czwartek, 14 marca 2019

Kryminalne przypadki Matyldy, Bożena Mazalik, Zysk i s-ka, 2019



Po serii dość mocno trzymających w napięciu lub silnie chwytających za serce powieści, postanowiłam sięgnąć po książkę z pięknie wydaną, wiosenną i kobiecą okładką. Miało być kryminalnie, miało być romantycznie i miało być śmiesznie. Czy było? Raczej nie do końca :(. Tym bardziej mi przykro, bo naprawdę nastawiłam się na ciekawą lekturę, lekką a jednak z przytupem.


Matylda zostaje porzucona przed ołtarzem. Po ucieczce z kościoła dostaje dość niepodziewaną propozycję by zaopiekować się pod nieobecność właściciela, jego posiadłością - Sarnim Dworem. Co skrywają ponure, grube mury niczym z rodziny Adamsów? Matyldę coraz bardziej niepokoją bowiem dziwne odgłosy, trzeszczenie schodów, tajemnicze stukanie. Kobieta miała oddać się twórczemu malowaniu i celebrować samotność, jednak w stajni odnajduje zwłoki parobka i co za tym idzie pakuje się w sam środek śledztwa. Na domiar złego jej przyjaciółka ląduje w szpitalu, Matyldę odwiedza nielubiana znajoma a policjant prowadzący śledztwo to arogant i zdaje się ją podejrzewać o zbrodnię. Brzmi fantastycznie prawda?


Sama więc nie wiem, co poszło nie tak. Może miałam w stosunku do tej książki zbyt duże wymagania? Uważam, że jest to dobra powieść, którą czyta się szybko i dość przyjemnie. Taka powieść na jeden do dwóch wieczorów. Minusem jest to, że mimo obietnic, nie uśmiałam się i nie poczułam dreszczyku emocji.


Czy polecam? Tak. To ciekawa pozycja na niedzielne leniwe popołudnie w parku, nad rzeką i jako odskocznia od cięższych książek. Ja po prostu spodziewałam się jednak trochę czegoś innego.




************************************


Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – Wydawnictwu Zysk i s-ka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz