyobrażenia. Sama Lina nigdy nie wracała do przeszłości, nie chcąc dawać szans wspomnieniom tych tragicznych dla siebie chwil. Wiemy jednak z kart historii, że wszystko co zostało opisane w kolejnych rozdziałach powieści, z wielką prawdopodobieństwem mogło mieć miejsce.

Czytanie „Rosyjskiej namiętności” sprawiło mi wielką przyjemność, (choć lektura nie jest sielankowa). Jednak to bardzo piękna, wzruszająca, dobrze napisana i poruszająca książka, którą zapamiętam na długo. To powieść o niezłomności silnej kobiety, w najgorszych latach tortur i wielu lat w obozie pracy.

Reyes Monforte ma niesamowity dar pisania i oddania w treści uczuć o bardzo szerokim spektrum. Przyznaje dla mnie czasem było za długo, ale moje zainteresowanie książką, było wciąż na wysokim poziomie. Szczególnie, że historią Liny można by obdarzyć kilka bohaterek… Jeśli tak jak ja, uwielbiacie powieści historyczne, zdecydowanie musicie sięgnąć po „Rosyjską namiętność”. Gorąco polecam.


Ps. Tak całkiem na marginesie. Lekko drapie i uwiera mnie zawsze, gdy bohaterką jest ciemnowłosa o zdecydowanie hiszpańskiej urodzie, silna kobieta, natomiast na okładce widnieje blondynka o delikatnych słowiańskich rysach…




Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM :)

poniedziałek, 24 lipca 2017

89/2017 Instrukcja Obsługi Solniczki, Szymon Hołownia, WAM, 2017

Szymon Hołownia - Instrukacja Obsługi Solniczki.
Wydawnictwo - WAM
Data wydania - 17.05.2017
Liczba stron - 160
Kategoria - felieton
Moja ocena - 7/10

Książkę można zakupić tu: Wydawnictwo WAM



Polecam w szczególności:
- lubiącym twórczość Szymona Hołowni,
- lubiącym felietony
- lubiącym rozważania na tematy ważne i mniej ważne





Szymon Hołownia, to jedna z tych osób, które co najmniej raz w roku oddają swoim czytelnikom nową publikację. Słuszna czynność, o ile ma się coś wartościowego do przekazania. W przypadku Hołowni, mamy do czynienia z publicystą, który nie tylko ma dużo do powiedzenia, ale w dodatku mądrze i na ważne tematy.

„Instrukcja obsługi solniczki” to zbiór prawie pięćdziesięciu felietonów, które autor napisał dla „Tygodnika Powszechnego” głównie w roku 2016. Tematy, poruszane w nich, były błahe jak na przykład psy w kosmosie, ale również stanowiły kwintesencję tego, co rozgrzewało serca i umysły, nie tylko w Polsce. W felietonach Hołownia porusza między innymi sprawy, takie jak: wznowienie publikacji „Mein Kampf”, podejście do celebrowania mszy w kościołach innej wiary, kolejka po buty Kanye Westa, szczęście w biednej Afryce, patriotyzm, bezdomność, dobra zmiana, działania papieża Franciszka, niechęć powszechna do przyjmowania uchodźców, współczesne działania wojenne, bitwa o aborcję, znaczenie znaku pokoju, czynienie dobra. Mój ulubiony stanowi o sprawozdaniach finansowych i działaniach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jeśli ktoś nie czytał, zdecydowanie polecam. 

Najlepsze w książkach Hołowni jest to, że przedstawia nam swój punkt widzenia zdecydowanie, jednak bez atakowania czytelników. W swoich treściach nie opowiada się za którąś ze stron. Opowiada się za to, za swoim sumieniem, swoją wiarą. Nie zawsze zgadzam się z poglądami autora, on pewnie z moimi również by się nie zgodził. Nie znaczy to jednak, że treść tych poglądów nie może być dla nas ciekawa i inspirująca. Najbardziej podoba mi się perspektywa autora do spraw w Polsce, stanowiące elementy zapalne do kłótni, awantur i obrażania oponentów. Potrafimy kłócić się z tą samą żarliwością o rzeczy fundamentalne, jak i błahe. Z punktu widzenia ubogich, krajów Afryki jesteśmy w tym niesamowicie śmieszni. Przekaz Hołowni dzięki perspektywie zdobytej w trakcie działań fundacji jest prosty i dobitny. Przede wszystkim powinien jednak dać nam do myślenia.  
Całość publikacji dopełniają fotografie związane z działalnością Szymona Hołowni w Afryce. Mam do tych działań wyjątkowy sentyment. Dzięki książce Hołowni „Jak robić dobrze” poznałam bliżej Fundację Kasisi. Dzięki niej, w ramach adopcji na odległość, nasza rodzina powiększyła się o wspaniałego „bejbika” – zachęcam Was, przy okazji do  zapoznania się działaniami Kasisi, w które można się włączyć. Choćby i po to by nabrać dystansu czyniąc dobro. :)

A książkę zdecydowanie polecam. Szczególnie tym, którzy jak ja, nie czytają „Tygodnika Powszechnego”, choć Ci co czytają, a później oddają na makulaturę na przykład, również z chęcią mogą sięgnąć po tę publikację i wrócić do tych tekstów. Felietony są tych powrotów uważam warte.
A jeśli już zdecydujecie się sięgnąć po tę publikację – życzę Wam miłej lektury :)






Za egzemplarz do recenzji, serdecznie dziękuję Wydawnictwu WAM :)